MamyPlan: Zróbmy sobie córeczkę, albo od razu dwie

Nie wiem jak Janek się na to zapatruje, ale ja tym razem planuję spłodzić dziewczynkę. Więcej testosteronu w domu nie zniosę. Zaczęłam więc szukać informacji na temat tego, jak począć moją następczynię.

Podobno dieta ma wpływ na płeć. Powinnam zatem jeść produkty zakwaszające organizm, gdyż kwaśne środowisko w pochwie sprzyja spłodzeniu dziewczynki. Słyszałam też o tym, że plemniki z chromosomem X ( odpowiadającym za geny żeńskie) są bardziej żywotne i silniejsze niż te, które zwierają wyłącznie chromosomy Y. Poza tym podobno jeśli stosunek kończy się orgazmem, to wtedy mam większą szansę począć chłopca. Czytam to wszystko i głowa mi puchnie od nadmiaru informacji. Nicole, pomóż! Powiedz, co mam zrobić i czy w ogóle jest coś co mogę zrobić, by zwiększyć swoje szanse na dziewczynę (prócz dania na tacę w kościele ;)).

Marta, chyba danie na tace w kościele to najlepsze rozwiązanie.

Mimo setek teorii, nie ma metody na dobór płci potomstwa u gatunku ludzkiego. Połowa plemników jest żeńskich (X), a druga połowa męskich (Y). A natura to tak wymyśliła, że czy zjesz tonę cytryn by się zakwasić czy staniesz na głowie po stosunku, to i tak za każdym razem zapłodnienie jest loterią „fifty-fifty”.

Najpopularniejszą teorię o tym, jak począć dziewczynkę lub chłopca przedstawię ci poniżej, i wytłumaczę najlepiej jak potrafię, czemu  ona nie ma prawa działać.

Wiele osób odwołuje się do metody Shettles’a. W latach 60tych ubiegłego wieku Landrum Shettles – amerykański naukowiec, stworzył teorię na podstawie swojej pracy przy zapłodnieniach in vitro. Z jego teorii wynika, że męskie plemniki (Y) szybciej pływają, ale są bardziej podatne na uszkodzenie. Natomiast plemniki noszące (X) czyli te, z których powstają dziewczynki żyją dłużej i są bardziej odporne na warunki panujące w narządach rodnych kobiety.

Na postawie tej teorii nie dość, że Landrum Shettles zbił fortunę sprzedając setki tysięcy egzemplarzy poradnika „How to choose the sex of your baby” wzbudzając burzę w sypialniach na całym świecie, to dodatkowo na podstawie jego kontrowersyjnej teorii powstało bardzo wiele prac naukowych, opartych już na bardzo solidnych badaniach.

Teoria Shettles’a zakłada, że jeżeli będziemy współżyli w dniu owulacji, to plemniki Y dotrą do jaja szybciej i urodzi się chłopiec. Dodatkowo według autora tej teorii wskazane są pozycje współżycia z głęboką penetracją, tak aby wytrysk był możliwie najbliżej szyjki macicy.

Współżycie w dni poprzedzające owulację ma zwiększyć szanse na dziewczynkę, ponieważ plemniki X żyją dłużej. Analogicznie, pozycje z płytszą penetracją miałyby dawać większe prawdopodobieństwo spłodzenia dziewczynki.

Tyle teorii. Naukowe badania mówią dość jednoznacznie: nie ma dowodów na to, aby współżycie w konkretnych odstępach od owulacji wpływało na wybór płci dziecka. Okej, jest jedna duża praca z 1979 roku, która potwierdza tę teorię, ale można przytoczyć kilkanaście innych, które ją obalają.

Co bardziej istotne: z zapłodnień in vitro nie rodzi się więcej chłopców. A przecież „męskie” plemniki teoretycznie szybciej docierają do jaja… Proporcje płci dzieci z in vitro są 50/50.

