Wyprowadzka od rodziców. 10 rzeczy, które zaczęłam robić zaraz po

„Gdy nie ma w domu dzieci to jesteśmy niegrzeczni…” A przynajmniej potrafimy być. Ale przecież nie tak dawno sami byliśmy dziećmi i żyliśmy pod dachem z naszymi rodzicami, stosując się do ich zasad. A tu nagle wyprowadzka z domu – dużo się zmieniło od kiedy poszliśmy na swoje. Oj bardzo dużo. Choć na co dzień się nad tym nie zastanawiamy i nie myślimy o wyprowadzce. Jakiś czas temu moja koleżanka na swoim wallu napisała: „W byciu dorosłą najbardziej lubię to, ze mogę jeść Mc Donalda codziennie i nikt mi nie zabroni.” I to właśnie ona zainspirowała mnie do napisania tego tekstu. Oto dziesięć rzeczy, które zaczęłam robić bezkarnie i nagminnie po tym jak pierwsza wyprowadzka od rodziców stała się faktem:

  1. Zakaz sprzątania w sobotę. Taki wprowadziłam dla całej mojej trzyosobowej rodziny. Sobota to u nas czas zabawy i wypoczynku, ale też kreatywnej pracy. Z mojego dzieciństwa doskonale pamiętam jak mama zrywała nas z łóżek skoro świt co sobotę, ustawiała w rządku i rozdzielała zadania. Mi w udziale prawie zawsze przypadało wycieranie kurzu. Brrr… Do dziś tego nie lubię. Dlatego u nas sprząta się w miarę regularnie, a czasami zdarza nam się korzystać z fachowej pomocy pani sprzątającej – przyznaję się bez bicia. 😉 Czasami tylko w sobotę wyciągnę mopa i tak dla relaksu sobie na nim pojeżdżę. Albo ustawię deskę do prasowania przed telewizorem i prasując nadrobię zaległości w serialach. Ach te soboty… Czyżby mama miała rację? Czasem sprzątanie domu w określone dni może wejść nam nieco w krew.
  2. Spanie w salonie przy włączonym telewizorze. Wyprowadzka z domu rodzinnego pozwoliła mi na zaznanie tego „luksusu”. Po pierwsze spanie w tzw. dużym pokoju było zabronione. Tam spali rodzice, koniec i kropka. Wyjątkiem były dni kiedy tato gdzieś wyjeżdżał. Wtedy mama pozwalała nam spać ze sobą. Poza tym przysypianie przed telewizorem również było surowo zabronione. Zawsze słyszałam: „Idź się połóż do łóżka jak człowiek i na litość boską wyłącz ten telewizor.” Teraz lubię sobie przysnąć na niewygodnej kanapie. A to, że później cały dzień pobolewa mnie kark i śnią mi się jakieś poronione rzeczy? Ktoś to jednak źle zaplanował…
  3. Podjadanie z lodówki o dziwnych porach. Ileż to razy słyszałam: „Nie jedz teraz, za chwilę obiad będzie!”. Albo: „nie wietrz tej lodówki – weź sobie coś i usiądź spokojnie, a nie machasz tymi drzwiami bez sensu.” Teraz macham sobie ja i mój mąż też lubi sobie pomachać. Bo u niego w domu było dokładnie tak samo. Problem w tym, że od tego machania drzwiami musimy dwa razy częściej rozmrażać lodówkę, tyle tego szronu się gromadzi. Może to o to chodziło mamie? Wyprowadzka czegoś jednak uczy.
  4. Chodzenie w butach po mieszkaniu. Moja mama zawsze ma idealny porządek w domu. Podziwiam ją i zachodzę w głowę jak ona to robi. Swego czasu odkurzacz chodził u nas non-stop, a i tak kiedy musiałam się wrócić do pokoju po zeszyt od matmy zawsze byłam proszona o zdjęcie butów w przedpokoju. Dziś chodzę po domu w butach do woli. Zastanawiam się tylko nad zakupem jakiegoś automatycznego odkurzacza. Polecicie coś? 🙂
  5. Spanie do późna. Rzadko się zdarza, szczególnie teraz kiedy na pokładzie jest Miecio, ale czasami nawet Lechy pośpią do 12tej. I nikt nie ma wyrzutów sumienia, że pół dnia straconego. Lubimy się czasami wyspać do syta.
  6. Powroty do domu, o której dusza zapragnie. U mnie w domu była zasada: możesz wrócić o której chcesz, ale musisz powiedzieć jaka to będzie godzina. No i później człowiek biedny, zestresowany siedział na imprezie z zegarkiem w ręku. A teraz?? Hulaj dusza, piekła nie ma. A nie… To nie o nas. My przecież mamy dziecko. Ale kiedyś się wracało. Oj wracało się i podczas tych powrotów witało się poranki. Oj, witało się…
  7. Można jeść słodycze o każdej porze dnia i nocy. Choć teraz trzeba się dodatkowo ukrywać przed Mieciem, to generalnie nikt nie powie, że zęby wypadną, albo że to nie opóźnia trawienie. 😉 Można jeść do woli. Tylko później trzeba mieć nerwy ze stali stając na wadze.
  8. Można nie robić nic. To jest takie super. To błogie nicnierobienie. I nie ma pytań o to, dlaczego tak siedzisz, albo o to czy lekcje masz zrobione. Nikt nie goni do roboty. Tylko czasami, jak tak człowiek zasiądzie na kanapie, zacznie myśleć ile tej roboty jeszcze jest, i że doba za krótka, to jakoś tak sam z siebie się zrywa.
  9. Trzymanie nóg w niedozwolonych miejscach. Ileż to razy słyszałam: „zdejmij te nogi z oparcia! Najlepiej połóż na suficie.” Albo: „nie za wygodnie Ci?”. I człowiek siedział na tym fotelu przy tej ławie jak na tureckim kazaniu, bojąc się drgnąć. Dziś zarzucam sobie nogi tam gdzie chcę, ale… Janka potrafię zganić jeśli kładzie stopy w kapciach na naszych ozdobnych poduszkach. Eh te geny…
  10. Dwie ścierki do wszystkiego. To jedna z większych zmor mojego życia. Moja mama – jako perfekcyjna pani domu miała dwadzieścia siedem różnych ściereczek, o różnych fakturach, a każda z nich służyła do czegoś zupełnie innego. Nie pomnę ile razy ganiła mnie: „Dlaczego wycierasz dzbanek ścierką do czajnika?”. Albo: „Na litość boską, nie wycieraj butów scierką do listew przypodłogowych”. Sprzątanie domu odbywa się u mnie przy pomocy dwóch ścierek: jedną jadę na mokro, drugą na sucho. I tyle w temacie.

Mieszkanie z rodzicami to nieustanne przestrzeganie nakazów i zakazów. Wyprowadzka od rodziców to pozorna wolność. Ale kiedy się już od nich uwolnimy to stwierdzamy, że te wszystkie reguły wcale takie złe nie były. I to jest chyba w tym wszystkim najgorsze… tak czy inaczej, nasi rodzice na pewno wciąż widzą nas jako dorosłe dzieci 😉

A wy? Jak wyglądały wasze pierwsze wyprowadzki z domu rodzinnego i do jakich wniosków doszliście?

 

wyprowadzka od rodziców




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x