7 najbardziej męskich kosmetyków

Czasy kiedy szczytem męskiej pielęgnacji była jedynie brzytwa w kosmetyczce, bo maszynka BIC była zbyt zniewieściała i żaden z samców alfa nie dopuściłby się stosowania pomad i innych babskich kosmetyków odeszły do lamusa. Panowie! Świat się zmienia więc teraz pora na was. Przestańcie przynosić nam wstyd i zacznijcie wreszcie o siebie dbać.

Oto 7 elementów, które powinny znaleźć się w kosmetyczne współczesnego, nadzwyczaj męskiego faceta:

Własny żel do kąpieli. Piszę w imieniu większości kobiet na świecie: panowie! Przestańcie nam podbierać nasz ulubiony żel pod prysznic. Szczególnie ten o zapachu różanym i lawendowym. My wiemy, że wam to nie robi różnicy, ale my przytulając się do was wolimy czuć piżmo lub męski zapach drzewa sandałowego niż fiołki. Janek ostatnio przekonał się do nowej serii Luksja Care Pro Men. Rewelacyjnie pachną, a do tego świetnie nawilżają skórę. A Jan ze swoim zapaleniem mieszków włosowych ma co nawilżać. Chłop poleca, ja również.

Trymer. Włosy w nosie i w uszach nigdy nie były w modzie, choć kiedyś było na nie większe przyzwolenie. Większość panów myśli, że to problem starszyzny, ale okazuje się, że nie tylko. Czasami na spotkaniach biznesowych przychodzi mi negocjować z delikwentem w gajerze za pięć tysięcy, w modnym obuwiu, w kolorowych skarpetkach i z włosem wystającym centralnie z lewej dziurki nosa. Na nieszczęście dla niego ja mam zawsze w torebce pincetę. Nie pomnę ile już razy robiłam sobie taką wizualizację: wstaję z krzesła bez słowa, za plecami chowam narzędzie zbrodni, podchodzę do niego, jak gdyby nigdy nic i wyrywam. Po czym ze stoickim spokojem stwierdzam: możemy wrócić do negocjacji, jest pan bezpieczny.

Antyperspirant. Tu sprawa wydaje się być prosta. Ale… jest jedno ale. I to wcale nie takie małe. Bo jak się okazuje, tanie dezodoranty w kulce czy sztyfcie (panowie takie lubią najbardziej) bardzo niszczą ubrania. Janek swego czasu miał wręcz pożółkłe i twarde fragmenty „podpaszne” w koszulkach. W pewnym momencie namówiłam go na Vichy, które sama używam już od dłuższego czasu. Stare koszulki poszły do kosza, a z nowymi nie mamy już tego problemu. Poza tym antyperspiranty Vichy naprawdę działają. Nie wiem czy przez 48h ale na bank przez 24h.

Plastry na wągry. Wągry to kolejna zmora, zaraz po wystających włosach z nosa i uszu. Panowie jakby ich nie zauważali. Może chodzi o to, że one nie robią się z dnia na dzień. A oni powoli przyzwyczajają się do życia z nimi w symbiozie. I tak oto czarne kropki na nosie, niczym piegi, towarzyszą samcom alfa nie od dziś. A wystarczy raz w tygodniu nakleić plasterek, zrobić oczyszczającą maseczkę, albo peeling enzymatyczny. Tylko tyle i aż tyle.

Peeling. A skoro już jesteśmy przy peelingach. To uważam, że każdy męski facet powinien stosować tego typu zabieg raz na jakiś czas. Szczególnie przy zapaleniu mieszków włosowych, czyli przy takich małych, twardych, suchych krosteczkach na ramionach, które kiedyś lekarze diagnozowali jako atopowe zapalenie skóry. Janek też był w ten sposób zdiagnozowany i żył z taką informacją do momentu, kiedy nie urodził się mały Miecio, również z takimi krostkami na buzi i ramionach. Dermatolog i pediatra jednomyślnie stwierdzili, że to żadna atopia tylko zapalenie mieszków włosowych. I że najlepszym lekarstwem, jak już delikwent podrośnie będzie… peeling. Janek spróbował i krostki, które towarzyszyły mu od zawsze zaczęły znikać. Czary? Nie to tylko kosmetyki…

Coś na pryszcz. Czekanie aż sam zniknie to nie jest dobry pomysł. I choć katar leczony trwa tydzień, a nieleczony siedem dni, to z pryszczami jest inaczej. Dobre są preparaty punktowe, które uderzają w źródło problemu. Jakiś czas temu w BeGlossy dostałam takie mały, zielony preparat od Uriage z serii Hyseac. Punktowy produkt do walki w wypryskami. Jan mówi, że dobre, ja potwierdzam.

Pasta, lakier, pianka, żel. Choć to ostatnie to raczej relikt przeszłości. Jakiś czas temu Anja Rubik w jednym z wywiadów powiedziała, że faceci mają ogromy problem z fryzurami i że większość z nich strzyże się dokładnie tak, jak w dzieciństwie strzyże się chłopców – maszynką, jedna długość na całej głowie. Rzeczywiście tak właśnie jest. Panowie zupełnie nie zwracają uwagi na, co mają na głowie. No chyba, że zaczynają łysieć albo siwieć – wtedy dostają totalnego hopla. Na fryzjera też żałują kasy, bo przecież w domu można maszynką rach ciach. Kto to myślał żeby  u fryzjera płacić 50 zł. Ale prawda jest taka, że maszynką nie zrobisz sobie fryzury a la Beckham, czy samuraj. Jan też kiedyś chodził do fryzjerki w centrum Warszawy, która bez żelu brała dychę, a z żelem 12zł. Ale później zabrałam go do mojego fryzjera i wszystko się zmieniło. Fryzura również. A teraz prócz fryzjera dochodzą jeszcze koszty barbera. Niezły skok cywilizacyjny. Dlatego prócz kosmetyków do włosów w naszej szafce pojawiła się też pomada do brody. Ta na zdjęciu jest w wersji Amber Gold, ale wbrew pozorom to doskonale zainwestowane pieniądze.

Półki sklepowe uginają się od produktów kosmetycznych dla mężczyzn. Teraz nasza rola drogie panie żeby nauczyć naszych panów korzystania z tych dobrodziejstw. Musimy ich przekonać, że nie taki kosmetyk straszny. 🙂

Swoją drogą jestem ciekawa jakich kosmetyków używają wasi faceci. A może mają ich więcej niż wy??

kosmetyki dla mężczyzn

Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x