Czym zaskakuje nas macierzyństwo? Zbiór plusów i minusów, który powinna przeczytać każda obecna i przyszła mama

Na naszym spotkaniu z Wami poprosiłam Was, abyście na niewielkich karteczkach w kształcie gołąbków, wypisały wszystko, to co Was zaskoczyło w macierzyństwie. Na jednej stronie, to co okazało się zaskoczeniem pozytywnym, a z drugiej, to co negatywnie Was zaskoczyło. Do domu wróciłam z całym pudłem Waszych karteczek i trochę mi to zajęło, żeby zebrać je i usystematyzować. Ale dzięki Wam powstało coś naprawdę niezwykłego. Uważam, że powinna to przeczytać każda przyszła mama, bo znajdzie tu wszystko, to co czeka ją po tym, jak zostanie mamą. Ale powinna to też przeczytać każda mama, bo dzięki temu zbiorowi Waszych wypowiedzi, przekona się, że w gruncie rzeczy wszystkie jesteśmy takie same. Martwią nas i cieszą te same macierzyńskie sprawy. Ale z tego tekstu płynie też inny morał. Każda z nas jest najlepszą mamą dla swojego dziecka, choć żadna z nas nie jest ideałem. Bo nie ma czegoś takiego jak jedna jedyna, perfekcyjna i nieomylna mama. Zawsze marzyło mi się przeprowadzenie takiej akcji, a udało mi się to dzięki pomocy marki Baby Dove, z którą działamy wspólnie już od ponad roku i która jak żadna inna kocha i wspiera wszystkie mamy bez wyjątku. Jesteście ciekawe czym zaskakuje nas macierzyństwo?

Czym pozytywnie zaskoczyło mnie macierzyństwo?

„Porodem! A dokładnie tym, że tak szybko dochodzimy do siebie. Opowieści o porodzie okazały się bzdurą”.
Każdy poród jest inny i nie ma co przywiązywać się do mrożących krew w żyłach historii z Internetu. Osobiście przeżyłam i cesarkę, i poród naturalny. Ten drugi w moim przypadku był tym lepszym, ale to nie znaczy, że po cesarce mam jakąś traumę. Wręcz przeciwnie. Dopóki nie urodziłam naturalnie, byłam chodzącą reklamą cesarki. Nie ma na to reguły, nie wolno też nastawiać się negatywnie. Jak widzicie, są na świecie mamy, które poród wspominają bardzo dobrze.

„Karmieniem! Okazało się, że to wcale nie było ani bolesne, ani trudne. A przy tym ta więź z dzieckiem”.
Osobiście nie mam tak różowych wspomnień z samych początków karmienia, ale tak czy siak, bardzo dobrze wspominam ten czas i często za nim tęsknię. Karmienie to ogromna wygoda i niezwykła więź z dzieckiem. Jeśli już przyjdzie czas na trzecie dziecko, to również chciałabym je karmić piersią.

„Ta silna więź z dzieckiem, to że można kogoś tak bardzo kochać, dopiero kiedy urodziłam dziecko, poznałam czym jest prawdziwa bezinteresowna miłość. Ogromna i bezwarunkowa miłość, której nie doświadczyłam nigdy wcześniej, a myślałam że nigdy nie stracę głowy dla dziecka”.

Na tę miłość nie można się wcześniej przygotować. Ani czytanie książek, ani obserwowanie relacji mam z dziećmi nie daje nawet namiastki tego, co dzieje się po tym, jak w naszym życiu pojawia się dziecko. Też byłam z tych mam, które zakładały, że raczej nie oszaleją na punkcie własnego dziecka, a jednak. I choć w pierwszych miesiącach bardzo przeczołgał mnie Baby Blues i na miłość do dziecka musiałam trochę poczekać, to dziś uważam, że nie ma silniejszej więzi niż ta między matką i dzieckiem.

„Radość, jaką dają dzieci, uśmiech dziecka wynagradza wszystko”.

To jest taki argument, który nie wymaga rozwinięcia, choć dopóki nie byłam mamą trochę nie rozumiałam zachwytów nad uśmiechem dziecka. Dziś mogę mieć nawet najbardziej ponury dzień, a jeden uśmiech Miecia i Zyzia sprawia, że wszystko co złe odchodzi w niepamięć.

„Przespane noce, choć wszyscy straszyli, że przez pierwsze kilka lat nie prześpię ani jednej w całości”.

I tu znów mamy przykład na to, że nie ma reguły w macierzyńskim świecie. Mnie pierwsze miesiące bardzo przeczołgały pod kątem niewyspania się i zmęczenia, ale chłopaki stosunkowo szybko zaczęli przesypiać całe noce. Mimo to ciężko wspominam tamten czas.

