Synu, oddam Ci wszystko…

Moje dziecko dostanie ode mnie wszystko. Wszystko, co tylko będę mogła mu podarować, przekazać. Wszystko na co będzie mnie stać. Emocjonalnie i materialnie. Dostanie po mnie całą spuściznę. Podam mu ją na tacy. Tylko po to, by w życiu osiągnął jeszcze więcej niż ja.

Do szału doprowadza mnie podejście niektórych rodziców względem swoich dzieci, reprezentowane stwierdzeniami typu: „Ja nie miałem tak łatwo, to i moje dziecko musi samo sobie wszystko wywalczyć”, „Nie dostanie niczego ode mnie od tak, bo się jeszcze przyzwyczai i mu się w głowie poprzewraca”. Tak jakby całe wychowanie dziecka sprowadzało się do stawiania mu barykad i zakazów…

A ja na przekór tym wszystkim zasadom dam Mieciowi wszystko. Tak aby miał cały komplet narzędzi by być w życiu szczęśliwym i spełnionym człowiekiem. Komplet narzędzi do skonstruowania swojego sukcesu. Tak by tym sukcesem mógł przeskoczyć nas. Przeskoczyć i poszybować hen, hen wysoko.

Mój syn dostanie ode mnie cały komplet pochwał za każdy, nawet najmniejszy sukces. Bo ja takowych nie dostawałam i wyrosłam na osobę z gruntu zakompleksioną, z niskim poczuciem własnej wartości. Owszem, gdzieś po kątach, od znajomych rodziców dowiadywałam się, że oni są ze mnie dumni, że mnie chwalą, że im się „udałam”. Naczelną zasadą było jednak, by tych wszystkich krzepiących pochlebstw nie mówić w mojej obecności, bo jeszcze nie daj Bóg siądę na laurach i przestanę się starać. Dopiero wiara mojego męża w moje możliwości zasiała we mnie nadzieję, że nie jest ze mną aż tak źle, i że jak się postaram to potrafię dokonać niemożliwego. Dziś uwierzyłam w to sama… Ale żeby była jasność, ja do nikogo o nic pretensji nie mam. Z sytuacji wyszłam obronną ręką, a na wiarę w samą siebie musiałam po prostu poczekać. Im więcej rozmawiam z ludźmi z mojego pokolenia tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że taki wtedy był styl. Że nasi rodzice chcieli nas wychować na ludzi wielkich ale też skromnych.

Moje dziecko dostanie ode mnie wiarę we własne możliwości. Będę mu zawsze kibicować, w każdym, nawet najmniejszym projekcie. Przy pierwszej wieży z klocków Lego i przy pierwszym własnym biznesie. Tak żeby wiedział, że jest ktoś kto wierzy w jego możliwości. Czasami wiara, która jest w nas samych nie jest wystarczająca by podjąć ryzyko, tak aby rzucić się na głęboką wodę. Wtedy pojawię się ja. Będę wspierać i dam z siebie wszystko.

Mój Miecio dostanie ode mnie wszystko na co będzie mnie stać, bo wierzę, że sztuczne stawianie granic jest po prostu bez sensu. Nie mówię tu o braniu kredytu w Providencie na najnowszy model drona czy quada, ale o tym, że jeśli tylko będzie mnie stać, to czemu nie? Mocno wierzę w to, że jeśli zaszczepię w nim prawidłowe wartości i zdrowe podejście do świata, to nie zepsuje go ani wyjazd do Disneylandu, ani dwudzieste pudełko wcześniej rzeczonych klocków. Jeśli tylko będzie miał dobrze poukładane w głowie to dobra materialne go nie zepsują. Znam ludzi zamożnych, bardzo zamożnych, którzy potrafią być skromni, baczyć na innych, a przy tym wszystkim są samodzielni, bez wiecznie wyciągniętej w stronę rodziców ręki z nieustannym „daj” na ustach.

Mój syn dostanie ode mnie cały komplet wartości. Te, w których ja wyrosłam, ale w wersji 2.0. Poprawione o moje własne doświadczenia i o czasy, w których przyjdzie mu żyć.

Moje dziecko dostanie ode mnie wszystko, bo wiem, że tylko dzięki temu będzie w stanie wykorzystać swój potencjał w pełni. A co jeśli nie? Jeśli zaprzepaści wszystko? Jeśli tylko bezproduktywnie wykorzysta to, co dostanie w schedzie nie osiągając nic ponad to? To nie ważne. Bo oddając mu wszystko myślę też o sobie. O swoim poczuciu, że zrobiłam wszystko, by był w życiu najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

wychowanie dziecka




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x