Wyjątkowa sesja dla WOŚP

Sporo czasu minęło od tego pamiętnego dnia, a mimo to, kiedy dziś oglądałam film z sesji, ogromnie się wzruszyłam. To, czego wtedy doświadczyłam zostanie we mnie na zawsze. Ale od początku…

W życiu nic nie dzieje się bez przyczyny. To hasło zupełnie przez przypadek stało się moją dewizą życiowa. Kiedyś poproszę, by ktoś wykuł ją na moim nagrobku. 😉 Moment życia,w którym teraz jestem to splot dotychczasowych niezwykłych wręcz wydarzeń. Część z nich to wynik ciężkiej  pracy, inne to ciekawe zbiegi okoliczności. Jak ten, że Zygmunt urodził się w 32 tygodniu ciąży. Wspominam siebie przerażoną, stojącą nad inkubatorem. Łzy jak grochy płynęły mi wtedy strumieniami po policzkach. W życiu nie pomyślałabym, że z tego całego stresu wyniknie coś dobrego, coś pozytywnego, coś niezwykłego. Nie przypuszczałam, że uda nam się ten strach, ten smutek i przerażenie przekuć w coś, co poniesie dalej dobro.

Do Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy od zawsze mam stosunek szczególny. Razem z moim Tatą byliśmy inicjatorami pierwszej zbiórki w naszej wiosce i wioskach sąsiednich. Mój pierwszy identyfikator to była zalaminowana karteczka z imieniem, nazwiskiem i pieczątką przystawioną przez sztab w Mrągowie. Pamiętam, że wtedy pojechałam nawet do Warszawy zawieźć Jurkowi Owsiakowi zebrane pieniądze. Ile w tym wszystkim dziwnych zbiegów okoliczności. Tamten kilkugodzinny przyjazd do Warszawy, to był mój pierwszy raz w mieście, w którym później spotkało mnie wszystko, co w życiu najwspanialsze. Tu poznałam Janka, tu się zakochałam, tu wzięliśmy pierwszy ślub, tu urodziły się nasze dzieci, tu wpadliśmy na pomysł stworzenia bloga.

Od zawsze wspieraliśmy finansowo WOŚP, ale po narodzinach Zygmunta nasze postrzeganie działalności tej fundacji zmieniło się nieodwracalnie. Praktycznie na każdym sprzęcie, którym był badany Zygmunt widniało serduszko Fundacji. Strach pomyśleć, co by było, gdyby WOŚPu nie było. Wspólnie obiecaliśmy sobie, że przy najbliższej okazji jakoś się odwdzięczymy za to wszystko, na co mogliśmy liczyć w pierwszych dobach życia Zyzia, ale też przy późniejszych badaniach.

Pierwszy pomysł to było wylicytowanie bodziaka. Teraz brzmi to absurdalnie, ale tak – chcieliśmy wylicytować limitowane body z sercem fundacji dla Zyzia. W międzyczasie zobaczyłam na Instagramie u Maji Naskręckiej wpis zachęcający do udziału w licytacji, w której do wygrania była profesjonalna sesja zdjęciowa. Pokazałam ten wpis Jankowi, a on jak przystało na najlepszego partnera na świecie zrobił wszystko, by spełnić moje marzenia. Resztę historii znacie. A jeśli nie znacie to możecie ją przeczytać w opisach na Instagramie pod zdjęciami. Na przykład pod tym zdjęciem:

