Historia żółtego rowerka

Mam taki swój mały rytuał, który powtarzam przynajmniej raz w roku. Wyciągam wszystkie albumy ze zdjęciami i wracam pamięcią do czasów dzieciństwa. Wspominam momenty, zapachy, ludzi, emocje. W głębi duszy jestem ckliwą romantyczką.

Od pewnego czasu w Internecie panuje moda na odtwarzanie zdjęć z przeszłości. Na pewno widzieliście już takie zdjęcia: „Kiedyś i dziś”. Stwierdziłam, że to zadanie idealne dla takiego wspomnieniowego terrorysty jak ja i również podejmę się odtworzenia jednego zdjęcia z mojego dzieciństwa. A chwilę potem pojawił się dylemat. Które zdjęcie zrekonstruować? Ciężko mi było zdecydować się na wybranie jednego kadru z mojego dzieciństwa, ale finalnie mój wybór padł na zdjęcie w niebieskim dresie, na żółtym rowerku. Moja mama do dziś wspomina dzień, w którym zostało zrobione to zdjęcie. Zawsze podkreśla, że to był ostatni dzień mojej nieskazitelnej buzi. Nigdy nie byłam dobra w sporty ekstremalne. Szczerze, to w żadne sporty nie byłam dobra, bo od dziecka byłam typem królewny z drewna. Bardziej fascynowało mnie strojenie się i zaplatanie warkoczy moim lalom, niż skakanie po trzepaku. Ale rower – to była zupełnie inna historia. Na rowerze musiał umieć jeździć każdy, bez względu na płeć czy wiek. Tym na moim podwórku zdobywało się estymę. Długo zwlekałam z przesiadką z rowerka trzykołowego na dwukołowy. Ten żółty, dostałam w spadku po czwórce moich kuzynów, którzy swoje pierwsze kroki, a może raczej koła, stawiali na tymże pojeździe. Później przyszła kolej na mnie. I pewnie w życiu nie opowiedziałabym wam historii żółtego rowerku gdyby nie wydarzenia pewnej, nie różniącej się niczym od innych, soboty. Wybrałam się z kolegami z podwórka na pobliską górkę, żeby się trochę pościgać. Że też nikt nie odwiódł mnie wtedy od tego pomysłu. Ja, mała dama, żółty rowerek ze styranymi hamulcami i kamienista górka. To nie mogło się skończyć dobrze. Moja mama przez uchylone w kuchni okno usłyszała mój płacz. Nie przejęła się zbytnio, bo nie była to pierwsza kraksa w moim życiu. Jednak to co zobaczyła kiedy stanęłam w progu mieszkania przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Połamane okulary, pod okiem limo nabite przez rączkę kierownicy, policzek starty do krwi i pełno gałęzi we włosach. Musiałam wyglądać kuriozalnie.

Ten i kilka innych wypadków z dzieciństwa zostawiło na mojej twarzy drobne pamiątki. Na wszystkie z nich patrzę dziś z pełną akceptacją, choć jak przystało na kobietę, która lubi ładnie i estetycznie wyglądać, nie zawsze lubię je pokazywać. Dlatego na co dzień, nawet wychodząc na spacer z dzieciakami, robię sobie delikatny dzienny makijaż, który ukrywa co nieco. Ciężkie i mocno kryjące pudry zostawiam sobie na wieczorne wyjścia i sesje zdjęciowe. Przy makijażu codziennym stawiam na naturalny wygląd i optymalne nawilżenie, ale też nie zapominam o ochronie przeciwsłonecznej. Zwłaszcza, że spacerując potrafię spędzić nawet trzy godziny na słońcu. Lubię, kiedy koloryt mojej skóry jest wyrównany, ale doceniam to, że mimo podkładu wygląda naturalnie. Taki efekt „makeup no makeup”. Rekonstruując zdjęcie z żółtym rowerkiem zależało mi na odtworzeniu naturalnego wyglądu cery jeszcze sprzed feralnej soboty. Ale nie chciałam zbyt mocnego makijażu, bo przecież cera miała nawiązywać do dziecięcej witalności. Tu z pomocą przyszedł mi nowy podkład Estée Lauder Nude Water Fresh Makeup SPF30, który jest właśnie takim podkładem na co dzień. Idealny dla kobiet, które lubią zacząć dzień od delikatnego makijażu podkreślającego urodę, ale ukrywającego niedoskonałości czy pamiątki z dzieciństwa. Poza tym tak delikatny podkład pozwala nam czuć się pewnie w każdej sytuacji. Jego płynna konsystencja idealnie rozprowadza się po skórze i sprawia, że makijaż wygląda jakby go w ogóle nie było. Jeśli wiec szukacie podkładu o lekkiej, nawilżającej konsystencji i satynowym wykończeniu i z przyzwoitym filtrem ochronnym (SPF30) to Estée Lauder Nude Water Fresh Makeup SPF30 jest da Was. Mój kolor to 1N2 Ecru. Tu sprawdzony sklep, w którym możecie go kupić (klik).

A teraz, coś na co z pewnością czekacie. Oto rezultat naszej wycieczki w czasie do lat 90tych. Jest też sporo zdjęć z przygotowań. Czy ostrzegłabym tamtą dziewczynkę przed zbliżającą się sobotą i wypadem na przejażdżkę rowerową? Nie! Bo takie wydarzenia są kwintesencją każdego dzieciństwa. Nawet jeśli z natury bliżej nam do księżniczki niż do łobuziary.

Estee Lauder Nude

Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x