Żeby dwoje chciało naraz. Planowanie dziecka bez ściemy.

Dokładnie pamiętam tamten wieczór. 29 marca 2013. Zamiast iść gdzieś na imprezę woleliśmy zostać w domu we dwoje. Było grupo po północy, a my kończyliśmy właśnie trzecią butelkę wina. W telewizorze leciała jakaś niezbyt ambitna komedia romantyczna, a nam zebrało się na rozważania o przyszłości. To właśnie wtedy, w naszych zaszumionych winem głowach narodził się pomysł na dziecko.

Nigdy nie zasypywaliśmy gruszek w popiele dlatego już 14 kwietnia zaszłam w ciążę. Mimo wieloletniej przygody z antykoncepcją, od razu po odstawieniu tabletek nam się udało.

Zanim jednak do tego doszło nic nie wskazywało na to, że zdecydujemy się na dziecko. Mało tego, każdy kto nas znał wiedział, że my i dzieci to dwie odrębne historie. A jednak…

Janek to typowy jedynak wychowywany przez samotną mamę i dodatkowo babcię. Obydwie przelały na niego całą swoją miłość i nauczyły go bycia pępkiem świata. Dlatego też pojawienie się dziecka w naszym domu traktował jako potencjalne zagrożenie dla swojej pozycji. Poza tym, przez całe swoje życie nie miał styczności z dziećmi, dlatego temat ten wydawał mu się zupełnie obcy, nieatrakcyjny. Słowem: poza kręgiem jego zainteresowań.

Ja natomiast z dziećmi miałam do czynienia aż zanadto. Po pierwsze mam o 8 lat młodszego brata, w którego wychowywanie i opiekę byłam bardzo często angażowana przez rodziców. Do tego na studiach dorabiałam jako niania, a na dodatek z racji mojej bardzo licznej rodziny, zawsze było jakieś małe dziecko pod ręką. Co nie zmieniało faktu, że własne dzieci były również i poza moim kręgiem zainteresowań. Z wielu powodów. Po pierwsze kariera. Od zawsze mam to szczęście, że praca którą wykonuję jest moją pasją. Dlatego też łatwo pięłam się po kolejnych szczeblach (a może raczej szczebelkach ;)), a każdy z nich oddalał mnie od wizji urodzenia dziecka. Pracuję w branży, w której kluczowe są relacje. To one warunkują twoją pozycję. Musisz ciągle aktywnie działać żeby utrzymać się na fali. Rok to cała wieczność. Wielokrotnie słyszałam : „Dziś jesteś, jutro cię nie ma”. Ale nikt mi nie musiał o tym mówić. Sama zdawałam sobie z tego sprawę. Poza tym wiedziałam, że mój szef bardzo na mnie liczy. Miałam też poczucie niezastąpioności. Jak się później okazało zupełnie bezpodstawne. Bo w kwestiach zawodowych nie ma ludzi niezastąpionych. Dowiedziałam się o tym dopiero jak urodziłam Miecia. A może nie tyle się o tym dowiedziałam, a sama to poczułam. Kolejną dość istotną dla mnie kwestią był wygląd, który po ciąży miał się zmienić nieodwracalnie. Słuchałam o tym od najwcześniejszych lat życia. Że proporcje kobiecego ciała po porodzie się zmieniają. Że włosy wypadają, że twarz się starzeje, a co bardziej doświadczone ciotki mówiły, że one na pierwszy rzut oka są w stanie rozpoznać po samej twarzy kobiety czy rodziła czy jeszcze nie. Dlatego ja tak bardzo się tego bałam. Tych rozstępów, wiszących do pasa piersi i nieodwracalnych zmian w twarzy.

Po trzecie, bałam się o nas. O naszą relację, o naszą miłość. Że dziecko przysłoni nam świat. Że totalnie zapomnimy o tym, po co tak naprawdę jesteśmy razem. Że ta nasza wyjątkowa relacja odejdzie na drugi plan.

