Bezdzietni pouczają

Gadaliście kiedyś ze ślepym o kolorach? A wiecie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia? Słyszeliście, że Polak Polakowi Polakiem? I choć ornitolog nie musi umieć fruwać… to czy ktoś z was widział, żeby ornitolog pouczał ptaki jak mają latać?

Poranna wallóweczka – znaczy się przeglądanie walla na fejsie. Prasówka dwa zero. Rodzina za moimi plecami jeszcze śpi. Wspaniała żona i dwa ukochane parazyty lat trzy i lat pół. Pomyśleć, że jeszcze ósmego maja 2014 roku rano nie lubiłem dzieci. A już o 15:55 gdy, Miecio przyszedł na Świat, to Świata poza nim już nie widziałem. I nagle cała moja, bierna, ale jednak, niechęć do dzieci prysła. Od trzech lat usiłuję (kluczowe słowo) wychować moje dzieci najlepiej jak potrafię. Idzie nieźle, dumny jestem z nich bardzo, choć świadomy również całej masy rodzicielskich niedociągnięć. A musicie wiedzieć, że nie jestem pizdowatym lalusiem, który bojąc się własnych dzieci, wychowuje je bezstresowo, pod płaszczykiem nieograniczania dziecięcej spontaniczności i kreatywności. Owszem – kocham to dziecięce nieokiełznanie, ale gdy sytuacja wymyka się spod kontroli z miejsca reaguję. Jak na chemii. Muszą być zasady! Problem w tym, że nawet mnie, jako dość czujnego i uważnego rodzica, pewne rzeczy w zachowaniu moich dzieci niekiedy zaskakują. Jak to możliwe? Rodzicom tłumaczyć nie muszę. Bezdzietnych Szerloków informuję: bo to jest mały, nie w pełni rozwinięty CZŁOWIEK. Produkt nieukończony. Faza pośrednia pomiędzy zygotą, a kimś dorosłym, w pełni ukształtowanym. Kimś od kogo nie mamy prawa wymagać w pełni rozwiniętego wachlarza wszelakich umiejętności społecznych. Póki co jest jednak mały i poznaje Świat wśród nas, dorosłych. Robi to nieumiejętnie. Ciągle wykształca niezbędne narzędzia. Niekiedy nie widzi i nie słyszy tego co my. Nie rozumie otoczenia tak jak my. A czasem widzi tyle, że jednym słowem potrafi ustawić nas do pionu i spowodować szybkie napłynięcie łez do oczodołów. Ale do brzegu, bo znowu walnąłem wywód, jakbym emerytom garnki sprzedawał na wyciecze do Lichenia, a wy przecież ciągle nie wiecie o co chodzi.

No więc wstałem dziś z rana i korzystając z tego, że rodzina jeszcze śpi, zabrałem się za tak zwany „zapierdol na Fejsie”. Kiedyś schodziły na to całe godziny. Odkąd mam dzieci zdecydowanie minuty i to liczone na sztuki. Trafiłem na wpis o tym, co zrobić, gdy obce dziecko źle się zachowuje w knajpie, autobusie czy sklepie. Biega, zaczepia, krzyczy, bije. Artykuł w postaci porad psychologa. Przeczytałem. Rady całkiem w porządku, wyważone, mądre. Zakładające, co wydaje się oczywiste, że jako dorośli umiemy trzymać nerwy na wodzy, wiemy, że kwestia dotyczy małego człowieka, i że odnosimy się do niego z ludzką przychylnością. Przychylnością, wynikającą ze zrozumienia faktu, że to małe dziecko. Przychylnością wynikająca z tego, że to młody osobnik tego samego gatunku. Wreszcie przychylnością wynikającą z tego, że to mały, nieukształtowany w pełni człowiek, a nam przypadnie ważna rola i ciekawa możliwość – wpływu na kształt pewnego niewielkiego wycinka jego osobowości. Wszak kształtują nas również doświadczenia i interakcje z innymi ludźmi.

