Powrót do pracy po macierzyńskim – też się boisz?

Ten temat powraca  jak bumerang. Bardzo często słyszę pytania o to, jak poradziłam sobie z powrotem do pracy. Co czułam? Jak Miecio odnalazł się w nowej sytuacji? Czy w pracy krzywo na mnie patrzyli? No i jak znalazłam na to wszystko czas?

Ostatnio zadzwoniła do mnie koleżanka: „Musimy się spotkać. Koniecznie! Mam ogromny dylemat. Za miesiąc kończy mi się macierzyński, a ja jestem zrozpaczona. Jak wrócić do pracy i nie zwariować? Z tęsknoty, ze strachu i stresu.”

Ja to przetrwałam. Łatwo nie było. Dlatego dziś podzielę z wami moją receptą na powrót do pracy po macierzyńskim.

Po pierwsze: nastawienie.

Często spotykam się z negatywnym nastawieniem do powrotu do pracy już w połowie urlopu macierzyńskiego. Najczęściej słyszę: „Boże! Ono jest takie malutkie, a ja już niedługo będę MUSIAŁA wrócić do pracy. Nie wiem jak to zniesiemy”. Po pierwsze pamiętaj, że nic nie musisz. Ja wiem, że sytuacja materialna jest ważna, że ciężko o nową pracę itp. Ale grunt to pozytywne nastawienie. Ciesz się, że masz gdzie wracać. Nie podoba ci się twoja obecna praca? Może urlop macierzyński jest dobrym czasem na rozejrzenie się za czymś innym, a może masz w sobie siłę żeby otworzyć coś własnego? Popatrz na to z perspektywy tego, że MOŻESZ wrócić do pracy. A i nie próbuj wczuwać się w sytuację swojego dziecka. Ja wiem, że ono jest takie malutkie i bezbronne, ale pamiętaj, że dzieci bardzo szybko przyzwyczajają się do nowej sytuacji.

Po drugie: pomyśl o sobie.

Dziecko to ogromna odpowiedzialność, ale nie zapominaj w tym wszystkim o sobie. Pamiętaj, że ciągle jesteś tą kobietą sprzed ciąży, tyle że z dzieckiem. Twoim obowiązkiem jest zachować pewną niezależność i rozwijać się. Jeśli poświęcisz się cała swojemu dziecku to jest duże prawdopodobieństwo, że bardzo szybko przestaniesz lubić samą siebie.

Po trzecie: zostaw sobie urlop.

Najczęstszym błędem jaki popełniają młode matki jest wzięcie całego zaległego urlopu by przedłużyć sobie urlop macierzyński. To błąd bo emocje warto dawkować sobie umiejętnie. Dlatego ja radzę wrócić od razu po roku i co jakiś czas brać sobie po parę dni urlopu. Tak żeby powrót do pracy nie był skokiem na głęboką wodę. Poza tym pamiętaj, że dziecko choruje, trzeba z nim pójść na szczepienie lub na adaptację do żłobka. Warto zachować sobie parę dni wolnego.

Po czwarte: daj sobie na luz.

Pamiętaj, nikt nie wymaga od ciebie perfekcjonizmu. A jeśli tak jest to koniecznie zmień pracę. 😉 Pamiętaj, że WIĘKSZOŚĆ szefów to jednak ludzie, którzy też mają dzieci. Też przychodzą do pracy niewyspani i też biorą zwolnienia z powodu chorób swoich pociech. Każdy normalny szef doceni twoje starania, nawet jeśli na początku nie będą one w pełni efektywne. Daj sobie prawo do słabości i czas do przyzwyczajenia się do nowej sytuacji.

Po piąte: zaplanuj swój dzień.

Od teraz nie ma już miejsca na prowizorkę. Jeśli chcesz mieć na wszystko czas ułóż sobie plan. Najlepiej taki rutynowy, który będzie się sprawdzał każdego dnia. Mój dzień wygląda tak: pobudka o 6.00, Miecio jeszcze śpi, a ja biorę prysznic, piję kawę, maluję się i układam włosy. W ostatniej chwili budze synka, ubieram go i jedziemy do żłobka. O 7.30 wychodzimy z domu. O 8.00 zaczynam pracę. W międzyczasie jakiś lunch i nim się obejrzę jest 16.00. Wracam prosto do domu. W tym samym czasie mąż odbiera synka ze żłobka i wszyscy spotykamy się w domu. Chłopcy coś jedzą i mamy chwilę czasu dla siebie. O 18.30 trzy razy w tygodniu mam trening. Wychodzę z domu o 18.25 bo salę treningową mam na tej samej ulicy. Wracam po godzinie szybki prysznic, bo Miecio już jest wykąpany i czeka na kolacje. Bawimy się razem i o 22.00 synek idzie spać. A ja mam 2 godziny na napisanie nowego artykułu na bloga. Proste? 🙂

Po szóste: zrezygnuj z tego, co nie daje Ci satysfakcji.

Nie musisz nikomu udowadniać, że jesteś perfekcyjną panią domu. Bardzo często pytacie mnie jak ja to robię, że godzę pracę, z blogiem, treningami i wychowywaniem Miecia. To bardzo proste. Zrezygnowałam z części codziennych czynności na rzecz tych, które dają mi satysfakcję. Miecio jest w żłobku, dzięki czemu ja mogę chodzić do pracy. Nie gotuję dwudaniowych obiadów codziennie i nie sprzątam mieszkania, bo nie mam na to czasu, a nawet jeśli znajduję chwilę, wolę ją spożytkować na zabawę z synkiem lub pisanie nowego artykułu na bloga. Przestałam dążyć do perfekcji. Wrzuciłam na luz.

Po siódme: skorzystaj z przywilejów.

Po pierwsze zawsze możesz wrócić na niepełny etat (np. na 7/8) dzięki czemu zyskasz dodatkowy czas z dzieckiem, a poza tym prawo pracy będzie chroniło cię przed jej utratą przez następny rok. Ja wiem, że dla chcącego nic trudnego, i że jak szef będzie chciał i tak cię zwolni. Ale skoro masz takiego szefa, to on na pewno nie zasługuje na takiego pracownika jak ty. Pamiętaj też, że jeśli karmisz piersią to przysługuje ci dodatkowa godzina dziennie wolna od pracy. Możesz na przykład przyjść do pracy później albo wyjść godzinę przed jej końcem. Poza tym ja na przykład dogadałam się z moim szefem i przesunęłam sobie początek pracy z 9 na 8 rano. Miecio i tak budzi się wcześnie, a ja dzięki temu zamiast kończyć o 17 kończę o 16 i popołudniu mam więcej czasu dla rodziny.

Po ósme, najważniejsze: uwierz w siebie!

Wiesz, że z najnowszych badań wynika, że młode matki są jednymi z najbardziej efektywnych pracowników? Pisałam już o tym wcześniej. Generalnie nikt inny nie potrafi tak efektywnie gospodarować czasem i nie jest tak skoncentrowany na osiągnięciu celu. Musimy tylko bardziej wierzyć w siebie. Ja wiem, że to trudne, bo jednak na rok wypadamy z obiegu, przestajemy obcować z naszą branżą  i boimy się, że nie odnajdziemy się w nowej sytuacji. Nie ma się jednak czego obawiać. Powrót do pracy po macierzyńskim to nie tragedia. Nie my pierwsze i nie ostatnie jesteśmy w takiej sytuacji. Pamiętajcie, że do odważnych matek świat należy!

powrót do pracy po macierzyńskim




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x