Jego teksty, które doprowadzają mnie do szału

A nie mówiłem! On wypowiada to zdecydowanie za często. Szczyci się tą swoją umiejętnością przewidywania sytuacji, intuicją i mądrością. Jezu! Jak mnie to wyprowadza z równowagi. On uważa, że robi to dla mojego dobra. Poza tym, podobno jest to silniejsze od niego. Aha…

Rozumiem, że to tak miało wyglądać? Wypowiedziane zawsze wtedy kiedy kurier przyniesie do domu coś, co zamówiłam bez konsultacji z nim. Ostatnio przyszła spódnica, która chodziła za mną już od dłuższego czasu. Wskoczyłam w nią, ubrałam szpilki żeby podkreślić jej zajebistość, a w zamian za to zamiast: WOW! Ale super wyglądasz!, usłyszałam: rozumiem, że tak miała wyglądać ta spódnica? Właśnie taką chciałaś, tak? I weź tu się scyzoryku nie otwieraj.

Jak wrócisz do domu to porozmawiamy. Zmora z dzieciństwa, która wraca jak bumerang po ślubie. W drodze powrotnej do domu przez głowę przelatują wszystkie małe i większe grzeszki. Czyżby odkrył, że zniszczyłam żelazkiem jego koszulkę (która była mało twarzowa zresztą), a może zorientował się, że po tym jak ostatnio pożyczyłam jego torbę na trening suwak się nie domyka? I weź tu się człowieku domyśl.

Nie rób sobie dziury w twarzy. Kolejne moje natręctwo, nad którym nie jestem w stanie zapanować. Szczególnie podczas oglądania TV. Drapię, skubię wydłubuję. Jakkolwiek to strasznie nie brzmi. Później słyszę, że on godzinami musi mnie wygładzać w Photoshopie do sesji na blogu. Też mi afera – po to to jest przecież.

Zjem później. Mój małżonek bardzo często nasyca apetyt węchem. Kiedy więc ja godzinami stoję przy kuchni by przygotować pyszny obiad, a musicie wiedzieć, że zdarza mi się to szalenie rzadko, dostaję furii kiedy gotowe jedzenie ląduje na stole, a on bez wyrzutu sumienia odpowiada: zjem później.

A teraz zrobimy tak jak ja mówię. Czyli inaczej: moja cierpliwość się skończyła. Zazwyczaj następuje po tym jak ja zamiast w prawo idę w lewo, albo upieram się przy tym, że wcale nie trzeba kupować nowego piekarnika, wystarczy, że przyjdzie majster – naciągacz: popatrzy, jeszcze bardziej zepsuje i skasuje za to 500 zł. Czy on zawsze musi mieć rację?

Którego fragmentu nie rozumiesz? To jedno ze zdań zapalnych podczas kłótni. Po jego wypowiedzeniu ja podpalam się jak pochodnia olimpijska. Płonę cała, a igrzyska trwają długo, dlatego lepiej zejść mi z drogi. Zazwyczaj wtedy sięgam po argumenty, które nijak się mają do naszej rozmowy.  Chwytam poniżej pasa wypominając oranżadę z pierwszej komunii świętej.

Kochanie, uspokój się! Te słowa, choć z pozoru miłe, padają zdecydowanie za późno. Wtedy na spokój nie ma już szans (igrzyska trwają) dlatego ten tekst doprowadza mnie do szewskiej pasji. Było nie zaczynać…

Marta… Tak wiem. Dano mi tak na chrzcie. Pretensje mogę mieć tylko do rodziców. Ale nie o samo imię tu chodzi, a o fakt, że gdy jest dobrze jestem Martusią, Kochaniem, Ciemeczką, Marcią, Marteczką. Ale nigdy Martą. No chyba, że potrzebne jest momentalne ochłodzenie stosunków małżeńskich w trybie natychmiastowym. Działa niezawodnie.

Co to znaczy? Zazwyczaj pada w odpowiedzi na: Proszę, ogarnij Miecia. Kurde, jakby od dziś był ojcem. Wiem, że to jego gra na zwłokę. Już go rozpracowałam i nie dam się sprowokować. Po prostu go ogarnij i tyle. A jak nie wiesz co to znaczy to poszukaj w Internecie.

 

A teraz wasza kolej. Kaman! Wpiszcie w komentarzach najbardziej znienawidzone przez was teksty waszych partnerów. Może macie całe dialogi w pamięci? 🙂

dialogi

Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x