Przeciwieństwa się przyciągają? Co za bulszit!

Prócz tego, że generalizuje ono rzeczywistość i wszystkie związki stara się wrzucić do jednego worka, to jeszcze wali takim stereotypem, że aż zęby bolą. Za dużo komedii romantycznych naoglądali się redaktorzy, dziennikarze i producenci programów lifestylowych skierowanych do kobiet. Nie chcę się tu mądrzyć, że niby studiowałam seksuologię i o związkach wiem wszystko, ale jednak wiem sporo. I to nie ze studiów, ale z własnego życia.

To prawda, że fascynują nas ludzie totalnie różni od nas. Czyli jeśli jesteś domatorką i opiekunką domowego ogniska, której największym marzeniem jest dom z ogródkiem, niebieskimi okiennicami i gromadką dzieci, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że jeśli poznasz globtrotera ogorzałego od słońca, z zarostem pachnącym powietrzem z Mount Everestu, który z niejednego pieca chleb jadł, to twoje kolana zmiękną, a serce zacznie bić mocniej. To racja. Fascynuje nas to, czego na co dzień nie mamy. Kręci nas to, rozbudza naszą wyobraźnię. Na życie wybieramy jednak osoby podobne do siebie. To proste jak budowa cepa. Jeśli nie chcesz wiecznie przeciągać liny i walczyć o swoje potrzeby i wyznawane wartości, to za męża bądź żonę wybierzesz sobie kogoś podobnego do siebie.

Tylko co oznacza to, że ktoś jest do nas podobny? Czy musi lubić te same kolory, czytać te same książki i uwielbiać tę samą kuchnię? Nie – w kwestiach błahych różnienie się jest piękne, bo to nas wzbogaca. Poszerza nasze horyzonty. Rozwija nas. Ja dzięki mojemu mężowi dowiedziałam się co to jest łowienie na spininng oraz czym różni się obiektyw szerokokątny od „klasycznej” pięćdziesiątki.

Kiedy jednak snujemy wizję na temat wspólnej przyszłości, to widzimy siebie w mieszkaniu pośrodku dużego miasta, a nie w domku na wsi, bez dostępu do bieżącej wody. Jeśli rozmawiamy o podróżach, to ciągnie nas do miejsc cywilizowanych z bogatą historią i kulturą zbliżoną do naszej. Dlatego chętniej polecimy do Paryża niż do Bangkoku. Choć takiej podróży też nie wykluczamy, ale jest to dalsza pozycja na liście naszych wymarzonych destynacji.

Kiedy już jedziemy na wcześniej rzeczone wakacje, to wspólnie przemierzamy każdy centymetr wybranego miejsca, leżakowanie na plaży zostawiając tym, których takie rzeczy kręcą.

Kiedy mówimy o dzieciach to zgodnie przyznajemy, że Miecio raczej nie będzie jedynakiem, ale temat wielodzietności zostawiamy na później.

Ale żeby była jasność. Ja i mój maż nie jesteśmy bliźniętami syjamskimi rozdzielonymi w dzieciństwie. On uwielbia science fiction, ja filmy kostiumowe. On uwielbia kebaba, ja wolę kuchnię włoską. On jest skrupulatny i stara się przewidzieć konsekwencję każdego swojego czynu, ja bardzo często lecę na żywioł, martwiąc się o konsekwencję dopiero w trakcie.

W takich sytuacjach to szacunek dla odmienności pozwala nam przetrwać.

Ja wierzę w Boga, a mój mąż nie. Śluby były dwa. Dla niego cywilny, dla mnie kościelny. Ja w kościele przysięgałam przed Bogiem, a on w imię własnych wartości. Kiedy jednak proszę go, żebyśmy poszli do kościoła bo ślub lub pogrzeb albo po prostu święconka czeka, to nigdy nie ma wymówek i kręcenia nosem. Fakt, takie sytuacje zdarzają się rzadko. Kiedy na pokładzie pojawił się Miecio, to wspólnie przedyskutowaliśmy kwestię chrztu i razem podjęliśmy decyzję. Dojrzeliśmy do tego żeby się między sobą różnić. Choć najbardziej scalają nas podobieństwa, a nie różnice. Ale to te drugie sprawiają, że między nami emocje ciągle się gotują.

Kiedy więc po raz kolejny słyszę bądź czytam o tym, że ludzie dobierają się na zasadzie przeciwieństw to włosy jeżą mi się na głowie. Przeciwieństwa nie przyciągną się nigdy na dłużej. Nie jesteśmy magnesami. 🙂 W takie rzeczy wierzyć może tylko nastolatka czytająca Bravo Girl. Żeby bowiem toczyć codzienną walkę z życiem potrzebujesz sojusznika, kogoś kto cię zrozumie. Kogoś kto myśli i czuje podobnie. Kogoś kto bez słów powie: nie martw się, ja na Twoim miejscu zrobiłbym to samo.

przeciwieństwa




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x