Jak zostać idolem naszych czasów

Na Fejsie bożyszczem nie jesteś. Nikt nie obserwuje cię na Twitterze, na Insta jesteś nikim. Nie zapraszają cię ani do TVN24, ani nawet do śniadaniówki. Próżno poszukiwać wywiadów z tobą w gazetach, a Google po wpisaniu twojego imienia i nazwiska wypluwa tylko twój nieaktualny profil na Naszej Klasie.

Może to nawet i dobrze, bo żyjesz sobie spokojnie i jesteś szczęśliwy. Ale obserwując wszechobecną miernotę, przeciętność i bylejakość promowaną w massmediach twoje oczy krwawią, bębenki w uszach pękają, a na udach dostajesz przysłowiowej wysypki. Jak to się dzieje, że w telewizji lansują kogoś, komu nie pozwoliłbyś wyprowadzić swojego psa, kogoś kto nie potrafi sklecić poprawnie jednego zdania, żeby nie popełnić kilku kardynalnych błędów, kogoś kto próbuje robić karierę w dziedzinie, w której absolutnie jest przeciętny?

Szlag cię trafia gdy widzisz laskę, która nawet nie wie jak trzymać gitarę, a Internet huczy po jej występie. Co z tego, że drą z niej łacha – fejm się zgadza, Klout Score rośnie, a ty co? 8 lat podstawówki pociskałeś na „Lekcje nauki gry na gitarze klasycznej i akustycznej”, a twój jedyny sukces związany z gitarą, to wyrwanie pryszczatej laski z parafialnej Oazy na 666tej pielgrzymce na Jelenią Górę. Uwiodłeś ją na autorską wersję Anielskiego Orszaku śpiewaną przy ognisku. Choć oficjalnie twierdzisz, że poleciała na Twój wokal, prywatnie pamiętasz, że najpierw wlałeś w nią ćwiartkę Balsamu Pomorskiego.

Wracając jednak do sedna sprawy: mógłbyś co prawda pomóc szczęściu i ruszyć dupsko na najbliższy casting do You Can Dance, ale po pierwsze, wkurza cię Kinga Rusin. Po drugie nie jesteś z Wałbrzycha, a po trzecie twoi starzy żyją i mają się całkiem dobrze. Tym samym łzawa historia o tym, jak pokonujesz przeciwności losu, jako sierota wśród biedaszybów odpada. Pozostaje naprawdę dobrze tańczyć i dociera do ciebie, że weekendowe nakurwianie węgorza może nie wystarczyć, by przejść do kolejnego etapu. Zatem co zrobić, by stać się idolem naszych czasów, nie zrobić z siebie totalnego błazna, a jednocześnie uniknąć talent show? Oto, co przychodzi mi do głowy:

Rzuć pracę w korporacji

Korporacja to zło, choć wszyscy w niej robią. Rzucisz w takiej pracę – będą cię podziwiać. Jeżeli nadal w niej pracujesz, to dopóki nie zostaniesz jej prezesem, nie licz na szerszy poklask. Ile razy czytając jakiś wywiad albo oglądając coś w telewizji słyszałem: „Rzucił pracę w korporacji żeby…”. To nie ważne, że w tej korpie czekają na ciebie awanse, darmowa opieka zdrowotna dla żony i dzieci (których nie masz nawet kiedy zrobić), parking podziemny i siłownia na drugim końcu miasta. Rzuć ją i zacznij projektować chociażby ciuchy z dresówki. Zresztą nikogo nie będzie obchodziło, co i z czego szyjesz oraz to, że twoje projekty są wtórne. Rzuciłeś pracę w korpie i to się liczy.

Będziesz obiektem westchnień wszystkich, którzy do końca życia będą marzyć, żeby postąpić tak jak ty, choć tego nie zrobią, bo mają kredyt we Frankach i nie są samobójcami (wyjąwszy wzięcie kredytu we Frankach). Podziwiać cię będzie pół Mordoru na Domaniewskiej i połowa każdego innego zagłębia korpoludków w kraju.

Zostań doceniony za granicą

Żyjesz w kraju Kopernika, Chopina, Wałęsy i Ojca Świętego. Ale też w kraju chłopów pańszczyźnianych, w którym wieki feudalizmu odcisnęły piętno bezpośrednio w kodzie DNA narodu.
Ludzie sami nie myślą i nie mają własnego zdania. Ty, czytając to oczywiście masz. Inni również. Ale my wszyscy już niekoniecznie. Dlatego Polakom należy pokazać co dobre i fajne. Najlepiej żeby to zrobił Wujek Johnny z Arizony albo przynajmniej ktoś z Zachodniej Europy. Wobec nich czujemy się gorsi, ale też ich podziwiamy.

