Cała prawda o cyckach

Nasz filmik o cyklu życia cycków podbija „Internety”. Cieszy mnie to niezmiernie, bo widać, że kobiety mają do siebie dystans. Potrafią śmiać się ze swoich polskich cycków, słabości i jednocześnie walczyć z nimi. Kilka z was bez skrępowania napisało w komentarzu, że po ciąży, czy po zakończonym karmieniu piersią zdecydowały się na korektę biustu w klinice medycyny estetycznej. Mimo, że wygląd biustu po porodzie przysparzał im wyraźnych problemów, nie bały się o tym głośno mówić. Jeszcze inne pisały o tym, że są na etapie odkładania na to kasy. Fajnie. Bo zamiast żyć pod jednym dachem z kompleksami zaczynamy działać. To budujące.

Znalazły się też kobiety, które krótko napisały, że ich ten film o cyckach nie dotyczy. Szczerze? Wierzę w to w 100%. Wiem, że są takie przypadki. Co więc decyduje o tym, że niektóre z nas po ciąży i po karmieniu mają piękne i jędrne piersi, a inne borykają się ze skórkami od bananów? Postanowiłam spisać kilka zasad dobrego traktowania piersi, których stosowanie na pewno przybliży was do pięknego i jędrnego biustu.

Piersi w ciazy i po ciąży – krótka historia

Zanim jednak o tym, na początek moja historia. Otóż nigdy nie miałam jakiegoś specjalnie okazałego biustu. Było to klasyczne „Ce”, a po wizycie u brafitterki dowiedziałam się, że takie „Ce” fachowo nazywa się „E”. 🙂 Jak by to określiła dzisiejsza gimbaza, klasyczne „fullhandy”. Takie w sam raz. Ich jakość przed ciążą określiłabym na dobrą, ale bez szału. Zawsze narzekałam na ich kształt. Moja przyjaciółka nazywała to kozim cycem, a jeszcze inna biustem „podpasznym”. Czyli takie trójkątne piersi uciekające na boki (Boże, nigdy nie myślałam, że napiszę to na blogu 🙂 ). Ale w staniku, zebrane do kupy wyglądały spoko, co zresztą lubiłam pokazywać szerszemu gronu nosząc obszerne dekolty. Później zaszłam w ciążę i na jej początku nic się nie zmieniało. Po nowy stanik poszłam dopiero w 8 miesiącu, bo do tamtego momentu mieściłam się w stare. Po urodzeniu Miecia mój biust wybuchł. Dosłownie. Dziś muszę się wam przyznać , że trochę mu pomogłam. Jak? Laktatorem. Bo zamiast poczekać aż pokarm zacznie produkować się sam, zaczęłam wspomagać się elektrycznością. Mój organizm dostał sygnał: „Produkuj mleko! Urodziły się siedmioraczki!” I tak, po obudzeniu się trzeciego dnia po porodzie, zaglądając pod bluzkę zamarłam. Znalazłam tam dwie niekształtne, wręcz filetowe piersi. Tak jakby ktoś pod skórą zaszył mi pojedyncze klocki lego. Masakra. Szybko zrobiłam zdjęcie i wysłałam Jankowi z komentarzem: „Patrz, dziś w nocy odwiedził mnie dr Szczyt!”. A Jan odpisał: „A trzeźwy był?”. Laktację udało się opanować i szczęśliwie karmiłam przez 15 miesięcy. Pod koniec karmienia nabawiłam się sporej dysproporcji. Na własne życzenie, bo w nocy karmiłam Miecia tylko prawą piersią. I tak po całym dniu pracy, kiedy jedna pierś napełniała się mlekiem, a druga pozostawała pusta wyglądałam jak „Upadła Madonna z Wielkim Cycem” pędzla van Klompa. Zaczęłam szukać informacji w Internecie czy ta dysproporcja zniknie. Przysięgam, nie znalazłam ani jednego pozytywnego komentarza. Byłam załamana. A moja dysproporcja po dwóch tygodniach od zakończenia karmienia zniknęła. Dlatego jeśli czyta to jakaś mama z dysproporcją odpowiadam: jest duża szansa, że to się wszystko wyrówna. Serio! Jest nadzieja. Na początku mój biust wyglądał jak dwie skórki po bananie. Kto widział film, ten wie. Ale po dwóch miesiącach wrócił do formy. I to najlepszej formy w życiu. Janek nie wychodził z zachwytu, a my wspólnie nie wychodziliśmy z sypialni. 😉 No dobra może trochę przesadzam, w końcu mieliśmy małe dziecko. Obecnie mam najładniejsze piersi w całym moim życiu. Jak to zrobiłam? Trochę im pomogłam. Biust po ciąży z „podpasznego” scentralizował się. Ma okrągły kształt i zupełnie nie wisi. Przysięgam! (zdjęcia dla zainteresowanych – tylko poważne oferty ;))

