Bloger rządzi, bloger radzi, bloger nigdy was nie zdradzi. Dziś o złotych radach i opiniach płynących szerokim strumieniem do czytelników prosto z blogosfery. Jak zwykle podzielimy je według typów. Usiądźcie, otwórzcie zeszyty i zapiszcie temat: Typy porad na blogach. Zaczynamy!

Kim jest według mnie bloger? To osoba pisząca i publikująca regularnie w Internecie, znająca tematykę, o której pisze, mająca własne zdanie w poruszanych kwestiach i wyraźnie je formułująca. Jej działania prowadzone są nie tylko w ramach bloga, ale też mediów społecznościowych oraz w „realu”. Oczywiście to definicja uproszczona, na potrzeby tego artykułu.

Kluczowe dla mnie w tej definicji jest posiadanie przez blogera własnego zdania. Zdania opartego na konkretnej wiedzy czy doświadczeniu [swoim bądź innych] . Zdania, na podstawie którego bloger formułuje opinie bądź rady, jest w stanie je przedstawić i ich bronić w merytorycznej dyskusji z czytelnikami.

W praktyce blogerem może zostać nawet jamnik mojego Teścia. Bariera wejścia do blogosfery nie istnieje. Otwierasz bloga na Blogspocie, wypisujesz co ci ślina na język przyniesie i bezczelnie nie bierzesz za to żadnej odpowiedzialności. Tacy ludzie nie mają świadomości, że to co napiszą, może mieć wpływ na czyjeś poglądy, a co gorsze również na postępowanie.

Dlatego warto wiedzieć, kogo czytać. Nie łudźcie się, że wypiszę tu blogi, które polecam. Napiszę wam za to, jakich blogów unikam. Wystarczy krótka lektura kilku tekstów. Parę komentarzy czytelników i autora. Prawda z reguły od razu wychodzi na jaw.

Radzić innym jest i łatwo i trudno zarazem. Łatwo, gdy gdzieś masz odpowiedzialność za to co piszesz. Trudno, gdy wiesz, że twoja rada może się nie sprawdzić lub, co gorsza, może się ona znaleźć w ogniu krytyki. Blogi są nie tylko po to, by spisywać własne przemyślenia, ale również po to, bo zwiększać przepływ myśli. Myśli pomiędzy blogerem i jego czytelnikami. Wymiana zdań, merytoryczna dyskusja, dobre pomysły, cenne rady – oto powinna być sól blogerskiej ziemi. Zwykle jest jednak inaczej…

Mój ulubiony i zarazem pierwszy typ porad to te z gatunku „możesz tak, możesz odwrotnie, a najlepiej zapytaj specjalistę”. Siadam do takiego bloga. Temat sugeruje problem i jednocześnie to, że na końcu wpisu znajdę konkretne rozwiązanie. Oczekuję od blogera zajęcia stanowiska. Bo to czysta oszczędność czasu. Zamiast marnować go na szukanie rozwiązania i testowanie różnych możliwości, otrzymam na końcu receptę, która sprawdziła się u blogera. Weźmy temat sportowy – crossfit. Czy jest bezpieczny? Docieram do końca wpisu i dowiaduję się, że w zasadzie to nie ma jednej recepty. Że w sumie ten crossfit to bezpieczny sport. Choć jednak bardzo kontuzjogenny, więc niebezpieczny. Że można go zacząć bez przygotowania, ale jednak przygotowanie jest kluczowe. Że kontuzje są rzadkie, choć dobrze ćwiczyć pod opieką trenera, bo inaczej kontuzje są pewne. I że w sumie to najlepiej jak udam się do specjalisty.

Dzizus! Właśnie zmarnowałem kilka minut mojego bardzo cennego życia, czytając jakąś blogująca larwę tylko po to, żeby dowiedzieć się, że tak naprawdę nic nie wie o temacie albo woli asekurancko nie pisać konkretów. Drży na samą myśl, że ktoś zwróci jej uwagę, że się nie zna. Wtedy cały Świat dowie się, że jej wiedzę i budowaną latami pozycję eksperta można o przysłowiowy kant dupy potłuc.

Bloger bojący się konfrontacji, nie umiejący sformułować swoich myśli, a potem merytorycznie ich obronić to frajer. Frajerów szkoda czytać.

Drugi typ rad ten z gatunku „Żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne.” – że pozwolę sobie zacytować prezesa. To podejście jest częste wśród blogów parentingowych albo technologicznych. Przykłady? Karmienie/niekarmienie piersią. Trafisz na bloga gdzie laska karmi piersią dzieciaka w liceum i skomentujesz, że ty karmiłaś własne „tylko” do drugiego roku życia. Możesz być pewna, że dowiesz się, że jesteś wyrodną matką, dziecku od ust odebrałaś najlepszą dla niego ambrozję. Koniec końców albo sama robisz wyjazd albo zaraz cała „cycEkipa” autorki i jej fanek pokaże ci, gdzie są wirtualne drzwi tego bloga. A na Fejsie już masz bana.

Przykład technologiczny? Apple vs. Samsung. Ile ja się naczytałem nic nie wnoszącego pieprzenia geeków technologicznych o wyższości telefonów jednej firmy nad drugą… Co ciekawe: w 95% przypadków wypowiadają się ludzie, którzy mają i aktywnie korzystają tylko z telefonu jednej z tych firm. Ja od lat korzystam z obu naraz [niezbędne w pracy] i zapewniam was, że każdy z tych telefonów ma swoje zalety i wady. Choć finalnie wolę iPhone’a.

Podsumowując: blogi gdzie masz myśleć tak samo jak autor i nawet kulturalne i merytoryczne wyrażenie swojej odmiennej opinii kończy się banem albo przynajmniej porządnym zgrillowaniem komentującego, należy omijać szerokim łukiem. To ograniczone intelektualnie kółka wzajemnej adoracji. Sekty. Szkoda na nie czasu.

Ostatni typ to kontrowersyjny kretyn. W przeciwieństwie do pierwszego typu ma odwagę wyrazić kategoryczną opinię. W przeciwieństwie do drugiego nie zna się na niczym, ale skacze po najbardziej chodliwych tematach. Tematach, które niestety wymagają ugruntowanej wiedzy na poziomie akademickim, a nie mądrości rodem z Chwili dla Ciebie. Przykład: wczoraj pisałem, że szczepionki na autyzm powodują odrę, dziś napiszę, że nowotwory powodują GMO, jutro na tapetę biorę zgubny wpływ sześciolatków na podstawówkę. W małym palcu mam takie tematy jak uchodźcy, terroryzm, gluten. Jestem weganinem kochającym wołowego tatara, cyklistą dojeżdżającą do pracy 3 litrowym dieslem z wyciętym filtrem DPF. Segreguję odpady, ale tylko u rodziców. Nieukończone studia z filologii klasycznej dają mi prawo do wypowiadania się na wszystkie tematy. Zawsze i definitywnie. W myśl zasady: nie znam się, to się wypowiem. Specjaliści gówno tam wiedzą. Są opłacani przez koncerny farmaceutyczne. Te są opłacane przez rządy, a słowo-klucz do mojego życia to „SPISEG”.

Takie miejsca omijajcie szerokim łukiem. To bagno. Szambo. Teoretycznie eksperckie, wabiące kontrowersyjnym tematem, w praktyce głupie i szkodliwe. Jeżeli macie do siebie szacunek, to po prostu nie klikajcie w to gówno.

Pamiętajcie: to, co czytacie i lajkujecie w Internecie świadczy o was nie mniej, niż wasze postępowanie w realnym świecie. Lepiej mieć dobrą reputację.

bloger