500+ – co z tym hajsem zrobić?

Założenie jest takie: dzięki dwóm zbiegom okoliczności – narodzinom twojego potomstwa i dojściu PiS do władzy, twoje dzieci stają się beneficjentem programu 500+. Do tej pory całą rodziną radziliście sobie bez tych pieniędzy, więc stajecie przed nie lada wyborem: przejeść, przepić i przepalić, czy może zainwestować w swoje dziecko? Z jednej strony można podnieść sobie nieco standard życia, wyjechać na wakacje, kupić nowe auto, spłacić szybciej kredyty. Z drugiej strony, skoro dotychczas radziliście sobie jakoś to znaczy, że spokojnie możecie te pieniądze przeznaczyć na potrzeby swojego dziecka, leżące nieco wyżej niż podstawa piramidy Maslowa. Czyli nie na jedzenie, picie i pieluchy. No to na co?

Oszczędzanie. Nie ziewajcie. Wiem, najnudniejsze, co można polecić. Leży ta kasa nie wiadomo gdzie i nic z nią się nie robi. A jednak gdy twoje dzieci skończą 18 lat dzięki programowi 500+ i pod warunkiem, że będzie kontynuowany przez kolejne lata, uzbierasz dla dzieci w sumie 108 000 złotych (przez 18 lat) bez odsetek przy jednym dziecku otrzymującym 500+. To kwota w sam raz na wkład własny na mieszkanie. A nie ma nic przyjemniejszego, niż pozbyć się tych małych darmozjadów z domu. Żartuję oczywiście, ale skok na głęboką wodę to często dla dzieci świetny impuls do usamodzielnienia się, który potem bezpośrednio przekłada się na ich życiowe osiągnięcia. Wierzcie lub nie, ale z mojego otoczenia najwięcej osiągnęli ci, którzy na tę głęboką wodę samodzielności zostali rzuceni lub rzucili się sami. I to dość wcześnie.

Przy bardziej agresywnym modelu inwestowania oszczędzanych pieniędzy po 18 latach możesz uzbierać dla dzieci kwotę znacznie przekraczającą wspomniane 108 000 złotych.

Taka zaoszczędzona okrągła sumka to również świetny zastrzyk finansowy dla młodego przedsiębiorcy. Ryzykowne? Owszem. Ale podobnie jak to jest w badaniach naukowych, gdy brak wyniku też jest wynikiem, tak w przypadku biznesu porażka jest immamentną częścią sukcesu. Twoje dziecko może się dzięki temu wiele nauczyć, a ty w przyszłości zamiast liczyć na ZUS, będziesz mógł liczyć na swoje dziecko, gdy już zostanie drugim Jobsem i będzie nieprzyzwoicie zamożne. Niestety niewielu rodziców wspiera biznesowe aspiracje swoich dzieci, a szkoda.

Kursy, sport, pasje, języki. Jeżeli nie lubisz gdy pieniądze leżą, możesz je zacząć od razu wydawać na dzieci, o ile mają odpowiedni wiek do wymienionych powyżej aktywności. Jeżeli masz zapalonego piłkarza, zapisz go do szkółki piłkarskiej. Maleństwo ma niezłe wyczucie rytmu? Zapisz go do szkoły tańca. Ładnie śpiewa? Może lekcje śpiewu. Dziecko uwielbia jeździć na nartach? Szkol je w tym kierunku. Mam co najmniej kilkoro znajomych, którzy dzięki sportowej pasji zaszczepionej przez rodziców w dorosłym życiu zarabiali na utrzymanie, będąc trenerami narciarstwa, tenisa czy łyżew. Pomijam wspaniałe skutki uboczne uprawiania sportu, jakimi są zdrowie, kondycja, wyuczona systematyczność czy wytrwałość.

Języki – to też świetny sposób na zainwestowanie 500+. Ale tu mała uwaga. Sam uczyłem się trzech języków obcych, mam znajomych, którzy władają kilkoma językami całkiem płynnie. W praktyce, o ile nie pracujesz w danym kraju lub z danym językiem na co dzień, wszystko sprowadza się do języka angielskiego. Także doskonała znajomość angielskiego w wieku kilkunastu lat to najlepszy prezent, jaki możesz podarować swojemu dziecku. To naprawdę wiele daje. Otwiera świat, nie tylko ten prawdziwy, gdy go zwiedzasz, ale również internetowy. Można uczyć się nowych rzeczy, wymieniać myśli i poglądy, poznawać nowych ludzi z całego świata.

