Miecio! Baba dzwoni!

Pamiętacie Horacego z Doktor Quinn? I główna bohaterka, i jej ukochany Sully ze swoją siekierką zwaną tomahawkiem, i reszta mieszkańców Colorado Springs gnało do niego, gdy trzeba było nadać pilną informację telegrafem. I choć minęły lata od czasów Dzikiego Zachodu to smartfon, podobnie jak niegdyś telegraf, jest u nas w domu jednym z głównych przedmiotów pożądania.

Nie ma takiego miasta Londyn

Sam pamiętam czasy, gdy rozmowy zagraniczne odbywały się na poczcie i w specjalnych kabinach, a co poniektórzy twierdzili, że w czasie rozmowy słyszeli sapanie podsłuchującego ubeka. Z kolei międzymiastową zamawiało się telefonicznie i z wyprzedzeniem.

Potem zmienili nam numer z sześciocyfrowego na siedmiocyfrowy, a dodatkowo pojawił się Internet. Na giełdzie komputerowej przy ulicy Grzybowskiej w Warszawie kupiłem modem i wpiąłem do komputera. Najpierw usłyszałem dziwne dźwięki, a chwilę potem odpaliłem pierwszą stronę internetową w życiu. Wierzcie mi lub nie, ale niewiele było takich chwil, gdy czułem, że moje życie się zmieniło, że teraz będzie inaczej, ciekawiej. To był jeden z takich momentów. Potem w 2000 roku pracując całe wakacje uzbierałem sobie na telefon komórkowy. Wypasiony, bo z Internetem w postaci WAPu. Znowu poczułem technologiczną ekstazę, bo będąc gdziekolwiek (no prawie, bo z zasięgiem bywało różnie) mogłem zadzwonić do ukochanej mamy czy kilku kumpli, którzy też już mieli telefon komórkowy.

Potem pojawiały się kolejne bajery w telefonie: odtwarzacz mp3, aparat fotograficzny, ekran dotykowy z rysikiem czy gry 3D.

Dziś smartfon to absolutny must have każdego młodego człowieka, a za technologicznych dandysów uchodzą ci, którzy mają nadal staromodne telefony z klawiaturą.

Starsze pokolenia utyskują na totalny upadek relacji międzyludzkich, bo ludzie zamiast spotykać się ze sobą, przebywać i rozmawiać siedzą z nosami w telefonach. Ja jednak uważam, że tymi nosami w ekranach szukają tego samego, czego szukali ludzie od setek lat. Szukają informacji, wyrażają zainteresowanie i tego zainteresowania poszukują, ale przede wszystkim szukają relacji i te relacje utrzymują. A trzeba przyznać, że współczesna technologia daje nam szerokie pole do popisu.

LGG6

Miecio! Baba dzwoni!

Dziadkowie Miecia mieszkają na Mazurach. Dzieli nas jakieś 250km. Na szczęście Dziadkowie są e-Dziadkami i nowe technologie nie mają przed nimi tajemnic. Miecio jest z nimi na łączach codziennie, a dodatkowo może ich zobaczyć. Brat Marty, ukochany Wujek Atim mieszka w Londynie, więc jeszcze dalej. Ale wystarczy kilka stuknięć w ekran smartfona, by połączyć się z Wujkiem i opowiedzieć o zjedzonej zupie, poskładanych klockach i ulepionej ciastolinie. W czasie takich rozmów ekscytacji Miecia nie ma końca. Dla niego połączenia wideo są czymś tak naturalnym, jak dla nas połączenia głosowe. Mało tego: obserwując Wujka Atima, który jest ode mnie młodszy o dziesięć lat widzę, jak jedna dekada zmieniła podejście ludzi do komunikacji zapośredniczonej. Dziesięć lat temu mogłem godzinę gadać z dziewczyną. On godzinę z dziewczyną się widzi poprzez połączenie wideo i to jest kluczowa zmiana.

Możliwość nie tylko usłyszenia się, ale i zobaczenia przydawała się również nam samym. Gdy Miecio był w szpitalu, gdy Marta była po drugiej stronie globu. Nawet dziś idąc do supermarketu, gdy nie mogę się zdecydować na dany produkt albo mam wątpliwości wysyłam Marcie fotkę, albo łącze się z nią poprzez rozmowę wideo. Unikam w ten sposób typowego problemu jaki dotyka męża wysłanego na zakupy, czyli „Znowu nie kupiłeś tego, co potrzeba” albo „to nie ten szampon”.

LGG6

Siema Dzióbki

I tak jak oskarża się Internet o to, że zaburza relacje międzyludzkie to paradoksalnie pozwala na utrzymywanie dużo większej ilości relacji jednocześnie. Niejednokrotnie odstajemy od was wiadomości w stylu: „Siema SuperStylery!Co u was. Wrzućcie coś na bloga lub na Instagram bo bez was tak smutno.” I choć nie znamy się osobiście z większością z was, to śmiało można powiedzieć, że łączą nas relacje, a my czujemy się w obowiązku by nieustannie je podtrzymywać. Na szczęście dzisiejsze rozwiązania technologiczne sprzyjają naszym relacjom.

