PMS – Pozwól Mi Skonać

Sytuacja sprzed kilku dni. Siedzę przy komputerze i nerwowo wpisuję w Google hasło: „pozew rozwodowy”. Jestem tak zdenerwowana, że w tych dwóch krótkich i prostych słowach robię trzy błędy ortograficzne. Otwieram pierwszą lepszą stronę i klikam: „drukuj”. Zrywam się krzesła i biegnę po walizkę. Pakuję do niej dziesięć sweterków Miecia, ani jednej pary spodni, a do tego dorzucam swój strój kąpielowy, bo akurat suszył się na kaloryferze i dwie pary rajstop. Czuję się spakowana, staję w drzwiach i rzucam do Janka zalana łzami: „jeszcze raz zapytasz mnie czy jestem przed okresem, a zostawię cię, rozumiesz?”

Trzy dni później Jan uradowany biegł do apteki po tampony. Znów jego było na wierzchu. Ale cała ta historia mogła potoczyć się zupełnie inaczej… Albo przynajmniej trochę inaczej.

Znasz to uczucie, kiedy najprostsze sprawy zaczynają cię przerastać, wewnętrznie czujesz, że jesteś do niczego, a facet z którym żyjesz pod jednym dachem denerwuje cię do granic możliwości? Uspokoję cię: to minie. Za dwa trzy dni znów zobaczysz świat w korzystniejszych barwach, a partner znów zyska status „ukochanego dzióbka”. Niczym się nie przejmuj to „tylko” PMS. Czyli premenstrual  syndrome, albo zespół napięcia przedmiesiączkowego.

W Polsce znany szerzej jako ZNP – Zespół Napięcia Przedmiesiączkowego. Składa się na niego wszystko to, co złe przed okresem. Czyli ból piersi, opuchnięcie wynikające z zatrzymania się wody w organizmie, huśtawka nastrojów, nieustające poirytowanie i rozdrażnienie. Ja opisałabym to jednym stwierdzeniem: „wszystko źle!”. Podobno to schorzenie dotyczy co drugiej kobiety na Świecie. Cóż… pech chciał, że padło na mnie i wszystkie objawy PMS występują i u mnie…

Wyobraźcie sobie, że są na świecie naukowcy, który podważają istnienie PMSa. Dacie wiarę? Oni chyba nie widzieli mnie w najlepszej formie przedmiesiączkowej. Ci powątpiewający naukowcy, to z pewnością mężczyźni, którzy nie mają jeszcze żon…Zespół PMS to żaden mit, panowie.

Czasami myślę sobie, że mój PMS nadaje się do leczenia klinicznego. Że mogliby mnie stawiać przed studentami medycyny czy psychologii i mówić: „Tu mamy klasyczny przykład kobiety z PMSem. Radzimy nie podchodzić bliżej, bo istnieje prawdopodobieństwo, graniczące z pewnością, że zaraz wybuchnie.” Może dzięki temu znaleźliby skuteczne sposoby leczenia PMS.

Wszystkiemu winne są oczywiście hormony. Jakżeby inaczej. To ich wzrosty i spadki w trakcie trwania całego cyklu powodują, że my, kobiety zaczynamy latać jak pershing na wysokości lamperii. Nic z tym nie zrobimy, ale możemy sobie ulżyć. Jak? Oto moje sprawdzone sposoby, które mogą pomóc w poprawieniu samopoczucia przed miesiączką.

Po pierwsze aktywność fizyczna. Ona zawsze pomaga mi rozładować stres. A w PMSie pozwala mi wyrzucić z siebie negatywne emocje. Jeśli czuję się na tyle fatalnie, że pójście na trening jest niemożliwe, staram się wyjść na spacer, by choć na chwilę zmienić otoczenie i złapać dystans. Jeśli nie wiecie, jak rodzić sobie PMS, to polecam trochę się poruszać.

Po drugie daje sobie prawo do schowania się przed całym światem pod kołdrą. Niech się dzieje co chce, mnie nie ma. To jest ten moment, kiedy staram się przespać i przeczekać moją złość. Daje sobie do tego prawo podczas walki z zespołem napięcia przedmiesiączkowego.

Po trzecie daje sobie na wstrzymanie z ważnymi decyzjami. Nie podejmuję ich wtedy, kiedy podskórnie przeczuwam, że żadne moje działanie nie ma sensu, i że żaden z moich projektów nie ma szans na powodzenie. I choć w tym dokładnie momencie na serio zupełnie w siebie nie wierzę, to staram się przeczekać wszechogarniający marazm. Zwykle wtedy słyszę od Janka:  „Weź ty zejdź na ziemie i zabierz się za robotę!” To pomaga złapać punkt odniesienia. To jeden ze skutecznych sposobów na PMS.

Po czwarte i to chyba kluczowe w całej tej sytuacji z PSMem w tle, ważne by nie dać się sprowokować. W miarę możliwości trzymać nerwy na wodzy. Wiem, że to trudne. Dlatego tu pozwolę sobie apel do naszych kochanych panów:

Ukochani nasi! Zrozumcie, że PMS na parę dni zawłada naszymi umysłami. Że nie myślimy wtedy trzeźwo. Że od wybuchu często dzieli nas niewielka iskra. Może to być niedomknięta zmywarka albo skarpetki nie włożone jedna w drugą po zdjęciu z suszarki.  Zrozumcie, to nie my! To nasz PMS. Dajcie nam prawo do kilkudniowej słabości, mentalnej niedyspozycji. Jeśli więc chcecie świętego spokoju w te dni, zamiast mówić: „Co? Okres ci się zbliża?”, kupicie nam tabliczkę czekolady, pomasujcie po stópkach i powiedzcie, że wszystko będzie dobrze. Bo będzie, prawda?

PMS

Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x