Niewidzialne matki z wózkiem

Jest teraz sporo akcji społecznych, głośno mówiących o troszczeniu się o ciężarne. I powiem wam szczerze: ja w gruncie rzeczy byłam beneficjentem całego tego zamieszania. Często ustępowano mi miejsca w metrze. W kolejkach w Ikea przepuszczano bez słowa. U lekarza przyjmowano poza kolejnością. Czułam się naprawdę zaopiekowania przez nasze społeczeństwo. Może parę razy zdarzyło się jakieś krzywe spojrzenie bez zrozumienia, ale generalnie ten czas wspominam bardzo dobrze. Po miesiącach tłustych (dosłownie) przyszedł czas na te chude, niestety. Bo skoro już się „rozpakowałam” z dwupaku, to nie należy mi się żadne specjalne traktowanie. Przecież jestem na urlopie macierzyńskim i mam mnóstwo wolnego czasu. Poza tym jestem wyspana, a moje dziecko wcale nie płacze kiedy wózek stoi w miejscu i świat wokół się nie zmienia.

Ostatnio byłam świadkiem takiej sytuacji. Jeden z warszawskich urzędów pocztowych. Taki, który jest okupowany przede wszystkim przez wczesno – powojenne roczniki. Wchodzę. Widzę kolejkę na około 10 osób. Pobieram numerek i pokornie czekam. Miecio na szczęście czeka z Tatą na zewnątrz, robiąc 76 – te okrążenie wokół poczty. Stoję i widzę dziewczynę: świeżo upieczoną i bardzo zmęczoną młodą mamę. Wózek z maluteńkim dzieckiem zostawiła w przedsionku. Dziecko póki co śpi. Młoda mama, z przetłuszczonymi włosami i oczami na zapałkach odbiera przesyłkę. Odchodzi od okienka z przesyłką, którą właśnie odebrała. Podchodzi do wózka, w którym znajduje awizo. Puka się nim w czoło. Prawdopodobnie właśnie uświadomiła sobie, że nie odebrała jeszcze jednej paczki. Serio, jestem w stanie w to uwierzyć. Też miałam 2 – miesięczne dziecko. W tym momencie dziecko zaczyna płakać. Ona chcąc mieć wizytę na poczcie za sobą szybko wraca do okienka z drugim awizo. Ale nie!!!   Numerki poszły dalej. A w okienku pojawiła się już podstarzała lafirynda z perfekcyjnie odrysowanymi od szklanki brwiami i niebieskim cieniem na powiekach. Fizycznie oceniam ją na stuprocentowy okaz zdrowia. No i nie ma przebacz. Biedna młoda mama została zwyzywana od społecznych wykolejeńców, bo to przecież nie jej numerek świeci się nad okienkiem. Żadne tłumaczenia i argumenty nie trafiały do lafiryndy. Cała ta kłótnia odbywała się przy upojnym akompaniamencie dwumiesięcznego szkraba, marzącego pewnie o cycu.

Nie ma dla nas ratunku Matki Wózkowe. Nikt już o nas nie pamięta. A to, że dziury w chodnikach i brak podjazdów? Trzeba sobie było dzieci nie robić, albo wcześniej rozeznać się w infrastrukturze na osiedlu. Uwielbiam te słodkie cmokanie klimakteryjnych ciotek kiedy mój wózek zawisa na zbyt wysokim progu wejścia do apteki. One właśnie dostały napadu gorąca, a ja skutecznie blokuje wyjście z tym swoim wózkiem. Normalnie powiedziały by: „ no idźże, kurwa!” ale nie wypada, więc tylko cmokają. Tyle, że to cmokanie jest niezwykle donośne.

matki z dziećmi




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x