„Najbardziej zaskoczyło mnie to, że kobieta staje się niezwykle silna, nagle okazuje się , że jest w stanie zrobić dużo więcej, niż by się mogło wydawać.”

Ile w tym zdaniu jest racji, wiem tylko ja i cała rzesza matek na całym świecie. Czasami tylko zastanawiam się, jak mogłam kiedyś dzielić włos na czworo i przejmować się sprawami które tak naprawdę nie powinny zaprzątać mojej głowy. Macierzyństwo hartuje i wspaniale układa priorytety w życiu. Dopóki nie mamy dziecka nasze życie może układać się naprawdę różnie i bardzo często jest ono wynikiem przypadku, zbiegu okoliczności, ale jeśli będąc matką odniesiesz sukces na miarę swoich możliwości, to nigdy to nie będzie dziełem przypadku. Matki to w mojej opinii najbardziej zdeterminowana i najlepiej zorganizowana grupa społeczna. Pisałyście, że dzięki dziecku rzuciłyście korpo, że to dziecko udowodniło wam, że jesteście w stanie funkcjonować bez snu. Czy potrzebne są lepsze dowody na naszą siłę?

„To, że można kogoś tak bardzo kochać. Dopiero kiedy urodziłam dziecko, poznałam czym jest prawdziwa, bezinteresowna miłość”.

Kiedyś koleżanka napisała mi coś takiego: dla mojego męża polecę po piwo do sklepu, jeśli mnie o to poprosi, a dla dziecka dam radę nawet po gwiazdę z nieba, jeśli zapragnie. To jest właśnie ta miłość.

„To, że dziecko scaliło nasz związek”.
Tu dziecko potrafi działać na dwa sposoby. Albo przybliża, albo oddala. Rzadko kiedy relacja damsko-męska pozostaje nietknięta. Dlatego tak ważne jest dbanie o czas tylko we dwoje. Trudne, ale do zrobienia. Ważne też, żeby nie patrzeć na swój związek tylko przez pryzmat słowa „rodzina”, bo kiedyś dziecko wyfrunie z gniazda i może pojawić się problem.

„Łatwość rezygnacji z wielu przyzwyczajeń”.
Dla dziecka jesteśmy w stanie zmienić w naszym życiu wszystko i potrafimy to robić bez żalu. Ważne jest jednak, by w tym wszystkim nie zapominać o sobie. A to jest nie lada wyzwanie.

„Nie wiedziałam że mam taką intuicję!”
Ja też tego nie wiedziałam. W pierwszych miesiącach czułam się zagubiona, ale później coraz pewniej budowałam macierzyństwo na własnych zasadach. Testowałam różne rozwiązania i wybierałam te, które dla nas były optymalne. Nie słuchałam rad innych a swojego wewnętrznego głosu. I wiecie co? Dopiero wtedy poczułam, że macierzyństwo zaczęło sprawiać mi frajdę.

„Przeżywanie dzieciństwa i odkrywanie świata po raz drugi!”
Na spacerach śpiewam z chłopakami na cały głos. Na placu zabaw zjeżdżam na zjeżdżalni i tarzam się w trawie. Składam klocki, lepię z ciastoliny, tańczę do dziecięcych piosenek. Kiedyś zresztą pisałam Wam o tym cały długi tekst. Dla mnie, to jeden z tych najpiękniejszych aspektów macierzyństwa.

„Więź ojca z dziećmi”.
Nie możemy przecież wszystkiego rozpatrywać tylko przez pryzmat bycia mamą. Janek odkąd jest tatą, zmienił się nie do poznania. Stał się bardziej wrażliwy, pogodny i zdecydowanie częściej niż kiedyś uśmiecha się. Złagodniał. Dzieci dały mu to, czego brakowało mu do pełni szczęścia.

Czym negatywnie zaskoczyło mnie macierzyństwo?

„Oddalenie się od partnera”.
Tak jak pisałam parę zdań wcześniej, nie da się zachować identycznej relacji z partnerem, jak ta sprzed dziecka. Oddalamy się od siebie, ale ważne jest to, by nigdy nie zniknąć sobie z horyzontu. Przyjdzie czas na to, by znów być bliżej siebie.

„To, że dzieciom nie kończy się energia i chodzą spać po 23, nawet jeśli mają 2 lata, że wytrzymuje bez spania dłużej niż rodzice”.
Dla mnie to też jest zaskakujące. Często, gdy ja szuram już nosem o ziemię ze zmęczenia, oni szaleją w najlepsze. Z własnego dzieciństwa pamiętam, że byłam dokładnie taka sama. Zatem chyba po prostu musimy to przetrwać.