Przykład? Robisz fotki? Olej konkursy w kraju, wyślij fotki na Zachód. Tu wygrasz wszystko i nikt się nie będzie tobą podniecać. Tam docenią cię w poślednim konkursie, a my tu na bank padniemy z zachwytu. Nic tak nas nie rajcuje jak laury zdobyte na Zachodzie. Drobna uwaga: olej Wschód. Brawurowa kariera w niemodnej teraz Rosji albo wśród miliardów Azjatów na polskiej ziemi doceniona nie będzie. Ruskich nie lubimy, a Azja jest nam tak bliska, jak planeta Mars.

Wydaj książkę, nagraj płytę, nakręć film

Twoja książka może mieć błąd już w pierwszy zdaniu. Ważne, że jest w księgarniach. Może nawet nie ty ją pisałeś, tylko stado stażystów po polonistyce i innych pokrewnych kierunkach humanistycznych, niedających wielkiej nadziei na przyszłość. Ważne, że na okładce jesteś ty, wygięty w chińskie er-zet, jest też twoje nazwisko, a tytuł tej szmiry brzmi mniej więcej jak tytuł tego wpisu: obowiązkowo musi być słowo „jak”, ewentualnie „nie” i podtytuł zdradzający korzyść, jaką będziesz miał z zakupu tej pozycji. Przykład: „JAK stać się idolem naszych czasów – NIE daj się wygryźć innym”.

Nie rajcuje cię bycie pisarzem/pisarką? Zostań piosenkarzem/piosenkarką. Ostatnie lata pokazują, że talent nie jest już warunkiem koniecznym, aby odnieść sukces również na tym polu. Współczesne studia są tak dobrze wyposażone, że nawet twój pies będzie mógł wydać jakąś płytę ze świątecznymi coverami, przy których niejedna suczka zawyje.

Zresztą mój kolega zamieścił kilka dni temu zajebisty wpis na Fejsie, dobrze opisujący problem:

„Dziewczyna grająco-śpiewająca w przejściu z Metra do Domów Centrum ma głos jak Groniec! A w telewizjach skaczą do basenu…”

Kwintesencja problemu!

Wolisz kino – nie ma sprawy. Jeżeli jakiś naiwniak da ci kasę na film – jesteś w domu. Do współpracy zaproś kilka gwiazd. Jeżeli dobrze zapłacisz, pewnie nawet nie zajrzą do scenariusza. Tuż po zaliczeniu klapy przez twoją fabułę, co najwyżej będą mówić, że: „oni ze swojej roli są całkiem zadowoleni,” ponieważ robiąc z siebie bałwana przez półtorej godziny, naprawdę nieźle się zmachali. Zresztą „zdjęcia poprzedziły mordercze treningi i restrykcyjna dieta”, dzięki którym łatwiej im było wcielić się w rolę Koziołka Matołka.

Wróć na chwilę z Hollywood

W Hollywood możesz być dziwką, możesz zmywać gary. Możesz bywać na setkach castingów, a twoja jedyna rola to będzie przygłupia Polka z sitcomu w lokalnej kablówce, którą ogląda w sumie 15 osób – nieważne. Wpadasz na chwilę do Wawki z El-Ej i jesteś kimś. To nic, że na co dzień sprzątasz studio. Zagraj gdzieś jakiś ogon. Albo powiedz, że masz kilka projektów, ale w tej chwili nie możesz, póki co, o nich mówić. My tu wszyscy i tak posikamy się z zachwytu, a jak dobrze pójdzie, możesz liczyć na wpis w Wikipedii typu: „Amerykańska aktor/ka polskiego pochodzenia”.

Zapuść brodę, zrób sobie cycki

To nowy trend, ale dający sporą skuteczność w osiąganiu sukcesu. Wyglądasz z twarzy jak typowa polska pyra, a laski omijają cię szerokim łukiem niczym czarnobylską Zonę? Zapuść bracie brodę. Z miejsca staniesz się modny, a przy okazji zasłonisz swoją szkaradną facjatę. Potem jeszcze zrealizuj dowolnie wybrany punkt z tej listy i twoja popularność wystrzeli jak z procy, a dziewuchy będziesz musiał wyganiać z łóżka.

Tak się składa, że jesteś kobietą i choć broda jest kusząca, to jednak boisz się kuracji hormonalnej? Spokojnie, Wujek Dobra Rada ma też radę dla ciebie. Zrób sobie cycki. Masz już wystarczająco duże? Nieważne. Utnij je i zrób od nowa! Nikt twoich naturalnych kształtów nie doceni. Co najwyżej będą szydzić, jeżeli okaże się, że Matka Natura nie była w twoim przypadku symetryczna. W opcji PLASTIK takich dylematów mieć nie będziesz, a ludzie będą gadać i podziwiać, a nie gadać i współczuć. O to przecież chodzi!

