5 obrzydliwych rzeczy, które robią matki

Rodząc dzieci nabieramy grubej skóry. Wystarczy kilka tygodni z bobasem, a my stajemy się niezniszczalne. Złamany paznokieć czy oczko w rajstopie nie jest już w stanie wyprowadzić nas z równowagi. Ta nasza bezkompromisowość czasami zwodzi nas na manowce. Zapominamy, że wokół nas są inni ludzie, których to co robimy może zwyczajnie obrzydzać. Kiedyś bulwersowały mnie takie zachowania, dziś przechodzę wobec nich obojętnie. Tylko matka matkę zrozumie.

Wiadomo, bycie mamą to ciężka harówa. Ale to nie będzie kolejny artykuł o tym, jak nam matkom jest w życiu ciężko. Dziś o tym, że każda mama czasem chodzi na skróty, i że w sumie to nam wolno, bo jesteśmy grupą uprzywilejowaną. Choć komuś z zewnątrz to co robimy może wydawać się obrzydliwe.

Mycie śliną

Zapamiętane z własnego dzieciństwa. Stosowane najczęściej przed jakąś ważną konfrontacją. Na przykład przed wizytą u lekarza. Wyobraźmy sobie bowiem taką sytuację, że właśnie siedzimy w poczekalni przed wizytą kontrolną u pediatry. Przyszłyśmy sprawdzić czy nasze dziecko rozwija się poprawnie. Sprawdzić, a może nawet bardziej pochwalić się tym, jakiego szkraba na schwał udało nam się „wyhodować”. A tu okazuje się, że nasze dziecko zostawiło sobie na później trochę kaszki ze śniadania na policzkach. Co więc robić? Każda wprawiona w bojach mama, nie myśląc długo, naślini swój palec i niczym myjka ciśnieniowa pozbędzie się zabrudzeń w mgnieniu oka. Starsze dzieci wzbraniają się przed tą formą toalety, ale młodszym jest wszystko jedno. Przyznaję bez bicia: sama dopuściłam się kilka razy tego czynu.

Wkładanie ręki do pampersa
A jeśli nie ręki to chociaż paluszka. A jeśli nie paluszka to chociaż zsunięcie dziecku spodenek, podniesienie pociechy na wysokość oczu i sprawdzenie czy w pieluszce nie ma niespodzianki. Takie zachowanie u osób nam towarzyszących może wywołać zgorszenie lub co gorsza torsje. Szczególnie jeśli zrobimy to w  restauracji, a zaraz po tym ochoczo sięgniemy po frytki. Sytuacja z życia wzięta. W sensie zaobserwowana.

Wysadzanie dziecka w miejscach bardzo uczęSZCZANYCH
Bo że publicznych to chyba jest oczywiste. Kolejna zaobserwowana sytuacja: idąc na trening musiałam szerokim łukiem ominąć mamę, która postanowiła na środku chodnika wysadzić córeczkę, bo tej zachciało się siusiu. Z chłopcami jest łatwiej bo mogą obsikać pobocze, czy inne murki… obszczymurki… My stosujemy papierowe nocniki jednorazowe albo szukamy miejsc, w których nikt nas nie nakryje.

Przeżuwanie jedzenia
Nie dla siebie, dla dziecka. Obiecałam sobie, że nigdy tego nie zrobię, ale długie lata macierzyństwa jeszcze przede mną i Bóg jeden wie, co jeszcze przyjdzie mi do głowy. Ze swojego dzieciństwa pamiętam jednak, że było to dość częste zachowanie mam. W tym również mojej. Ale wtedy nie było blenderów i innych rozdrabniaczy, Mniej okrutną formą tego samego zjawiska jest nadgryzanie, np. banana, żeby dziecku łatwiej było wydzielić porcję. Z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się to… fuj.

Dojadanie resztek, również tych przyklejonych do dziecka
My matki robimy to automatycznie. Nie zastanawiamy się nad tym. Kawałek kabanosa leżący pod stołem – haps. Chrupek kukurydziany przyklejony do rękawa dziecka – haps. Resztki serka na stoliczku do karmienia – haps. Niedojedzony cukierek, nadgryziony batonik – haps, haps. A później zdziwko, że polecenia Ewy Chodakowskiej nie działają.

Jeszcze kilka lat temu opisane powyżej sytuacje wydawały mi się tak abstrakcyjne, że nie poświęciłabym im nawet pół zdania. Dziś sama jestem mamą i wiem, że cel uświęca środki. Można zatem pójść z dzieckiem do toalety, rozebrać je i sprawdzić czy w pieluszce czeka na nas coś niespodziewanego, ale po co mamy się odrywać od fascynującej rozmowy albo co gorsza czekać w kolejce do toalety. Mogłoby okazać się, że w pieluszce nic nie ma, a wtedy wyszłoby, że całe nasze działanie poszło na marne. A my matki potrafmy optymalizować czas. Jak nikt inny. 🙂

matki




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x