Absztyfikant, którego nie było…

Kolejny odcinek cyklu „Absztyfikant”. Ostatnio było wesoło, refleksyjnie, dziś będzie zupełnie inaczej. Chciałabym podzielić się z wami pewną historią, która w mojej pamięci majaczy niczym wyblakłe zdjęcie. Trochę jak sen i sama już czasami nie wierzę, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Miałam kiedyś wielkiego przyjaciela. To był mój pierwszy chłopak. Taki „nie na niby”. Dziecięca bratnia dusza, z którą spędzałam każdą wolną chwilę w dzieciństwie.

Sama jestem na siebie zła, że pamietam go tak słabo. Ale jeszcze pamiętam. On ciągle tam jest. W mojej pamięci i na trzech fotografiach. Na jednej z nich dajemy sobie całusa. Więcej nic nie mam. Tylko wspomnienia bardzo niewyraźne i te stare fotografie.

Pamiętam jak rozdzielono nas w przedszkolu, bo ja poszłam do zerówki, a on został na kolejny rok w maluchach. Między nami był rok różnicy. Stąd tak dramatyczna rozłąka po wakacjach, której żadne z nas się nie spodziewało. Pamiętam jak on oznajmił swojej mamie, że nie będzie jadł ani pił dopóty, dopóki ktoś go do tej mojej, starszej grupy nie przeniesie.

Pamietam każdy dłużący się dzień, a dni dzieciństwa potrafią dłużyć się niemiłosiernie. Szczególnie te, w których ja czekałam na niego. Siedząc w oknie i podpierając głowę rękami. Czekałam aż przyjdzie. Czekałam na nasze wspólne wymyślanie niedorzecznych historii i prześciganie się w podróżowaniu wgłąb naszych wyobraźni.

Pamiętam jak na szóste urodziny dostałam od niego płytę winylową z piosenkami Smerfów. Pamietam, że on musiał dostać taką samą. Wszystko musieliśmy mieć identyczne. Na kolejne urodziny już nie przyszedł.

Więcej wspomnień nie mam. No może jeszcze tylko to, że „zdarzył się straszny wypadek Martusiu”. I że Krzyś jest w szpitalu, ale walczy. To przecież taki dzielny chłopiec.” Później pamiętam tłum przed kościołem. Las ludzkich nóg, w którym nie mogłam się odnaleźć. Tego dnia zgubiłam się w tych nogach kilka razy. Chiałam koniecznie go zobaczyć. Jeszcze raz. Do końca nie rozumiałam co teraz z nim będzie.

Później pamiętam jeszcze morze kwiatów na cmentarzu.  Piękną czerwcową pogodę, słońce i totalnie niezrozumienie sytuacji oraz żal. Pierwszy ogromny żal w sześcioletnim sercu. Nie rozumiałam po dziecięcemu tego, co się stało. Wierzyłam, że on tak tylko dla żartów, na chwilę się schował. Że wyskoczy zza trzeciego drzewa na tym starym cmentarzu i pójdziemy razem nad jezioro puszczać kaczki. Przecież miał mnie tego nauczyć. Obiecał…

przyjaciel z dzieciństwa




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x