Od tego co z kolei przeczytałem w komentarzach włos jeży się na głowie. Po pierwsze, co nie jest zaskoczeniem, Pani Psycholog z artykułu gówno wie. Ten absolutny brak szacunku do przedstawicieli różnych zawodów w naszym kraju poraża mnie niezmiennie. Co ciekawe, znam osobiście kilku takich napinaczy spod znaku „w dupie był, gówno widział”, czyli wszyscy się mylą, tylko ja mam rację. Wiodą żywot ludzi, którym zawsze wiatr w oczy, wszyscy są przeciwko nim, a w kolejnej pracy, z której ich przed momentem wyjebali szef był debilem i nikt się nie zdążył poznać na ich geniuszu. A przecież o mały włos zrestrukturyzowaliby tę pożal się boże firemkę, wprowadzili na giełdę w Londynie i wypłynęli z jej produktami na obiecujący rynek azjatycki…

Po drugie wszystkiemu winne bezstresowe wychowanie. Od razu zaznaczę – jestem absolutnym przeciwnikiem tego wymysłu szatana. Stres to jest immamentna część naszego świata, naszej rzeczywistości. To jest coś, co towarzyszy wszystkim żywym organizmom od ich narodzin i pozbawianie dzieci pierwiastka stresu to zwyczajne oszustwo, mające w dalszym ich życiu niebagatelne konsekwencje. Nie oznacza to jednak, że dzieciak ma być lany od urodzenia z byle powodu, stać na baczność i chodzić pod linijkę jak północnokoreański poborowy. A to wynika z tego co będzie po trzecie.

Po trzecie dzieci potrzebują stresu. Jak niegrzeczne to trzeba przylać, skrzyczeć, a rodziców na Policję, do MOPSu i do sądu z powództwa cywilnego, bo tym patałachom nie umiejącym wychować własnego potomstwa trochę stresu też się przyda. Nie dość, że oduczą się mieć więcej dzieci i nie złożą już jaj, to może wezmą się porządnie za prawilne wychowanie, co w prostej linii pozwoli nam następnym razem skosztować kaczego consommé w atmosferze harmonii, ciszy i spokoju.

Po czwarte „ja to bym tak nigdy nie wychowała”. Nic to, że zamiast mężatki jest rozwódką, bo pierwszy i jedyny, który do tej pory się skusił wymiksował się szybko, gdy wyszło, że wybranka jest kłótliwą pizdą. Nic to, że zamiast dwójki dzieci są dwa psy. Przełożenie jest jeden do jeden. Skoro psa nauczyłam podawać łapę, chodzić na smyczy i spać w nogach to dzieciaka nauczę tym bardziej. A to niestety tak nie działa. Ale żeby to wiedzieć trzeba mieć dziecko, a nie psa.

Kim są ludzie, którzy wypisują te bezeceństwa? Opowiem wam, co mi mówią moje doświadczenia kilku lat czytania takich wypowiedzi, blogowania, również na tematy dziecięce, obserwacji znajomych i obcych ludzi po knajpach, placach zabaw, parkach i tym podobnych.

Pierwsza grupa to młodziutkie, bezdzietnie kobiety. Takie, które kłapią jadaczką, bo dzieciak sąsiadów tupie w sobotni poranek, gdy one mają kaca po piątuniowym baunsie i lansie w klubie.

Druga grupa to również bezdzietne kobiety w okolicy czterdziestki. Mógłbym absolutnie złośliwie i podle dopisać „i których nikt nie puka”, ale to byłoby zbyt seksistowskie. Faktem jednak jest, a znam kilka takich dam, że ostatnie, co można znaleźć w ich towarzystwie to penis. Są sukienki, biżuteria, perfumy. Lepiej lub gorzej, ale jednak ugruntowana pozycja zawodowa. Całkiem łatwo też się potknąć o flaszkę wina w ich towarzystwie, bo niemal każda solidnie garuje. Ale zaprawdę powiadam wam, o penisa w ich towarzystwie się nie potkniecie… A że penis ma tę witalną moc płodzenia dzieci to frustracja z jego braku w swoim najbliższym otoczeniu przelewa się niekiedy na same dzieci.