Dodatkowo gdyby chodziło o prędkość dotarcia do jaja, to większość kobiet, które wykonywały „świecę” po stosunku, a jest nas wiele, miało by samych chłopców.

Zatem dla mnie teoria ta wydaje się bujdą na resorach.

A jest jedną z najbardziej utrzymywanych i  jednocześnie przebadanych mitów współczesnej ginekologii. Zaskakujące jest to, że tyle osób w nią wierzy. Wiecie dlaczego? Bo ta metoda sprawdzi się w 50% przypadków!

A tak swoją drogą czy ty „planowałaś” płeć swojego dziecka. Marzyłaś o synku lub córeczce czy było Ci to obojętne?

Nie planowałam, bo wiedziałam, że to nie ma sensu. Chociaż bardzo chciałam mieć dziewczynkę. Teraz, jak o tym myślę z perspektywy czasu, to nie wierzę, że do dwudziestego któregoś tygodnia przeżywałam, że urodzę chłopca, a nie słodką różową kopię samej siebie. A chłopcy są super i teraz nawet w kolejnej ciąży chciałabym też chłopca. Ale jak będzie dziewczynka, to też się nie obrażę. Nie mniej jednak planować płci nie będę jeżeli o to pytasz.

Acha wszystko jasne. A powiedz mi jak to jest z ciążami bliźniaczymi? Pytam, bo słyszałam, że jest to dziedziczne, a mój tato ma brata bliźniaka, któremu zresztą też urodziły się bliźniaki. W obydwu przypadkach są to bliźnięta dwujajowe. A i słyszałam jeszcze, że antykoncepcja ma wpływ na ciąże mnogie. Czy to wszystko prawda?

Tak masz rację, posiadanie bliźniąt jest do pewnego stopnia dziedziczne, ale tylko po stronie kobiecej, także to, że twój tata ma brata bliźniaka, a on ma bliźnięta jest czystym zbiegiem okoliczności. Gdyby jednak twoja mama, babcia albo ciocia miała bliźnięta, to rzeczywiście miałabyś większe szanse. Ponieważ to po kobietach w rodzinie dziedziczy się tendencję do „hiper owulacji” czyli owulacji z więcej niż jednym jajeczkiem.

Bliźnięta naturalne zdarzają się około 10-40 razy na 1000 narodzin. W dużej mierze zależy to od rasy. Najczęstsze są u kobiet rasy czarnej, a najrzadsze u Azjatek. U nas Europejek są te wartości są pośrednie – około 30 ciąż na 1000 narodzin.

O tyle, o ile na płeć dziecka nie mamy wpływu, to na posiadanie bliźniąt już tak. Ciążom bliźniaczym sprzyjają wszelkie metody wspomaganego rozrodu. Od stymulacji owulacji do zapłodnienia in vitro. Dlatego w ostatnich 30 latach jest zdecydowanie więcej ciąż mnogich na całym świecie. W pierwszych cyklach po odstawieniu antykoncepcji też jest zwiększona szansa na bliźnięta z podobnych, hormonalnych względów, jak przy leczeniu niepłodności.

Ale przy tym wszystkim warto pamiętać, że ciąża bliźniacza z założenia jest ciążą zagrożoną ze zwiększonym ryzykiem wszelkich powikłań ciążowych.  Z porodem przedwczesnym na czele.

Nie mówiąc już o tym, że wychowanie bliźniąt w pierwszych latach życia uważam za największe wyzwanie jakiemu kobieta może sprostać. No może tylko trojaczki i większe „-raczki” są wyzwaniem.

Także na waszym miejscu jednak celowałabym w ciążę pojedynczą.

Dzięki Nicole. Jak zwykle rzuciłaś mi zupełnie inne światło na poruszony temat. Jak widzisz na razie nic mi nie wychodzi z tych moich starań. Najwyższa pora na pierwszą wizytę u Ciebie w gabinecie, gdzie sprawdzisz czy ze mną na pewno wszystko okej. Trochę się stresuję.

planowanie płci dziecka




 

 

Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x