Prócz wydatków mniej namacalnych, jak np. nauka języków, można też spożytkować 500+ na wydatki bardziej namacalne. Doskonałym zakupem może być komputer. I oczywiście nie mam na myśli gier, choć najlepsi gracze potrafią przekuć swoją pasję w pracę przynoszącą zawrotne zarobki. To jednak zajęcie dla naprawdę najlepszych w tym fachu. My zejdźmy na ziemię. W naszym kraju i w całej Unii Europejskiej brakuje rąk do pracy w ciągle dynamicznie rozwijającej się branży IT. Jeżeli twoje dziecko nauczy się programować i będzie w tym dobre, pracę ma zagwarantowaną. I nikt go nie zapyta o dyplom uczelni. Wystarczy solidne portfolio i umiejętności.

Przykład z mojego życia: pochodzę z niezbyt zamożnej rodziny. Gdy poszedłem do liceum, mama sprzedała nienoszoną przez siebie złotą biżuterię, by móc kupić mi komputer. Zawsze gdy to wspominam, wzruszam się. I choć wtedy trochę się cieszyłem, a trochę smuciłem, że mama wypruwa sobie żyły dziś wiem, że tą decyzją ustawiła mnie na resztę życia. Komputery stały się moją pasją i wcale nie chodzi o granie. Nauczyłem się ich budowy. Na studiach zarabiałem całkiem okrągłe sumki naprawiając je ludziom. Miałem własną kasę na swoje potrzeby. A nie ma przecież takiej kasy, której student nie wyda. Potem poszedłem w Internet. I tak oto czytacie sobie tego bloga. Jak widzicie na brak zajęć nie narzekam. Teksty, zdjęcia, filmy… no właśnie… a może zdjęcia? Zdjęcia robi teraz każdy, ale dobre zdjęcia niewielu. Wspaniała pasja, która może stać się sposobem na życie i zarobek. Ja pierwsze zdjęcia robiłem w wieku 7 lat. Ja widzicie, nadal je robię i jeszcze mi za to płacą. Może wasze dziecko również będzie tak zarabiać na życie… Aparat, obiektywy, dodatkowy sprzęt – to wszystko sporo kosztuje, ale w przyszłości może zwrócić się z nawiązką.

Jeżeli w waszym gospodarstwie domowym jest spora nadwyżka finansowa możecie połączyć tę nadwyżkę z pieniędzmi z 500+ i już teraz kupić dziecku mieszkanie. Jedna jest rzecz na Ziemi, której więcej raczej nie będzie – ziemia. Dlatego inwestowanie w nieruchomości jest bezpieczne, mądre, a poza tym zapewnia absolutną podstawę egzystencji – dach nad głową. Dla siedmiolatka kasa wydana na mieszkanie to będzie cios w nos, ale dwadzieścia lat później będzie wam tak wdzięczny, że nie będzie wiedział, w co was całować. A jak wyjedzie z kraju? Nie ma problemu – sprzeda mieszkanie lub je wynajmie. Mieszkania rzadko tracą na wartości w przeciwieństwie do na przykład auta.

Polisa posagowa. Może się składać z części inwestycyjnej i ochronnej. Z jednej strony pozwala oszczędzać pieniądze dla dziecka jak na koncie oszczędnościowym, z drugiej strony ubezpiecza rodziców dziecka na wypadek ich śmierci. W takim przypadku dziecko otrzymuje pieniądze z ubezpieczenia. Prosty sposób na zabezpieczenie przyszłości dziecka.

Rodzinny fundusz bezpieczeństwa – to też doskonały pomysł. Z reguły żyjemy od pierwszego do pierwszego, ale rozsądnie jest, gdy mamy oszczędności pozwalające przeżyć nam w razie utraty źródła utrzymania lub możliwości zarobkowania mniej więcej pół roku. W życiu zdarzają się różne przypadki: choroba, wypadek, utrata pracy. Taki rodzinny fundusz bezpieczeństwa pozwala wszystkim domownikom skupić się na rozwiązaniu problemu bez obawy o to, za co będą żyli w czasie kolejnych tygodni czy miesięcy. Jako rodzice będziecie spokojniejsi, a tym samym spokojniejsze będą wasze dzieci.

Artykuł powstał w ramach akcji edukacyjnej na temat oszczędzania, której partnerem jest BGŻOptima.

500+

Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x