„Ten strach o dziecko, kiedy zachoruje. Nigdy o nikogo nie martwiłam się tak bardzo”.
To przytłaczało mnie na początku najbardziej. Nie radziłam sobie z tym lękiem do momentu, kiedy nie zaczęłam o nim głośno mówić. Kiedy okazało się, że jest to naturalną częścią macierzyństwa jakoś tak raźniej mi się zrobiło, że nie jestem w tym sama.

„Brak czasu dla siebie to, że trochę potrzeby matki znikają na jakiś czas”.
To było dla mnie bardzo trudne. Pamiętam, jak na samym początku próbowałam siłą wyszarpać szczątki starego życia dla siebie. Zamykałam się w łazience, wychodziłam na zakupy spożywcze, żeby choć chwilę pobyć sama ze sobą. Pierwszy raz do fryzjera poszłam gdy Miecio miał 5 tygodni. Dziś mnie to trochę śmieszy, bo nie potrzebuję już autonomii, by czuć się szczęśliwą i spełnioną. Przestałam się szarpać z życiem. Całą energię poświęciłam na godzenie bycia mamą z moimi własnymi potrzebami. Da się!

„Nieprzespane noce”.
Na początku mocno mnie przeczołgały. Czułam się jak więzień na torturach. Brak snu i sen przerywany to było dla mnie na początku najgorsze doświadczenie z całego macierzyństwa. Wszystko inne było do zniesienia. Na szczęście czas mocno koryguje takie wspomnienia, dlatego dziś nie mam z tego powodu żadnej traumy. Było, minęło.

„Bunt dziecka w najmniej oczekiwanych momentach, testowanie rodziców. Poczucie bezradności, bezsilność, nie wiedziałam ile negatywnych emocji we mnie siedzi. Nikt nigdy nie wyprowadzał mnie tak z równowagi”.
Znam te wszystkie uczucia aż za dobrze. Dopadają mnie bardzo często. Niestety macierzyństwo to również takie sytuacje, nad którymi my rodzice nie mamy pełnej kontroli. Można czytać podręczniki i radzić się specjalistów, ale kiedy już stajemy w obliczu takiej sytuacji to i tak emocje robią swoje. Spokój, tylko spokój nas może uratować.

„Karmienie piersią, ból, krew i łzy. Trzy miesiące masakry”.
Widzicie? Nie każda z nas karmienie wspomina jako najpiękniejszy czas. Dla niektórych z nas to była droga przez mękę. Dlatego nie wolno nam wzajemnie się oceniać. Każde macierzyństwo jest inne i w tym tkwi, jest wyjątkowość.

„To, że nie mogę iść sama do toalety, ciągły brak czasu na WC”.
Prozaiczne? Bynajmniej! Brakuje nam tego czasu sam na sam nawet w takich prostych sytuacjach jak wizyta w toalecie.

„Czuję, że non stop jestem w pracy, niezła orka fizyczna i psychiczna”.
Ciągle nie rozumiem, dlaczego rok spędzony z dzieckiem w domu nazywany jest URLOPEM macierzyńskim. Pamiętam jak bardzo marzyłam, żeby wrócić do pracy. Żeby trochę odpocząć. Żeby wymasować mózg, spotkać się z innymi ludźmi. A tu praca, ciężka praca, za którą nikt nam ani nie da premii, ani nie wyśle w delegację.

„To, że ten czas tak szybko ucieka”.
To jeden z tych powodów dla których kiedyś na bank zdecyduję się na trzecie dziecko. Już teraz tęsknię za zapachem noworodka, za karmieniem piersią, za przytulaskami. Za pierwszymi krokami, za pierwszym uśmiechem. Wszystkie te chwile i wspomnienia warte są całego tego zachodu, tych łez, tych chwil bezsilności i zwątpienia.

„Wieczny, niekończący się bałagan.”
Czasami zastanawiam się, czy jest jeszcze sens sprzątać. A tak zupełnie serio nauczyłam się akceptować rozgardiasz wokół siebie, ważniejsze jest dla mnie to by chłopcy byli spełnieni i szczęśliwi, a nie to żeby podłoga lśniła na błysk. Poza tym nauczyłam się ogarniać rzeczywistość wokół siebie, tak żeby wyglądała na akceptowalną.

Większość tych odpowiedzi powtarzała się na Waszych karteczkach, a to oznacza tylko jedno- jesteśmy bardzo podobne do siebie mimo, że często dzieli nas tyle spraw. Łączy nas miłość i troska o nasze dzieci. I to widać w tym, co napisałyście.

macierzyństwo

Partnerem postu jest Baby Dove.
Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x