Tak naprawdę to wszystko przez Zyzia.👶🏼 A może raczej powinnam napisać, że to dzięki niemu?🤔 Kiedy urodził się w 32 tygodniu ciąży dał nam dobitnie do zrozumienia, ile w tym kraju zawdzięczamy @fundacjawosp . Na większości sprzętów, którymi badano mu kolejno serduszko, główkę, oczy, uszy widniało serce Fundacji.❤ To właśnie wtedy obiecaliśmy sobie z Jankiem, że kiedyś wesprzemy WOŚP z przytupem. Co roku wpłacaliśmy zawsze okrągłą sumkę, ale po urodzeniu Zygiego poczuliśmy wewnętrzną potrzebę, by pomóc bardziej niż dotychczas. Aukcja z sesją wydawała się spaść nam z nieba. Założyliśmy sobie budżet i obiecaliśmy go sobie nie przekroczyć. To była kasa na wypasione wakacje pod palmami. Przez wiele dni kwota aukcji była w naszym zasięgu. Ba! Nawet 10 minut przed zakończeniem aukcji ciągle była znacznie poniżej naszego górnego progu budżetu. Kto licytował na Allegro ten wie, że nawet 30 ostatnich sekund potrafi zmienić wszystko.😑 Na 3 minuty przed końcem kwota przekroczyła nasz budżet. Janek szybko spojrzał na mnie i bez jakiegokolwiek pytania wpisał wyższą kwotę. W 10 sekund została przebita.😱 Zasłoniłam dłońmi oczy, nie chciałam na to patrzeć. Szczerze liczyłam na to, że w naszym budżecie na bank uda nam się wygrać tę aukcję.😭 A tu taki zonk! Janek znów przebił kwotę, ale tym razem ktoś przebił nas w 5 sekund.😱 Sytuacja się zagęszczała. Do końca aukcji pozostała niecała minuta. Janek znów wpisał wyższą kwotę i znów ktoś nas przelicytował. Powoli zwykła licytacja zamieniła się w bardzo honorową sprawę. Osobiście myślałam, że dostanę zawału. Serce waliło mi jak szalone. Mniej więcej 15 sekund przed końcem Janek wpisał jeszcze wyższą kwotę. Ktoś próbował nas przebić, ale nasza kwota była wyższa. Zamarliśmy w oczekiwaniu. Kolejne odświeżenie strony i komunikat: aukcja zakończona! Gratulacje – wygrałeś! Jezu! Ależ się cieszyliśmy! To nic, że przekroczyliśmy nasz budżet ponad dwa razy. Ja skakałam po sypialni jak szalona. Janek chwilę później przyznał, że ostatni raz stresował się tak podczas narodzin Zygmunta. Ehh ten Zyzio… A to kolejne zdjęcie z sesji. To była moja pierwsza stylizacja. Jutro dalsza część historii i kolejne zdjęcie.❤❤❤ #photosession

Post udostępniony przez Marta Lech-Maciejewska💋👍🏼 (@superstylerblog)

Po co dorosłej babie z dwójką dzieci i mężem taka sesja? Bo na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno. Bo obowiązkiem szczęśliwego człowieka jest spełnianie marzeń. Nawet tych przeterminowanych. Ta sesja dała mi dużo do myślenia. Pozwoliła mi spojrzeć na siebie z zupełnie innej perspektywy. W natłoku codziennych obowiązków nie mam czasu, żeby zatrzymać się i zastanowić nad tym, co już mam. W dzisiejszym świecie tak łatwo wpaść w pęd ciągłego pragnienia więcej i więcej. Czasami warto się na chwilę zatrzymać i zrobić remanent. Sprawdzić, czy to co już teraz mamy, jest wystarczające do poczucia szczęścia. Przez większość mojego życia otaczałam się całą masą kompleksów. Żyłam z nimi za pan brat. Wiecznie byłam z siebie niezadowolona, wiecznie obiecywałam sobie, że kiedyś będę lepsza, że kiedyś spełnię swoje wyśrubowane wymagania. Kiedy wokół mnie toczyło się życie, ja ciągle obiecywałam sobie, że zacznę żyć, jak będę lepszą wersją samej siebie. Zawsze za gruba, z wadą wzroku, ze szpecącym zezem, z popękanymi naczynkami na twarzy, z masywnymi udami, za krótkimi nogami, zbyt małymi piersiami, garbatym od okularów nosem. Mogłam tak wymieniać w nieskończoność. Przez wiele lat nie czułam się ładna i potrzebowałam odbijać się w innych ludziach. Łaknęłam ich komplementów, pragnęłam by inni mnie docenili. Sesja była dla mnie ukoronowaniem dotychczasowej ciężkiej pracy nad sobą. Dostrzegłam wreszcie, że ogromnym wysiłkiem dotarłam do miejsca, w którym jestem teraz. Przecież nie musiałam tego wszystkiego robić. Nie musiałam przyjeżdżać na studia do miasta, którego zupełnie nie znałam. Nie musiałam szukać pierwszej pracy. Mogłam wrócić do Rodziców i nigdy nie wychodzić ze swojej strefy komfortu. Mogłam toczyć spokojne życie pod skrzydłami Rodziny. Przecież nie musiałam zakładać bloga. Jeszcze cztery lata temu nikt nie miał pojęcia co to jest SuperStyler, a dziś odwiedza naszą stronę kilkaset tysięcy Czytelników miesięcznie. Mam kochającą Rodzinę, którą sama zbudowałam. Mam dwóch szczęśliwych i zdrowych Synów. Jestem pewna, że czują się kochani. Mam wspaniałego Męża, dla którego zrobiłabym wszystko, i który zrobiłby wszystko dla mnie. To powstało z niczego. Z chęci, z ciężkiej pracy, z determinacji.

