Mój brzuch – moja sprawa

Nie przypuszczałam, że spodziewając się dziecka oprócz nudności, nadmiernego ślinienia się, złego samopoczucia, opuchniętych nóg i bolących, nabrzmiałych, niczym dwa bebechy Pasibrzucha, piersi, będę się musiała użerać z jeszcze jedną, niezbyt przyjemną dolegliwością. Mało tego! Momentami bywa ona bardziej krępująca i uporczywa niż wszystkie inne razem wzięte, pomnożone przez 10.

Przyznaję bez bicia: nie lubię, nie sprawia mi to żadnej przyjemności, ani tym bardziej nie kręci mnie dotykanie mojego brzucha w ciąży przez osoby trzecie. Mój syn i tak nie zapamięta tych wszystkich głasków, przytulasków i całusów dedykowanych jemu, za pośrednictwem moich, i tak już nadwyrężonych, powłok brzusznych.

Ludzie widząc kobietę spodziewającą się dziecka dają sobie niepisane przyzwolenie na spoufalanie się z jej brzuchem, głaszcząc go, macając, przytulając i całując. Z tego miejsca chciałabym też przeprosić wszystkie matki, wobec których kiedykolwiek dopuściłam się tego czynu (w głowie mam minimum trzy ofiary mojego nadmiernego spoufalania się z brzuchatymi). Na swoje usprawiedliwienie mam to, że wtedy nie wiedziałam jeszcze jak może to być nieprzyjemne i krępująco. No cóż… mądry Polak po szkodzie.

Już na studiach, podczas wykładów z psychologii rozwoju człowieka nauczano mnie, że każdy z nas rodzi się jako byt odrębny i już jako 6 miesięczny bobas mamy tego poczucie. Dlaczego więc ludzie dają sobie dyspensę na czas ciąży, by bezkarnie macać Ciężarówki nie pytając ich o to, czy mają na to ochotę?

Wiem, że żadna z osób próbujących nawiązać namacalny kontakt z moim synem nie ma złych intencji. Jest też taka możliwość, że mojemu synowi sprawia to nawet przyjemność. Dla mnie są to katusze. Jeśli nie wierzycie wyobraźcie sobie sytuację, w której po dłuższym czasie spotykacie dalszą znajomą lub co gorsza znajomego, który zamiast przywitać Was buziakiem w policzek lub uściskiem dłoni, głaszcze Was troskliwie po brzuchu. Normalne? Nie sądzę…

Warto wziąć pod uwagę, że nie wszystkie kobiety w ciąży czują się tak wspaniale i kwitnąco, jak mogłoby to wynikać ze stareotypów przekazywanych nam podprogowo w filmach, reklamach, serialach czy na plakatach. Brzuch ciężarówki rośnie w zatrważającym tempie, piersi stają się nabrzmiałe i bolesne. Do tego wystarczy dorzucić jeszcze rozstępy pojawiające się tu i tam, zgagę, mdłości, wahania nastroju i katastrofa gotowa. A za nią idzie, między innymi, obniżona ocena własnej wartości. Ostatnio pokusiłam się nawet o stwierdzenie, że stan błogosławiony to naprawdę określenie nie na miejscu w odniesieniu do ciąży. Wolałabym żeby ludzie dotykali mojego brzucha wtedy kiedy jest on w lepszej formie. Na przykład po kolejnej diecie cud połączonej z mozolnymi treningami na siłowni.

Apeluję do Was zatem moi mili, jeśli już musicie koniecznie dotknąć wielkiego brzucha Ciężarówki, zapytajcie proszę jego właścicielki czy nie ma nic przeciwko temu.

Apeluję do Was zatem moi mili, jeśli już musicie koniecznie dotknąć wielkiego brzucha Ciężarówki, zapytajcie proszę jego właścicielki czy nie ma nic przeciwko temu. A dla przyszłych rodzicielek mam kilka wskazówek jak skutecznie odzwyczaić „Dotykaczy Brzucholi”. Wystarczy, że osobie wyciągającej rękę w kierunku Waszego brzucha powiecie, że Wasz potomek właśnie zasnął i prosicie o to by go nie budzić. Lub też zwyczajnie odwdzięczycie się tym samym gestem głaszcząc ochoczo rozmówcę po jego brzuchu. Obydwie metody przetestowałam – działają i skutecznie odstraszają!




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x