Ten człowiek na zdjęciu ciut większy od Zyzia, z podobną fryzurą, to Dziadek Józek aka Dziadek Samo Zło. Już kiedyś pisaliśmy, że ten gość to chodząca instytucja. Strażak ochotnik, zapalony biegacz, mors, społecznik… długo wymieniać. Idealny materiał na dziadka dla takich dwóch urwisów jak nasze chłopaki. Z Dziadkiem Józkiem przegrać to jak wygrać. Ale do brzegu…

5 stycznia tego roku. Wieczór. Na Mazurach, gdzie mieszka Dziadek sypnęło śniegiem. Babcia gdzieś pojechała, a Dziadek wychodzi odśnieżyć. Macha dziarsko łopatą, gdy pod jego dom podjeżdża auto z dwoma typami w środku. Zatrzymują się, o czymś w środku rozmawiają. Po chwili uchyla się szyba kierowcy… Początek jak z kolejnego sezonu „Prawa ulicy”, ale dalej jest niestety bardziej jak w „Weselu” Smarzowskiego.

– Paaaniee… – zaczyna przeciągle facet i coś bełkocze. Dziadek podchodzi bliżej i zaczyna kumać, że chłopakom z auta przedłużył się Sylwester o dobrych kilka dni i postanowili połączyć nowy rok ze Świętem Trzech Króli, nie rezygnując z dobrej fazy. Są nawaleni jak szpaki i w dodatku pytają o drogę do… monopolowego!

Kto Dziadka Józka zna ten wie, że z Dziadkiem jest krótka piłka. Szybki skok geparda, sprawny atak na drzwi samochodu, blokada na uchylone okno, sru za kluczyki i jazda na dziś zakończona. Gości z auta wryło. Tego się nie spodziewali. A że byli konkretnie napruci, nim dwie kuleczki w ich pustych łbach wreszcie się zderzyły minęła dłuższa chwila. W tym czasie Dziadek Józek zamknięty w domu już dzwonił do Komendanta. Tymczasem nasi imprezowicze czując pismo nosem przypuścili atak na drzwi od hacjendy. Zaczęło się robić trochę niebezpiecznie.

Z jednej strony dwóch nawalonych typów próbujących czym prędzej odzyskać kluczyki od auta i dać Dziadkowi nauczkę. Z drugiej strony Dziadek z pogrzebaczem od kominka w ręku usiłujący przypomnieć sobie definicję obrony koniecznej ze studiów prawniczych.

Na szczęście świeżo wymienione drzwi wytrzymały napór pijanej hołoty. Chłopcy tym wysiłkiem nieco się dotlenili. Do dwóch kulek w mózgach dołączyła trzecia i tym samym wpadli na genialny pomysł polegający na zatarciu dowodów. Zaczęli opróżniać auto z pustych flaszek wyrzucając je za płot… sąsiada.

Minęła chwila.

Wraca Babcia. Patrzy, a pod chałupą dwa radiowozy. Dziadek słynie z konkretnych imprez, ale nie aż tak. Poza tym nigdy bez Babci. Wiadomo.

Goście z auta odmawiają badania na alkomacie. Wiozą ich na krew. Każdy grubo ponad 2 promile.

25 lat temu, gdy Marta miała 6 lat, dokładnie 4 kwietnia 1992 roku w tym samym miejscu nawalona w sztok kobieta jadąca z dwiema również kompletnie pijanymi koleżankami zabiła dwóch przyjaciół i sąsiadów Marty, a kolejnych dwóch ciężko raniła.

Tym razem wszystko skończyło się dobrze, chociaż nie dla pijaków z auta…

Niby nic wielkiego się nie stało, ale ilu z nas miałoby odwagę tak zareagować?

Morał jest taki, że po pierwsze nasi synowie mają Dziadka na schwał, a całą naszą rodzinę rozpiera duma! A po drugie opowiadam Wam tę historię po to, żebyście byli jak nasz Dziadek Józek. Jeżeli widzicie pijanego za kółkiem to działajcie. Zabierzcie kluczyki, zadzwońcie po policję. Taka menda może zabić Wasze dzieci albo Was. Macie wpływ na to co się stanie. Zróbcie coś! Tacy ludzie powinni gnić w więzieniu, a nie siadać za kierownicą. Czuwajcie i łapka w górę dla naszego Dziadka!

Na koniec pytanie od Miecia: Miałbyś odwagę postąpić jak mój Dziadek?

dziadek Józek