Dotykiem mnie kochaj

Jan wysłał mnie wczoraj na masaż. Pierwszy raz od miliona lat.  Prawdę powiedziawszy to na takim kompleksowym masażu byłam dwa razy w życiu. Za każdym razem wysyłał mnie małżonek. Za każdym razem po moim marudzeniu i utyskiwaniu no ból pleców związany z karmieniem piersią. Przy Mieciu kryzys dopadł mnie też w okolicach 8 tygodnia. Poszłam więc na ten masaż…

Dwugodzinne ugniatanie ciała kolanami i łokciami. Cóż poradzić, że lubię tylko mocne doznania. Ale nie o tym. W pewnym momencie Pani Filipinka wykonująca zabieg zapytała mnie, czy może mi wymasować głowę i twarz. Oczywiście zgodziłam się. Przed oczami stanęło mi wspomnienie z tego pierwszego masażu sprzed dwóch lat, kiedy dotykanie mojej twarzy bardzo mnie… peszyło. A teraz dla odmiany było dla mnie najprzyjemniejszą częścią masażu. Dlaczego? Wszystko to za sprawą dzieci…

Uczucie mierzone głaskami

Uwielbiam poranki kiedy mały Miecio budzi mnie próbując mi na siłę otworzyć paluszkami oczy. Zaraz potem pada: „Ałaj Mama! Kała!” co w jego języku oznacza: „Wstawaj Mama! Kawa!” Później zawsze kładzie swoje słodko pulchne rączki na moich policzkach i z całej siły próbuje podnieść moją niewyspaną głowę. Uwielbiam ten dotyk. Jest dla mnie najlepszym dowodem miłości. Lepszym niż laurka czy wyuczone i jeszcze nie do końca uświadomione: „Ho-ham” albo „O-cham”. Chociażby dla tego dotyku warto było zrobić sobie dzieci. 😉 Mały Zyzio nie opanował jeszcze sztuki zjednywania sobie ludzi dotykiem, ale nawet jego niezgrabne próby kończące się chwyceniem za brodę taty lub włosy mamy rozczulają. Dotyk ma niezwykłą moc. Nie wolno nam o tym zapomnieć.

Wszechobecny zakaz dotykania

Żyjemy w czasach, które uczą nas przede wszystkim dystansu do siebie nawzajem. Oczywiście ma to swoje dobre i złe strony. Z jednej strony taka społeczna postawa chroni nasze dzieci przed ludźmi, którzy potencjalnie mogliby zrobić im krzywdę, z drugiej zaś strony dzieciom coraz trudniej jest czuć się kochanym czy akceptowanym. Coraz częściej, szczególnie małe dzieci, nie wiedzą co myślą o nich dorośli, bo one zwyczajnie muszą to poczuć na własnej skórze. Jak? Przed głaskanie po głowie, przez poklepanie po ramieniu czy poprzez uścisk. Ale z pokolenia na pokolenie jest wokół nas coraz mniej ludzi, którzy mogą sobie na takie gesty pozwolić. Nie wypada by nauczycielka trzymała dziecko na kolanach, nie powinna go przytulać, a głaskanie? Profilaktycznie też lepiej nie. I tak wyrastają nam dzieci „zimnego chowu” które w SMSach od rodziców czytają o miłości i trosce, a wystarczy tak niewiele do prawdziwego okazania uczuć. Tak by nasze pociechy miały pewność, że je kochamy. One to muszą zwyczajnie poczuć. Miecio jest już w starszej grupie żłobkowej, ale jego poprzednia opiekunka z młodszej grupy, kiedy spotyka go na żłobkowym holu, sprzedaje mu całusa. Czy mnie to oburza? Absolutnie! Cieszę się, że kiedy nie ma mnie w pobliżu Miecio doświadcza czułości od ludzi, którym ufam.

Z nami dorosłymi też nie jest lepiej. W dobie Internetu ograniczamy spotkania do minimum, bo przecież można porozmawiać przez FaceTime albo na Facebooku, a im rzadziej się spotykamy tym mniej się… dotykamy, bo więzi się rozluźniają i później jakoś tak nie wypada. Idealnym przykładem jestem ja sama i moje skrępowanie podczas pierwszego masażu, kiedy to ktoś dotknął mojej twarzy. W pamięci próbowałam znaleźć sytuację, w której ktoś ostatnio mnie po niej głaskał czy gładził. Nie potrafiłam sobie przypomnieć, a przecież miałam już wtedy męża przy boku. A dla potwierdzenia tej reguły polecam przeczytać kilka wywiadów z profesorem Jerzym Vetulanim, który na każdym kroku podkreśla to, że przytulanie, dotykanie i fizyczna bliskość ma ogromne znaczenie.

Nie zapomnij mnie dotknąć

My dorośli mamy takie same potrzeby jak dzieci w kwestii dotykania. Przez ostatnie chorowanie, przez zamieszanie wywołane za szybkim pojawieniem się Zyzia w naszym życiu, przez remont i milion innych zmartwień z TatąNowejEry rzadko okazywaliśmy sobie uczucia. A jeśli już to robiliśmy to raczej „na odległość” wyznając sobie miłość werbalnie. Wczoraj razem usiedliśmy na kanapie przed telewizorem. Chłopcy już spali. Jan najzwyczajniej w świecie przyciągnął mnie do siebie obejmując ramieniem. Prosty gest. Całe moje ciało zalało przyjemne ciepło. W jednej chwili poczułam się bardziej spokojna i jakaś taka szczęśliwsza. „Musisz to robić częściej” – powiedziałam Jankowi. Przytulił mnie jeszcze mocniej i powiedział: „Też lubię z tobą pooglądać telewizję” – odpowiedział. Eh ci faceci… 😉

Ręce, które leczą

Dotyk ma naprawdę niezwykłą moc. Niedotykane dzieci potrafią umrzeć z barku miłości. O jego ogromnym znaczeniu przypomniała mi położna wtedy, kiedy Zyzio leżał jeszcze w inkubatorze podczas naszego pierwszego spotkania po porodzie. Na moje pytanie czy mogę go dotknąć powiedziała, że wręcz powinnam to zrobić, bo dla niego to ważne. Może nie głaskać bo tego akurat wcześniaki nie lubią, ale zwyczajnie położyć dłoń na jego nóżce lub rączce. Do dziś bardzo uspokaja go nasz dotyk. Miecio zaś uwielbia „przytulaski” i „głaski”. Kilka razy dziennie  podbiega do mnie krzycząc: „Mamo, mamo, tuli!” Takie przytulenie trwa zazwyczaj dwie sekundy, ale wiem, że to dla niego ważne. On właśnie tak ładuje swoje baterie emocjonalne. A kiedy zasypiamy, sam bierze moją dłoń i kładzie sobie na plecy tylko po to, by przed snem go pogłaskać.  To działa lepiej niż kołysanka.

Z dotyku powstałeś…

Każda relacja zaczyna się o dotyku. Czasami to poprawienie kosmyka włosów opadającego na czoło, innym razem śmiałe złapanie za rękę. Szkoda, że później często zapominamy o tych drobnych gestach…

Wczoraj późno w nocy, po kolejnym karmieniu Zyzia, Jan widząc, że nie śpię przysunął się do mnie w łóżku. „Pogłaszczesz mnie po głowie?” – zapytał. I choć najbardziej na świecie chciało mi się spać spełniłam jego prośbę. „Jak dobrze, że Ciebie mam. Jesteś dla mnie najważniejsza na świecie.” Wiecie co? Nigdy, nawet po najlepszym seksie, nie usłyszałam od niego tych słów…

dotyk

Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x