LGG6

Teraz zobaczycie jeszcze więcej

Kiedy kilka tygodni temu zgłosił się do nas LG z propozycją przetestowania najnowszego smartfonu LG G6 to z jednej strony byliśmy ciekawi, a z drugiej nie za bardzo chciało nam się wychodzić poza to, co już znamy i z czego korzystamy. Chęć odkrywania świata wzięła jednak górę i od dwóch tygodni testujemy to technologiczne cudo. Samo przestawienie się wcale nie było takie trudne, jakby się to mogło wydawać. Intuicyjne menu oraz przycisk odblokowujący telefon umieszczony z tyłu skradły nasze technologiczne serca. Ale jest coś, co powoduje, że ten telefon wygrywa z innymi. Możliwość rozszerzenia pola widzenia przedniej kamery i to bez konieczności wyciągania ręki do przodu w nienaturalny sposób czy korzystania z selfie sticka. Tę funkcjonalność świetnie widać w naszym filmie. Teraz złapanie w jednym kadrze całej naszej czwórki to łatwizna.

LGG6

Co jeszcze fajnego ma ten telefon? Choćby sporo kreatywnych opcji fotograficznych, które szczególnie nam przypadły do gustu. Co powiecie na możliwość dopasowania robionego właśnie zdjęcia do już istniejącego? Jak to działa? Już tłumaczę: wyobraźcie sobie, że wpadacie na pomysł, że z każdej swojej podróży przywieziecie sobie zdjęcie w takiej samej pozie po to, by po całym podróżniczym sezonie wszystkie je ze sobą zestawić i wywołać. Czasami odtworzenie kadru graniczy z cudem, a tu w podglądzie wykonywanego zdjęcia mamy zarys tego, które chcemy odtworzyć. Boskie co? Marcie bardzo przypadła do gustu możliwość porozumiewania się z kamerką na migi. A jak wiadomo czasami zwyczajnie brakuje jej rąk by zrobić perfekcyjne selfie. Inną fajną opcją jest możliwość zestawienia dwóch zdjęć w jedno. Jeżeli do tego dorzucimy nie tylko fantastyczną jakość wykonywanych zdjęć, ale i filmów, to mamy smartfon kompletny. Zresztą cały nasz film nagraliśmy właśnie tym smartfonem i możecie być pewni, że ani jedna sztuka nie ucierpiała w wyniku zalania, a to dlatego, że ten smartfon zwyczajnie wytrzymuje i zalanie, i utopienie. Nurkowania we wrakach z nim nie polecam, ale spokojnie możecie czytać sobie ebooka w wannie. Upuszczenie do wody mu nie zaszkodzi. Telefon ma jeszcze kilka funkcji, które pokochałem. Po pierwsze ma rozszerzalną pamięć o karty microSD. Po drugie ekran o proporcjach 18:9, a więc większy i bardziej „kinowy”. Po trzecie dwa obiektywy z tyłu: tradycyjny i szerokokątny. Po czwarte, po zablokowaniu ekranu delikatnie wyświetla godzinę i kilka dodatkowych informacji. Mój poprzedni telefon tego nie robił. Po piąte jest ergonomiczny. Jedną ręką można go odblokować za pomocą czytnika linii papilarnych, który znajduje się z tyłu obudowy. A sama obudowa też wygląda elegancko. Marta zaklepała srebrny, a ja czarny. Chciałem porysowany granatowy, czyli kolor naszej Vectrozy, ale nie mieli. 😉

LGG6

Obstając ciągle przy jednym rozwiązaniu, nie mieliśmy zielonego pojęcia, że smartfony oferują teraz więcej. I to dosłownie. Babcia Tereska może teraz zobaczyć całą naszą czwórkę w komplecie, a my możemy pokazać jej szersze spektrum naszej codzienności. Zresztą Wam również na naszym Insta Stories i podczas Liveów.

Jeżeli pstrykacie zdjęcia i kręcicie filmy smartfonem, to życzę wam kreatywnej szerokości rodem z LG G6. My z tej szerokości już korzystamy. Warto.

 

A tu możecie zobaczyć nasz wyjątkowy film z szaloną, wesołą, a momentami też wzruszającą historią. Wszystkie emocje nagraliśmy wyłącznie smartfonem LG G6. Chcesz taki sam? Żaden problem! Wejdź na tę stronę (tu masz link) i weź udział w konkursie #MojaHistoria. Ten telefon jest prawdziwym mistrzem, wartym każdej twojej historii. 🙂

Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x