Po czwarte, i chyba najważniejsze, bałam się nieodwracalnego. Tego, że to będzie taka pierwsza rzecz w moim życiu na zawsze. Bo przecież jak ci facet nie pasuje, to zawsze możesz się z nim rozstać, jeśli praca nie daje ci satysfakcji, możesz ją zmienić, a dziecko to projekt do końca życia. Owszem, na poszczególnych etapach wiąże się z różnym poziomem zaangażowania, ale jednak jest to projekt do końca życia.

Karmiąc się moimi obawami i lękami odwlekałam dziecko w czasie. Niby chciałam, ale też nie do końca byłam przekonana. Z drugiej zaś strony trochę martwiła mnie kategoryczna niechęć do dziecka  po stronie Janka. Bałam się, że jemu nigdy się to nie zmieni.

I stąd właśnie pomysł na ten wpis. I wcale nie będę  pisała o idealnym momencie na dziecko, a o szczerości w związku. Ostatnio jedna z moich czytelniczek napisała do mnie wiadomość. Brzmiała ona mniej więcej tak: Fajnie piszesz o tym macierzyństwie, to jedyny blog parentingowy, który przyjemnie czyta się nawet nie posiadając dziecka. A może napisałabyś o idealnym momencie na pierwsze dziecko? Bo mnie ten temat coraz częściej nachodzi. I chciałabym, i boję się.”

Nie ma idealnej recepty na moment kiedy pierwsze dziecko ma się pojawić w naszym życiu. Mało tego! Jest jeszcze gorzej! Bo im dłużej myślimy o pierwszym dziecku i rozkładamy jego pojawienie się na czynniki pierwsze, tym bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że żaden moment naszego życia nie jest dobry, a już na pewno nie teraz! Dlatego lepiej się nad tym dłużej nie zastanawiać. Po prostu jeśli między partnerami jest w tej kwestii zgoda, warto od razu przejść do działania. Co jeśli jednak tej zgody nie ma?

Obserwując moich bliższych i dalszych, bezdzietnych znajomych wydaje mi się, że jest to największy problem jeśli chodzi o zdecydowanie się na dziecko: brak szczerości. Zazwyczaj jest tak, że jedna strona przyjmuje zdanie na temat posiadania dziecka od drugiej udając, że ona uważa dokładnie tak samo, a po kątach opowiada koleżankom o tym, jak ostatnio była w Smyku i oglądała małe śpioszki, albo on zdradza kolegom, że w sumie żonie mówi, że chciałby mieć już dzieci, ale potajemnie sprawdza ceny zabiegu wazektomii. Takie zachowania to pierwszy gwóźdź do związkowej trumny. Bo kiedy  takim ludziom „przydarza się” dziecko te rozbieżności i frustracje się nasilają. Mam znajomą, która dziurawiła prezerwatywy przez stosunkiem ze swoim mężem udając przed nim, że tak jak on nie chce mieć dzieci, a dziś jest mamą samotnie wychowującą potomka. I żeby była jasność. Nie każdy scenariusz musi się tak kończyć. Są sytuacje i są relacje, w których partnerzy i partnerki stają na wysokości zadania i dostosowują się do zaistniałej sytuacji. Ale o ileż łatwiej by było, gdyby potrafili ze sobą szczerze porozmawiać i wyjawić swój stosunek do posiadania potomstwa. W prawie każdej sytuacji da się wypracować kompromis, ale rozmowa to podstawa. Dlatego jeśli dziecko chodzi ci po głowie albo wręcz przeciwnie: dałaś lub dałeś się wkręcić w projekt pod tytułem : „planowanie dziecka”, a zupełnie tego nie czujesz, to może po prostu wyjaw swoje obawy. Zrób to teraz, bo dużo ciężej będzie porozmawiać kiedy twój głos zagłuszy płacz małego brzdąca.

planowanie dziecka




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x