MamyPlan: Za bardzo mi zależało…

Moja przemożna chęć zajścia w ciążę powoli zaczęła przeradzać się w niechęć. Ktoś pomyśli: ta dziewucha nie ma w sobie za grosz pokory. Stara się ledwo pięć miesięcy i już zaczyna rezygnować. Prawda jest taka, że rozpoczynając starania nie przypuszczałam, że będę miała jakikolwiek problem z zajściem w ciążę. Że po prostu powiem: od dziś się staramy, a za miesiąc będę wylewać łzy szczęścia na test, który wskaże dwie kreski. Tak się jednak nie stało, ani w lutym, ani w marcu ani też w kwietniu…

A co ja na to? Było mi przykro i powoli moja chęć przeradzała się w niechęć. To takie wyparcie tematu. Coś w stylu: nie wychodzi mi, to zajmę się czymś innym. Zapiszę się na lekcje jazdy konnej albo na francuski. W sumie mam już jedno dziecko. Po co mi więcej. Robię sobie podsumowanie w głowie i chyba sama narzuciłam sobie zbyt dużą presję. Chyba za bardzo zależało mi na tej całej ciąży. Przecież ciągle słyszy się historie: tyle lat się starali, każdy seks to była szansa na zapłodnienie, zero romantyzmu. A kiedy stracili już nadzieję i odpuścili, to ona zaszła w ciążę.

Nicole czy to możliwe, że za bardzo pragnęłam tego dziecka, i że takie nastawienie miało wpływ na to, że nie mogłam zajść w ciążę?

Wpływ presji otoczenia lub nawet presji, którą same na siebie nakładamy, czyli coś co ogólnie byśmy nazwali stresem jest jak najbardziej ważnym czynnikiem wpływającym na rozród. Mimo, że stres jest bardzo trudny do pomiaru, co więcej każda osoba sobie inaczej z rożnym natężeniem tego stresu radzi, to od dawna w medycynie wiadomo, choć trudno to potwierdzić czarno na białym w badaniach naukowych, że stres ma niekorzystny wpływ na zajście w ciąże.

Bierze się tu pod uwagę kilka czynników. Po pierwsze gdy się martwimy, żyjemy do wpływem presji, a co za tym idzie wydzielają się hormony stresowe. Najważniejsze z nich to kortyzol i adrenalina. Oba te hormony mają zarówno wpływ na ukrwienie macicy i jajników, co zmniejsza szanse owulacji (były badania, w których wykazano, że kobiety z wysokim wskaźnikiem stresu miały o 20 % rzadziej owulacje niż te, które prowadziły bezstresowe życie). Zmniejsza to szanse skutecznej implantacji już zapłodnionego jaja. Co więcej, nie jest niczym zaskakującym jeżeli powiem, że w obecnych czasach ludzie żyją „szybciej” mają więcej „stresu” niż chociażby 20 lat temu. Prace w korporacjach, kredyty na mieszkanie, na samochód, na najnowszy smartfon, „wyścig szczurów”, kiedyś tego nie było. Życie było wolniejsze więc powiedzmy, że bardziej „bezstresowe”. W tamtych czasach odsetek par, które borykały się z niepłodnością „bez znanej medycznej przyczyny” wynosił ok 10-20%, obecnie odsetek takich par urósł do 40%! Zatem wpływ tego jak nasz styli życia się zmienił na przełomie 20 lat nie można uważać za obojętny na rozród człowieka.

Dodatkowo w ostatnich latach wykonano w Niemczech badanie naukowe gdzie część kobiet lecząca się na niepłodność zastosowała masaże i akupunkturę w celach relaksacyjnych. Ta grupa kobiet szybciej zachodziła w ciąże niż te, u których takich metod nie stosowano.

Ale…. Warto podkreślić, że to były kobiety, które się leczyły na niepłodność. Czyli takie, które nie mogły zajść w ciążę od CONAJMNIEJ 12 miesięcy.

U ciebie Marta jest inaczej. W żadnym przypadku po 5 cyklach nie mamy prawa mówić o niepłodności.

Statystycznie rzecz biorąc większość 20-30 latek zachodzi w ciążę po 3-4 miesiącach ( a 86% zachodzi po roku), po 30 roku życia zajmuje to już zazwyczaj 6-7 miesięcy ( 63% zachodzi po roku ) a po 40 roku życia odsetek kobiet, które w przeciągu roku zajdą w ciążę spada już do 35%. Także największy znany czynnik, który wpływa na płodność to nie jest stres, ale wiek kobiety. 

Ile masz lat Marta? Sama sobie policz, ile powinno ci zająć zajście w ciąże…. 6-7 miesięcy w najlepszym wypadku. Także ja się nie martwię. I ty się też nie martw … bo martwienie na pewno nie poprawi twoich szans.

W tym co piszesz odnajduję siebie. Prawda jest taka, że każdy mój miesiąc składał się z konkretnych faz. Pierwsza jest tuż po okresie. Nastawiałam się na działanie. To był ten moment kiedy mogłam zajść w ciążę. Później była faza robienia testów ciążowych. Tak niby od niechcenia, na zasadzie ja tylko sprawdzam na wszelki wypadek. Później przychodziła miesiączka. A razem z nią wielkie rozczarowanie i rozgoryczenie. A wystarczyło wyjechać DOSŁOWNIE na trzy dni. Wyluzować i nie myśleć o niczym… 🙂




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x