„Wielki Wyścig” – czyli nasz pierwszy rodzinny wypad do kina

Wielokrotnie we wcześniejszych artykułach pisałam o tym, że nie ilość, a jakość czasu rodzinnego się liczy. Że w dzisiejszych czasach, kiedy równie ważne jak to kim jesteśmy, jest to co mamy i co sobą stanowimy, musimy umiejętnie rozdysponowywać czas pomiędzy dzieci, męża, pracę, obowiązki domowe i czas dla siebie. Dlaczego o tym piszę? Bo ostatnio czasu rodzinnego mamy jak na lekarstwo. A wszystko to za sprawą naszego remontu…

Kiedy więc w sobotę, po całym żłobkowym tygodniu odstawiliśmy Miecia do niani, miałam ogromne wyrzuty sumienia. Na szczęście są takie dni jak niedziela, kiedy cały czas i cała uwaga koncentruje się tylko na Mieciu. Tym razem po raz pierwszy wybraliśmy się całą trójką do kina. Miecio wybierał film. 😉 Nic więc dziwnego, że chłopak zabrał nas na najnowszy film pełnometrażowy z Tomkiem Lokomotywą w roli głównej. Najnowsza produkcja „Wielki Wyścig” totalnie wbił nas w kinowe fotele. Wiele z was pytało czy Miecio wytrzymał w kinie cały seans. Przyznam szczerze, że sama się tego obawiałam. Okazało się, że bezpodstawnie, bo Miecio przesiedział całą bajkę z rozdziawioną buzią raz po raz wydając z siebie okrzyki zachwytu. Co ciekawe, nam też  bardzo się podobało.

Wielki Wyścig

Za co lubimy Tomka?

Przede wszystkim za przemycanie dobrych wartości. Za uczenie najmłodszych tego, co w życiu ważne i tego jak wychodzić cało z różnych sytuacji nie krzywdząc przy tym innych. Pamiętam jak będąc w pierwszej ciąży słuchałam z przerażeniem tych wszystkich mądrych głów tłumaczących, że dzisiejsze bajki są bezwartościowe, że tylko napędzają sprzedaż zabawek, że pełno w nich przemocy i egoistycznych wartości. Dlatego też miałam ogromne opory za każdym razem kiedy włączałam Mieciowi jakąkolwiek bajkę. Co ciekawe bajkę „Tomek i Przyjaciele” Miecio wybrał sobie sam. Przeglądając propozycje na Youtube przypadkowo kliknął w „Tomka” i się zaczęło. Teraz nie ma dnia bez „Tama”. 🙂 O samej bajce wiedziałam niewiele. Tylko tyle, że są w niej lokomotywy na węgiel i diesle i że cała akcja dzieje się na wyspie Sodor (swoją drogą pisząc ten artykuł zorientowałam się, że SODOR to od tyłu RODOS –  przypadek? Nie sądzę ;)). Ale któregoś dnia usiadłam razem z Mieciem przed telewizorem i obejrzeliśmy cały odcinek. Byłam zdumiona, że ktoś w dzisiejszych czasach robi jeszcze wartościowe i atrakcyjne dla dzieci bajki przyciągając przed ekrany miliony.

I tak oto w niedziele wybraliśmy się na pierwszy wspólny wypad do kina. Na początku Miecio nie chciał wejść do sali kinowej, bo przed jej wejściem rozstawiono zabawkowe tory z lokomotywami, które nasz syn dopadł w ułamku sekundy i z którymi nie chciał się rozstać. Ale udało się. Usiedliśmy w 5 rzędzie, seans się zaczął, a Miecio oniemiał z wrażenia. My również. Tata Miecia kiwał się w rytm piosenek wyśpiewywanych przez bohaterów bajki. „Wielki Wyścig’” opowiada perypetie mieszkańców wyspy Sodor oraz pociągów z całego świata, które spotykają się na Wielkim Wyścigu. I choć Tomek nie został zakwalifikowany przez Grubego Zawiadowcę do wzięcia udziału w konkursie, to jednak jest obecny na Wielkim Wyścigu. Jakie są tego konsekwencje?

Wielki Wyścig

Tomek uczy tego co najlepsze

Jak zwykle bajka w umiejętny sposób przemyca wartości, którymi my rodzice chcielibyśmy nasycić głowy naszych dzieci. Wyszliśmy z sali kinowej z poczuciem wspaniale spędzonego czasu w rodzinnym gronie. A jeśli wy też chcecie obejrzeć najnowsze perypetie Tomka to już teraz możecie kupić płytę DVD z Wielkim Wyścigiem. Szczerze wam polecamy. Miecio na pewno z przyjemnością wróci do tej bajki. Chyba wiemy, o co poprosić Świętego Mikołaja. 😉

Wielki Wyścig

Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x