A to zasady, do których się stosowałam:

Smarować, smarować i jeszcze raz smarować. Od zawsze balsamuję całe ciało. A odkąd zaszłam w ciążę używam oddzielnego specyfiku na piersi. Jakiego? Najchętniej Mustela, bo szybko się wchłania, ale lubię też Palmersa. W ciąży smarowałam piersi dwa razy dziennie, a po jej zakończeniu i podczas karmienia nawet cztery razy na dobę. 🙂

Dobry biustonosz to podstawa. I to nie taki z sieciówki 75”Ce”, tylko dopasowany przez brafitterkę i codziennie odpowiednio ubierany. Ja miałam specjalne staniki na czas karmienia piersią. Oddzielne na noc i inne na co dzień. Biust był umiejscowiony bardzo wysoko i stabilnie dlatego nie było mowy o jego „wyciąganiu się”.

Karmić czy nie karmić? Tu przytoczę wam historię pewnej dziewczyny, którą poznałam niedawno i która zapewne czyta ten post. Po pierwszej ciąży i karmieniu jej biust trochę oberwał, stracił na jędrności i rozmiarze. Dlatego gdy zaszła w drugą ciążę obiecała sobie, że nie będzie karmić piersią drugiego dziecka. Jej decyzja, nie nam to oceniać. Trzeba to uszanować. Podjęła ją świadomie, chciała zrobić coś dla siebie. Kiedy poszła do szpitala rodzić ustawiały się do niej kolejki lekarzy i pielęgniarek, by przekonać ją do tego, aby jednak karmiła. Ona była nieugięta. W drugiej ciąży jej biust pięknie się wypełnił, znów był jędrny i duży, a ona nie chciała z tego rezygnować. Cóż z tego, jeśli po tygodniu od urodzenia dziecka biust wrócił do stanu „po pierwszej ciąży.” Chcecie szczęśliwe zakończenie? Proszę! Ona widząc co się dzieje szybko zaczęła pracować nad pobudzeniem laktacji. Z ładnego biustu nici dlatego chciała ratować to, co wydawało jej się w tamtej chwili najważniejsze. Dziś jest szczęśliwą matką karmiącą. Jak widzicie nie ma znaczenia czy będziemy karmić, czy też nie. Ciąża jest tak odmiennym stanem dla naszych piersi, że sam jej fakt może już spowodować ogromne zmiany. Niezależnie od tego czy karmimy czy nie.

Jak karmić? Bo to też jest ważne. Jeśli „uwiesimy” dziecko na naszej piersi to siłą rzeczy ono będzie nam ją „rozciągać”. W piersiach mamy włókna kolagenowe, które są dość elastyczne, ale raz rozciągnięte nie wrócą już do stanu pierwotnego. To nie działa jak guma. Na szczęście w Internecie możecie znaleźć masę materiałów o tym, jak karmić dziecko z najmniejszą szkodą dla biustu.

Ćwiczenia biustu. To jest ten element, który mi pomógł najbardziej. Przez trzy miesiące po połogu ćwiczyłam biust pod okiem trenera, który wiedział na których partiach ciała najbardziej mi zależy. Kilka miesięcy ciężkiej pracy i udało się.

Dobre geny. Na to nie mamy wpływu, ale muszę o tym napisać. Osobiście znam dziewczyny, na których ciąża i długotrwałe karmienie nie pozostawiły żadnego śladu. Zapytane o to, jak to zrobiły zazwyczaj odpowiadają: „sama nie wiem, moja mama tak miała, moja siostra tak miała…”. Odpowiedź nasuwa się sama.

A na dokładkę wcześniej wspomniany film. Nie widziałaś? Obejrzyj koniecznie i udostępnij! Widziałaś: Zobacz jeszcze raz! To śmieszy nieustannie. 🙂 Wejdź na SuperStyler FB i dowiedz się więcej!

Cykl życia cyckówPrzyznawać się! Na którym etapie jesteście? 😀 😀 😀 #MamaSamoZło #SuperStyler

Opublikowany przez SuperStyler na 12 lipiec 2016

Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x