Lepszy ojciec to lepsze dziecko

„Jestem oazą spokoju. Pierdolonym kurwa, zajebiście, wyciszonym kwiatem lotosu, na zajebiście spokojnej tafli jebanego jeziora!” – pewnie większość z was zna ten internetowy cytat. Ostatnio wyczytałem, że przeklinanie jest charakterystyczne nie tylko dla osób niewychowanych i wulgarnych, ale też ponoć inteligentnych. Dlatego zrzućmy ten brutalny tekst na wstępie na karb mojej inteligencji, a nie braku wychowania.

Tak czy inaczej wspomniany cytat dość dobrze mnie opisuje. Jestem bardzo opanowaną osobą, która potrafi się zajebiście wkurwić. Z reguły przypominam wagon węgla. Podkreślam: „węgla” – nie „koksu”. Stoję na torach albo powoli się po nich toczę i raczej mało co jest mnie w stanie wykoleić. Robię swoje i tyle. Czasem jednak menisk wypukły jest już tak wypukły, że napięcie powierzchniowe nie daje rady, pęka tak zwana „żyłka pierdząca” i następuje Apokalipsa, o której pisywał mój imiennik Jan Ewangelista. Lecą bluzgi, czasem w coś jebnę. Podkreślam „W COŚ”, a nie w „KOGOŚ” bo przemoc fizyczna jakoś nigdy mi nie imponowała. Kiedyś walnąłem krzesłem o podłogę, ale zrobiła się spora dziura, bo okazało się, że to jakaś miękka dębina czy coś. Od tego czasu krzesłami nie pizgam bo najzwyczajniej szkoda podłogi. Raz zamachnąłem się iPhonem i już miałem cisnąć nim jak Anita Włodarczyk młotem [też podobno ewakuowano sąsiedni budynek], ale w porę przypomniałem sobie ile było za niego na fakturze i pokornie opuściłem rękę, przecierając tylko ekranik koszulką, żeby telefon nie miał do mnie żalu. Jakbyście mnie zobaczyli w takim kryzysowym momencie, to symultanicznie jedną ręką wybieralibyście numer 112, a drugą numer do MOPS’u. Pewnie zastanawiacie się co mnie tak wkurwia? Cóż, odpowiedź jest prosta: jestem młodym przedsiębiorcą w Polsce, mężem i ojcem zarazem. Więc sami rozumiecie… kolejno: klienci, skarbówka, ZUS, żona i dziecko.

A teraz do meritum: co zrobić gdy bywasz porywczy, unosisz się, krzykniesz, zaklniesz, w coś jebniesz, a obok jest małe dziecko? Otóż ja do pewnego momentu nie robiłem nic. Ot – tata musi się wyszumieć, żeby lepiej spać. Samiec alfa, po łacinie „homo vulgarus maximus”. Ale któregoś pięknego dnia po tym jak puściłem kolejną wiąchę po jakimś emailu od klienta podbiegł do mnie Miecio i też po swojemu na mnie nakrzyczał. Zmarszczył swoje wypłowiałe brewki, podniósł cienki głosik i puścił taką monosylabową wiązankę, że brakowało tylko dobrego, czarnego, hiphopowego bitu, kilku cycatych lasek i paru odpimpowanych aut abyśmy zawojowali tym numerem listy przebojów jak niegdyś 50 Cent. Nie jest to mądry sposób na to by tak wychowywać dziecko.

Wtedy zacząłem mieć wątpliwości co do mojego postępowania i zrozumiałem, że to koniec ojcowskiego pajacowania. Jasne, czasem można się wkurzyć, ale należy się konkretnie ograniczyć. Dla dobra własnej pikawy, dla dobra własnej żony i przede wszystkim dla dobra tej małej, dwuletniej gąbki, w którą wsiąka absolutnie wszystko, również nasze przykre i marne zachowania. Pamiętajcie, że dzieci są mądre i próbują brać przykład ze swoich rodziców.

Zacisnąłem zęby, powiedziałem sobie, że nie jestem na tyle starym pierdzielem, żeby nie umieć się zmienić. Mogę spieprzyć w życiu praktycznie wszystko, ale nie dzieci. Bo z dziećmi jest trochę jak z psami. Nie ma głupich psów – są tylko durni właściciele… Dla szczególnie upierdliwych, których już świerzbią paluszki aby opisać pewną trudną w tresurze rasę… – ok, czasem są wyjątki… ale potwierdzające regułę. 🙂 Pewnie nigdy nie będę idealnym ojcem, ale zawsze warto próbować.