W wersji „low budget” zrób sobie tylko usta, żeby wyglądać jak typowy, polski glonojad. W wersji top endowej zalecam usta i cycki. Zastanawiasz się, czy będzie ci do twarzy? A dziewczynom ze stajni Vivid Entertainment nie jest? Co z tego, że będą szydzić i nazywać cię raszplą z drutu. Babki i tak będą marzyć, żeby wyglądać tak jak ty, a ich faceci, żeby się z tobą przespać.

Puść się z kimś znanym

Jesteś leniwy, pisarstwo cię nie interesuje albo boisz się skalpela? Prześpij się z kimś znanym. Tylko zastanów się! Masz niezły biznes, dyplom, uznaną pozycję w swojej branży, a marzy ci się troszkę zdjęć na ściance, w blasku fleszy, bo ile można ślęczeć nad papierami w biurze? Puść się z jakąś „mega” gwiazdą, która jest „mega” tępa. Będziesz reprezentować ją przy kolejnym kontrakcie, wynegocjujesz dobre warunki, a przy okazji telewizje zaczną zapraszać cię, jako głównego eksperta w twojej branży. Podczas okładkowego wywiadu dla wiodącej gazety plotkarskiej opowiecie, jak to poznaliście się na wspólnym evencie. Ona na nim występowała, a ty za to płaciłeś. Tym samym połączyło was „mega” szczere uczucie, które trwa do dziś, czyli już od jakiś trzech numerów tej gazety.

Opcja numer dwa: nic nie umiesz. Kompletnie! Kiedyś umiałaś angielski, ale już nie umiesz, bo od powtarzania „sorry” i „OK” zasób słownictwa się nie poszerza. Jedyne kontakty jakie posiadasz to twoja manicurzystka, trener z siłowni i lekarz od botoksu. Dobra: zrób pazurki, schudnij nieco i zrób sobie twarz. Idź na imprezę gdzieś w centrum i gdy zobaczysz znanego celebrytę zrób wszystko, żeby nocować u niego na Powiślu, nawet jeżeli prywatnie okaże się gejem.

Powiedz coś, co jest niepopularne choć prawdziwe

Pociśnij górników, pojedź po Owsiaku, zelżyj Papieża. Dobrze, żebyś już był nieco rozpoznawalny. Zastanów się czy wpisujesz się w nastroje większości, czy wręcz przeciwnie – stajesz w opozycji do ludu i czy wystarczy ci ikry, żeby kontynuować zabawę, gdy narobisz już galimatiasu i połowa społeczeństwa przyzna ci rację, a druga będzie ci chciała konkretnie przywalić.

Zagroź emigracją

Pamiętasz akcje z przedszkola: jak się ze mną nie będziecie bawić to…? To działa również w sferze dorosłych. Niezadowolony jesteś ze swojego życia? Dyplom z wyróżnieniem, stypendium ministra (już się skończyło), a ty nie masz pracy? Albo masz, ale o dzieło, za pięć zeta za godzinę? Nie o taką Polskę walczyłeś albo raczej twoi starzy? Zagroź emigracją. Powiedz głośno naszemu krajowi żeby się ##$$%^&%^ i stwierdź, że tam gdzie jedziesz, może będziesz czyścił klopy, ale za godną stawkę 7 funtów za godzinę, w sam raz dla magistra sztuki. Potem namów jeszcze jakiegoś redaktorzynę z ogólnopolskiego dziennika na wywiad, wypłacz się mu w rękaw i czekaj na oferty pracy. Przy okazji masz zagwarantowane 5 minut sławy.

Wymyśl polskie koło, wskrześ trupa

To nic, że koło wymyślili już gdzieś indziej. Nie przejmuj się też tym, że te zachodnie są bardziej okrągłe i szybciej się toczą. Ty wymyśliłeś nasze, polskie, krajowe i to nie jest twoje ostatnie słowo! I choć nikt ich nie kupi (no może polskie wojsko), to na bank pokażą cię w telewizji i ktoś napisze o twoim pomyśle artykuł.

Inną opcją jest wskrzeszenie trupa. Stara marka, kiedyś uznana, bo nie było nic innego, teraz co najwyżej w muzeach i na strychach. Ale ty, po politechnice, postanawiasz zrobić wersję 2.0 w przydomowym garażu. Godną naszych czasów i wykorzystującą sentyment do zabytków polskiej myśli technicznej. To nic, że projekt wygląda jak kupa, osiągi ma gorsze niż najtańszy konkurent na rynku. To co zrobiłeś to patriotyzm, a na patriotę ręki nie podniosą.

Załóż bloga

Jak już kompletnie nie masz pomysłu na siebie załóż bloga. To działa! 🙂




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x