Homo+Homo=niewiadomo

Książeczka dla dzieci, która ma uczyć od najmłodszych lat tolerancji i otwartego umysłu. Oto Roy i Silo – dwa samce pingwinów maskowych z Central Park ZOO w Nowym Jorku zostają tatusiami, co nie umyka uwadze mediów na całym świecie. Oba pingwiny żyją w parze [w sumie 6 lat], tworzą wspólne gniazdo i zaczynają wysiadywać kamień. Pracownicy ogrodu podmieniają kamień na jajo innej pary pingwinów, która wysiadując już jedno jajo, nie jest się w stanie opiekować drugim. Na świat przychodzi samiczka Tango, którą obaj tatusiowie z powodzeniem wychowują. „Z Tango jest nas troje” to książeczka autorstwa Justina Richardsona i Petera Parnella z ilustracjami Henry’ego Cole’a, która zdobyła wiele nagród, ale również wzbudziła niemało kontrowersji, podlegając wielokrotnie cenzurze i zostając najczęściej kwestionowaną książką roku 2006, 2007 i 2008 według Stowarzyszenia Bibliotek Amerykańskich [za Wikipedią]. Gdy obserwuję jednak świat dookoła, nachodzi mnie refleksja, że jej lektura przydałaby się wielu dorosłym. Jako przyczynek do dyskusji i zmiany w sposobie myślenia.

No bo właściwie czy pary homoseksualne powinny móc adoptować dzieci? W mojej ocenie tak, tak i jeszcze raz tak. W ogóle uważam, że to pytanie jest błędnie sformułowane. Bo przy posiadaniu dzieci ważne są cechy osobnicze danego rodzica, a nie jego orientacja seksualna. W wielu krajach już od ponad trzydziestu lat prowadzi się badania na temat funkcjonowania rodzin homoseksualnych oraz wpływu orientacji seksualnej rodziców na rozwój dziecka. W żadnym z tego typu badań przeprowadzanych zarówno w Stanach, jak i w Europie, nie wykazano znaczących różnic pomiędzy dziećmi wychowywanymi w rodzinach homo i heteroseksualnych. Pytanie, które często stawiają osoby podchodzące sceptycznie do kwestii rodzin homoseksualnych i adopcji przez nich dzieci jest następujące: czy wychowywane w takich rodzinach dziecko również będzie gejem lub lesbijką? Zauważcie, że już w tym pytaniu jest coś niepokojącego. Ponieważ obawa w nim wyrażona określa ludzi homoseksualnych jako tych gorszych od heteroseksualnych. W dodatku żadne z dostępnych wyników badań nie wykazują tego typu korelacji, ponieważ orientacja seksualna rodziców nie ma wpływu na orientację dziecka [w końcu większość homoseksualistów spłodzili heteroseksualiści]. Wychowanie w rodzinie homoseksualnej nie wpływa też negatywnie na rozwój społeczny, poznawczy czy emocjonalny. Zatem te dzieci są zupełnie „normalne”. Piszę o tym, ponieważ wielu ludzi ma z tym problem. Problem z akceptacją nie tyle związków homoseksualnych, co prawa do adopcji przez nich dzieci.

Z Tango jest nas troje

Pochodzę z małej, bardzo biednej wsi mazurskiej i w swoim życiu naoglądałam się sporo rodzinnej patologii. Mówię tu szczególnie o wszechobecnym alkoholizmie, który niósł za sobą cały bagaż jednoznacznie złych zachowań, emocji i doświadczeń. Ci ludzie żyli często w przykładnych, katolickich rodzinach, gdzie tata regularnie prał mamę i dzieci, a w niedzielę bogobojnie bił pokłony przed najświętszą eucharystią siedząc w pierwszej ławce. Nad prawem do posiadania dzieci przez takie rodziny nikt nie dyskutuje. Bo oni są „normalni”. Tak jak „normalne” jest ciągle pokutujące w społeczeństwie przeświadczenie, że „jak się kobiety nie bije, to jej wątroba gnije” albo to, że klaps to nie bicie… Tymczasem w naszym zakłamanym społeczeństwie dopuszczającym na każdym kroku patologie w rodzinie i nieustannie przymykającym na nie oko, odmawia się prawa do adopcji dzieci parom homoseksualnym, używając przy tym argumentów krzywdzących i nieprawdziwych.

Pamiętajmy, że homoseksualizm to nie choroba. Pary homoseksualne niejednokrotnie muszą walczyć o to, by być razem, o akceptację społeczną i o to, by móc stworzyć normalną rodzinę, nie mając przy tym prawa do legalnej adopcji dzieci. Mimo iż mądre głowy i badania przeprowadzane od wielu lat nie widzą ku temu żadnych przeciwwskazań.

Nie jest też tak, że jeśli damy prawo parom gejów i lesbijek do adopcji dzieci, to oni pędem polecą do domów dziecka. Nie każdy jest gotowy na dziecko i nie każdy chce je mieć. Zupełnie tak jak w przypadku par heteroseksualnych. Poza tym adopcja jest procesem długotrwałym i niezwykle trudnym już teraz, dla par heteroseksualnych. Uważam jednak, że musimy dać prawo dwóm mamusiom lub dwóm tatusiom do adopcji dzieci. Jako wyraz poszanowania dla równości, tolerancji i miłości. Wartości absolutnie najważniejszych w życiu każdego człowieka.

Jeśli ciągle nie jesteście przekonani, koniecznie przeczytajcie prawdziwą historię opisaną w książce dla dzieci „Z Tango jest nas troje”. O radości Roy i Stilo. O tym, jak dwóch panów pingwinów wysiedziało sobie małą Tango. To dobry początek dla zmian w naszym sposobie myślenia o tym, rozgrzewającym opinię publiczną, problemie.

Z Tango jest nas troje




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x