Od dobrych kilkunastu tygodni nie denerwuję się na Miecia i przy Mieciu. Jeżeli sytuacja wymaga użycia siły&perswazji bo np. śpieszymy się na wizytę do MamyGinekolog, a Mieczysław postanawia nie przechodzić na drugą stronę jezdni, przyjmuję minę Jasona Stathama, a on w każdym filmie minę ma tę samą i przenoszę dzieciątko wierzgające nóżkami z minimalnym użyciem siły i absolutnie bez jakichkolwiek emocji. Żadnego bicia, szarpania, szturchania, popychania. Zamiast krzyknąć – tłumaczę. Zawsze kucam, aby być na jego poziomie. Kiedy Miecio źle się zachowuje przy zabawie idziemy do drugiego pokoju uspokoić się i wyciszyć. Zawsze musi być przeproszenie, pogodzenie, buziak i uścisk na „miśka”. Efekt? Nie uwierzycie. Bunt dwulatka to teraz co najwyżej drobna różnica zdań. Bardziej doskwiera nam w domu bunt ciężarnej trzydziestolatki, ale dziś nie o tym. Jak wychowywać dziecko? Ze spokojem.

Kiedyś żartowaliśmy z Martą, licząc czas od wejścia Miecia po żłobku do domu do momentu pierwszego płaczu. Z reguły było to kilka-kilkanaście minut i zawsze awantura o byle co. Teraz całe dni bywają bez ani jednej łzy. Więcej wspólnej zabawy, co wieczór obowiązkowy taniec z Mamą do „Na Wspólnej znajdziemy…”, zapasy ze mną, klocki, resoraki, bajki i wspólne usypianie między rodzicami, za co oboje dostajemy po kilka buziaków, nim mały uśnie – czasem tata sam usypia dziecko, ale lepiej robić to wspólnie. Okazało się, że najlepiej jest jak większość rzeczy, szczególnie błahych, odbywa się swoim tokiem, bez zbytecznej ingerencji, poprawiania czy upominania. Chcesz zjeść? Pokaż co. Chcesz zjeść sam? Proszę. Uwaliłeś się po pas? Po to jest pralka. Chcesz całą tabliczkę czekolady? Yyyyy… Tata musi wstawić pranie… 😉 Jak wychowywać szczęśliwe dziecko? Z miłością.

Uprzedzam pytania: nie będziemy tej metody stosować zawsze. Dopalacze to nie czekolada. Ale to chyba najlepsza metoda, gdy w domu masz małego terrorystę uzbrojonego w granat z napisem „bunt dwulatka”, z którym ciężko negocjować, bo średnio gada, a w mózgu ma dwie małe kuleczki, które tylko czasem na siebie wpadają. To co warto w tym miejscu zapamiętać: szczęśliwe dziecko, to szczęśliwi rodzice.

Choć początkowo nie byłem przekonany do takiej zmiany, bo który facet w wieku chrystusowym ma ochotę się zmieniać skoro wszyscy jesteśmy piękni i zajebiści, to postanowiłem, że tym razem spróbuję. Czasem warto zmienić swoje przekonania nawet o 180 stopni. Często wychodzi z tego wiele dobrego mimo początkowych wątpliwości.

Pewnie zastanawiacie się, czemu tak postępowałem? Otóż traktowałem Miecia jak w pełni rozumne, mądre dziecko albo dorosłego. Wiedząc, że jest bardzo mały, jednocześnie oczekiwałem od niego roztropnego zachowania, a każdą niesubordynację odbierałem jako złośliwość podszytą premedytacją. Postanowiłem, że z uporem maniaka wychowam go tak, jak chcę. Już teraz. A tymczasem to on musiał wychować mnie…

Krąży po Internecie jeszcze jeden fajny cytat. Tym razem naprawdę mądry, bo noblisty Bertranda Russella: „To smutne, że głupcy są tak pewni siebie, a ludzie mądrzy tak pełni wątpliwości.” Nie wiem jak wy, ale ja na każdym kroku mam wątpliwości odnośnie swoich decyzji i postępowania. I myślę, że dobrze je mieć…

ojciec




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x