Trzecia grupa to pouczające babcie. Albo jeszcze nie mają własnych wnuków, albo te wnuki są od nich trzymane z dala. W każdym razie one doskonale, panie, wiedzą, że tak się dzieci nie wychowuje. Że one to by tak nigdy nie pozwoliły i swoje dzieci to one krótko trzymały. Dlatego często te ich dzieci trzymają się teraz daleko od nich samych. Poza tym często zachodzi tu inny proces zawierający się w ludowym porzekadle „zapomniał wół jak cielęciem był”.

Czwarta grupa to młode wilki z wielkich ośrodków. Goście w moim wieku. Co weekend klubik, kilka głębszych, kalibracja radaru na wolne dupeczki i jedziemy. Od poniedziałku garniaczek z Wólki Kosowskiej skrojony gustownie w Bangladeszu, koszula w niezdrowym kolorze jakiego nie widziała nawet paleta Pantone, koniecznie ornamentowane mankiety i kołnierzyk w swojskie tribale, buty „szczurki”, na łapie sikor wielkości busoli na Darze Młodzieży, kilka psiknięć wody toaletowej One Million kupionej okazyjnie od Turka w trakcie ostatnich wakacji i jedziemy wyrabiać limity sprzedażowe w swoim regionie.

Piąta grupa to nasi ojcowie. Cały życie w delegacji, na szkoleniu albo tirem po pomarańcze w południowej Hiszpanii. A potem te pomarańcze trzeba jeszcze do Rosji zawieźć. Tak więc w domu tylko na weekendy i to też raczej te parzyste, a nie nieparzyste. W tej grupie są też rozwodnicy, dla których wyrazem dbania o potomka i troskliwej opieki nad nim, jest 500 zeta alimentów wysyłanych jego matce dość losowo. Obie te grupy mężczyzn, znane mi zresztą z autopsji, bladego pojęcia nie mają o praktycznej stronie wychowania dzieci, za to w teoretyzowaniu są mistrzami i z przyjemnością pouczą cię, szczególnie w zakresie tego, co by zrobili takiemu czy innemu rozwydrzonemu bachorowi, gdyby hultaj wpadł w ich ręce.

Oczywiście opis powyższych grup jest mocno uśredniony także nie spinajcie się w komentarzach. Być może ojciec twoich dzieci jeździ po pomarańcze do Hiszpanii, ma wielki zegarek, a poza tym jest najlepszym tatą świata.

Prawdą jednak jest, że dzieci są grupą wyjątkowo znienawidzoną przez niektórych ludzi. A ponieważ przez lata sam dzieci nie lubiłem, to rozumiem to szczególnie dobrze. Problem w tym, że moja dezaprobata dla najmłodszych była absolutnie bierna i nie wykraczała poza moje myśli.

Mam nadzieję, że ta dezaprobata dla dzieci pewnych osób i pewnych grup to zwyczajnie myśli przelane tylko nieco zbyt emocjonalnie w durne, internetowe komentarze. Bo jak sobie wyobrażam, że ktoś miałby uderzyć w twarz moje dziecko tylko za to, że przebiegło się po knajpie to myślę, że to tylko kwestia czasu, jak wyląduję na Rakowieckiej, z zarzutami za ciężkie pobicie. Na szczęście Marta będzie miała niedaleko na widzenia. Ja za to przezornie od jakiegoś czasu zawsze żegnam się z nią słowami mojego Teścia: „Gdybym nie wrócił, wiesz co masz robić…”.

Oczywiście jako rodzice musimy sobie też posypać głowę popiołem. Tak jak pisałem, nie zawsze wszystko nam wychodzi, dzieci też się rodzą różne. Znam rodziców, którym nie pozwoliłbym wyprowadzić na spacer psa, a co dopiero mieć dziecko. Mało tego – wiem, że są tacy, którzy uważają, że nawet my dzieci mieć nie powinniśmy. Jest wielu rodziców, którzy płodzą dzieci, ale bardziej zajmują się swoim biznesem, urodą czy przyjemnościami, niźli wychowaniem potomstwa. Bywa. Pamiętajmy jednak, że nawet najlepsi rodzice często nie mają wpływu na temperament czy głupie pomysły swoich małych dzieci. Ale dowiadujemy się o tym dopiero z autopsji, jak już jakiś czas wychowujemy własne potomstwo.

