Po co ludzie biorą ślub?

Dziś rano, do śniadania włączyłam sobie program o sukniach ślubnych. Taki co to pół rodziny przychodzi z przyszłą panną młodą do salonu, żeby wybrać kreację na TEN najważniejszy dzień w życiu.

Patrzyłam ze zdziwieniem na te wszystkie kobiety, które przed kamerami wylewały krokodyle łzy mówiąc o tym, że szargają nimi wątpliwości, czy aby nie popełniają błędu. I wcale nie miały tu na myśli samego ślubu, a jedynie wybór sukni. W mojej głowie pojawiło się pytanie: po co właściwie ludzie biorą ślub? Ja wiem, że z miłości. Ale dlaczego akurat teraz, a nie dwa lata wcześniej, czy dopiero za dwa lata? Przecież wcześniej też się kochali i zakładam, że za jakiś czas nadal będą.

Tak się składa, że w naszym towarzystwie jest teraz sezon ślubny, a ja będąc bacznym obserwatorem, postanowiłam wyczytać między gestami i słowami dlaczego właśnie w tym momencie padła decyzja o ślubie:

  • Bo to najwyższy czas. Z tym argumentem ciężko polemizować. Bo najwyższy czas dla mnie i dla ciebie nastąpi w różnych momentach życia. Mam koleżanki, dla których ten najwyższy czas przyszedł wtedy, kiedy miały 19 lat, albo wtedy, kiedy zobaczyły dwie kreski na teście. Najczęściej jest tak, że najwyższy czas przychodzi wtedy, kiedy kończy się nasza cierpliwość. Zaczynamy zauważać wady naszego idealnego partnera. Motyle w brzuchu już dawno zdechły albo wyleciały od d… strony. A Ty podskórnie czujesz, że jak nie teraz, to już pewnie nigdy.
  • Bo on tak ładnie prosił. A że Brad Pitt, mimo problemów małżeńskich, ciągle trwa u boku Angeliny Jolie, a Leo DiCaprio ani myśli o porzuceniu hulaszczego życia, twój zdrowy rozsądek bierze górę. I słusznie, bo tu staje przed tobą on. Może żaden z niego boski Alvaro, maksymalnie mogliby go zaangażować do serialu „Szpital” i to też tylko do roli drugoplanowej, ale kwiaty przynosi na czas, jak go poprosisz to stópki wymasuje i rodzice go lubią. W sercu czujesz, że to jest to. Rozum ci to podpowiada.
  • Bo kredyt we dwoje przeraża mniej. To kolejny dobry argument za tym, by stanąć na ślubnym kobiercu i wypowiedzieć sakramentalne „TAK”. Później jeszcze tylko szybka wizyta w banku i już. W głowie zaczynasz dzielić tę bajońską kwotę na dwa.
  • Bo jajeczka się same nie zapłodnią. To jeden z tych argumentów, wobec których my, kobiety jesteśmy bezsilne. A mężczyźni to już w ogóle… Jak już ten nasz biologiczny zegar zacznie tykać, to słychać go nawet w próżni. To działa podobnie jak u zwierząt. A natury przecież nie oszukasz. Tu każde działania można określić mianem tych w afekcie. Bo słysząc w głowie ciągłe tykanie tego cholernego zegara przestajemy logicznie myśleć. Dlatego zdarza nam się zapomnieć o tabletce antykoncepcyjnej albo przypadkowo przechodząc z igłą obok prezerwatywy przedziurawić ją… niechcący. Taka karma.
  • Bo mama i tata tak nalegają. Przy okazji ponoszą wszystkie koszty. A przecież rodzinie przykrości robić nie wolno. Do tego jeszcze jakaś seniorka rodu, najlepiej babcia albo prababcia na tę okoliczność trochę zasymuluje jakiś mały zawałek albo udarek, a do tego dorzuci, że zdrowie już nie to, a ona by jeszcze tego walca chciała zatańczyć na waszym ślubie. Babci odmówisz?
  • Bo jakoś tak zawiało nudą. Tu muszę wam się przyznać – to był jeden z moich argumentów za ślubem. Siedząc na kanapie w wyciągniętej pidżamie, oglądając po raz setny powtórki „Przyjaciół” pomyślałam, że romantyzm trochę siadł w naszym związku. Pod wpływem chwili postanowiłam przytulić Janka i powiedzieć mu kilka miłych słów, o tym jak bardzo go kocham. Na początku zapytał mnie czego chcę, a po chwili wtulając się w moje ramiona stwierdził: „Wszystko spoko, ale weź idź umyj włosy”. Wtedy pomyślałam, że tak dalej być nie może. Że musimy zrobić krok naprzód. Pomyślałam, że na urodziny, zamiast kolejnej torebki zażyczę sobie obrączkę. Tak też się stało.
  • Bo wszystkie koleżanki się już pohajtały. Z jednej strony możesz chcieć być inna. Możesz być rebeliantką, która powie na głos: „Nie potrzebuję ślubu, co to to nie!” Pamiętaj jednak, że i tak nikt ci nie uwierzy. Będą więc krążyły o tobie dwie plotki wśród znajomych. Pierwsza będzie taka że nikt cię nie chce, a druga taka, że ten, co z tobą jest już planuje cię zostawić. Minusem rezygnacji ze ślubu jest to, że nikt nie będzie chciał podżyrować wam kredytu bo przecież i tak się rozstaniecie, a później  szukaj wiatru w polu. Poza tym, jak już dorobicie się dzieci bez ślubu, na każdym spotkaniu towarzyskim będą padały pytania typu: „Łapiesz się na 500+ jako samotna matka?” Albo: „On ma twoje, czy jego nazwisko?”
  • Bo chciałabym pokazać wszystkim, jak się robi najlepsze wesele na świecie. A jeśli nie na świecie, to przynajmniej w naszej wsi. Tak, żeby wszyscy zazdrościli. Dekoracje koniecznie w kolorze Tiffany Blue. Do tego suknia projektu Maćka Zienia. Może ją uszyć krawcowa mieszkająca trzy domy dalej, ale niech będzie taka jaką miała Cichopek. Do tego najlepszy zespół, którego wokalista zaśpiewa „I will always love you” lepiej od Whitney Houston. No i kamerzysta, który zrobi super teledysk. Taki, że jak go wrzucisz na Fejsbuka to znajomi umrą z zazdrości.

Bierzemy śluby z miłości. To nie ulega wątpliwości, ale są też jeszcze argumenty posiłkowe, które pomagają nam podjąć decyzję teraz, a nie później.

A jak było u was. Przyznawać się? 🙂




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x