Tak dobrze jest czasami zatrzymać się, policzyć wszystko to, co mamy. Ocenić to, co osiągnęłyśmy. Podziękować sobie za ten cały trud włożony w codzienność.

Warto o siebie dbać Dziubki! Dostrzegać swoje dobro i piękno. To wewnętrzne i zewnętrzne. Zatrzymać się raz na jakiś czas, ale też nigdy nie ustawać w ciągłym dążeniu do szczęścia. Tyle tylko, że bycie szczęśliwym nierozłącznie związane jest z umiejętnością docenienia tego, co już mamy. A ja zawsze miałam z tym największy problem.
Inaczej spojrzałam na siebie na tych zdjęciach. Widzę na nich kobietę, która szanuje siebie i docenia wszystko co ma. Kobietę, która nie potrzebuje wielkich rzeczy, by codziennie przepełniało ją szczęście. Wystarczy zapach kawy rano, buziak Janka i tupot dwóch par małych nóżek biegnących na powitanie. Kawał ciężkiej pracy za mną, drugie tyle, jeśli nie więcej przede mną. Życie składa się takich pięknych i wyjątkowych momentów jak ta sesja. My musimy je tylko zapamiętać najpiękniej jak się da.

To ostatnie zdjęcie z sesji. Moje ulubione, absolutnie najpiękniejsze. Dlaczego? Bo widzę na siebie inną niż do tej pory. Widzę pewną siebie dumną kobietę, która pewnie kroczy przez życie. Widzę siebie w wersji, w jakiej zawsze pragnęłam siebie zobaczyć.

sesja dla WOŚP

Jeśli chcecie zobaczyć jak wyglądała sesja koniecznie obejrzyjcie nasz film.

A ja z tego miejsca chciałam podziękować wszystkim zaangażowanym w ten projekt. Ci ludzie poświęcili swój wolny czas i nie dostając za to ani złotówki, wykonali swoją pracę najwspanialej jak potrafili. Ich zaangażowanie podczas zdjęć i profesjonalizm przeszły moje najśmiejsze oczekiwania.
Dziękuję Agnieszka, Iza,Maja, Marta, Gor i Łukasz. Dziękuję za ten wspaniały dzień, który zostanie już ze mną na zawsze.

sesja dla WOŚPsesja dla WOŚPsesja dla WOŚPsesja dla WOŚPsesja dla WOŚPsesja dla WOŚPsesja dla WOŚPsesja dla WOŚPsesja dla WOŚPsesja dla WOŚPsesja dla WOŚP




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x