Jak w wielu kwestiach, zdaje się, że również tu Rodacy trochę za bardzo spinają poślady, polaryzują się, przybierają skrajne postawy. Zupełnie niepotrzebnie.

Gdy w knajpie biega wokół was żywy, wesoły, może nieco głośny, kilkuletni dzieciak postarajcie się zrozumieć kilka rzeczy. Po pierwsze to dziecko. Jest małe. Nie tak mądre jak wy. Ale urodziło się, a to zawsze powód do szczęścia i to nie tylko dla rodziców. Nawet jeśli tego teraz nie czujecie, zrozumiecie jak sami rodzicami zostaniecie. Po drugie biega. Nie każde dziecko ma takie szczęście, że może beztrosko biegać. Doceńcie to. Krzyczy, bo jest wesołe, bo wyrzuca z siebie emocje. Wy też darliście tak samo japę, tylko nie pamiętacie. A może były inne czasy i nikt was do knajpy nie brał ze sobą. Dość powiedzieć, że jak się porządnie napijecie też się drzecie. A dziećmi przecież nie jesteście. Emocje w takim małym dziecku są podobne, tylko że ono nie musi się odurzać wódą czy trawą, by jego prawdziwa natura, pozbawiona narzuconej kultury i konwenansów wychodziła na jaw.

Cieszmy się, że żyjemy w takich czasach, że rodzice mogą zabierać swoje dzieci w różne miejsca i stać ich na to. Pamiętajmy, że nawet najbardziej rozwydrzony dzieciak będąc w miejscu publicznym ciągle się uczy. Jeżeli chcecie, żeby ten mały urwis zabrał kiedyś waszą jeszcze nienarodzoną córkę na romantyczną kolację, podczas której może się jej oświadczy, dajcie mu się tego nauczyć jak trzeba się zachowywać w restauracji. Im wcześniej zacznie, tym lepiej będzie kiedyś ogarniał temat i jest nadzieja, że nie wydłubie jej oka widelcem, a może jeszcze zamówi zajebiste wino. Każdy kiedyś robił coś pierwszy raz. Tylko skończone dupki są nieomylne.

Niestety podobny brak zrozumienia spotyka inną grupę, skrajną wobec dzieci, a mianowicie seniorów. Pamiętajmy, że o ile dzieci to przyszłość i nadzieja, tak seniorzy to przeszłość i historia każdego społeczeństwa, narodu. Jeżeli to społeczeństwo nie dba należycie o jedną i drugą grupę to jest niewiele warte. Naprawdę wasz spokój i komfort to nie zawsze jest najważniejsza wartość. Jest coś więcej poza czubkiem własnego nosa i warto te elementy dostrzegać. Tym bardziej, że dziećmi byliście, a seniorami pewnie będziecie, czego z całego serca wam życzę.

 

Kilka dni temu byliśmy w na Autach 3 z Mieciem. Po seansie skoczyliśmy na frytki. Razem z nami na frytki wyskoczyła połowa gimnazjalistów z okolicy. Zobaczyłem młodych ludzi, ponad dwa razy młodszych ode mnie. Miłych, sympatycznych, uśmiechniętych. Byli dokładnie tacy sami, jak my 20 lat temu. Żaden upadek, żadne zepsucie. Gwarantuję wam, że nasze dzieci są bardzo podobne do nas trzydzieści lat temu. I do naszych rodziców, gdy byli mali. I dziadków. I tak dalej…

Na koniec słowa poety, nim przy piątuniu się odurzycie, zaczniecie głośno zachowywać, zupełnie jak jakieś małe dzieci i wyjdziecie do klubu z wielkimi zegarkami szukać radarem towarów.

„Spieszmy się kochać dzieci – tak szybko rosną.”

blog superstyler




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x
Przeczytaj poprzedni wpis:
kosmetyki ujędrniające ciało
Kosmetyki ujędrniające ciało i piersi. Rezultaty wielkiego testowania.

Wielki test za nami. Aż piętnaście z was wzięło udział we wspólnym testowaniu kosmetyków Lierac Paris. Dostałyście Lierac Phytolastil –...

Zamknij