Żeby chciało się chcieć

Jako mała dziewczynka zawsze marzyłam, by mieć szesnaście lat. Wyobrażałam sobie, że to najlepszy wiek w życiu każdego człowieka. Że wtedy jest się wystarczająco dorosłym, by móc robić wszystko, co się żywnie podoba, ale jeszcze nie wyrasta się z szaleństwa. Ludzie trzydziestoletni byli dla mnie starcami. Bez polotu i bez perspektyw na ciekawą codzienność. Panicznie bałam się tej trzydziestki, bardzo nie chciałam się starzeć.

Lubiłam dzieciństwo, choć jak teraz patrzę na nie z perspektywy czasu to stwierdzam, że wcale nie było dla mnie łaskawe. Zawsze byłam inna niż wszyscy. Od rówieśników dystansowało mnie wiele rzeczy: moja ciapowatość, brak zdecydowania i asertywności, wada wzroku i fakt, że nosiłam grube okulary. Całości nie pomagało też to, że pochodziłam z dobrego domu, w którym obydwoje rodzice pracowali i uchodzili za porządnych ludzi z zasadami. Nie pozwalali się szwendać po nocy, musiałam co niedziele chodzić do kościoła, mówić wszystkim sąsiadom głośno „dzień dobry” i absolutnie, pod żadnym pozorem, nie wolno mi było przeklinać. Słowem: nie pasowałam do mojego otoczenia. 🙂 Mimo to dzieciństwo wspominam dobrze. Czułam się wtedy szczęśliwa. Z niecierpliwością i ogromną ciekawością czekałam na dorosłość. Na życie, które stało przede mną otworem. Początkowo chciałam pójść w ślady mojego taty i studiować w Toruniu. Później przyszedł pomysł na śpiewanie. Wiedziałam, że chcę mieć męża, którego jeszcze nie znam. Kogoś spoza mojego świata. Być może miałam wewnętrzną potrzebę powtórzyć historię moich rodziców, który poznali się na weselu znajomych i wzięli ślub po 5 miesiącach znajomości. Pochodzili z dwóch krańców Polski, co w tamtych czasach było rzadkie w schematach budowania relacji. Czekałam na dorosłość, ale też bałam się… starości. Wtedy ludzie po trzydziestce wydawali mi się starzy, nudni i smutni. Do cna przewidywalni, przesiąknięci rutyną. Taka nie chciałam być. Bałam się tego, że kiedyś dopadnie i mnie ta złowroga trzydziestka. Jak ognia bałam się momentu, w którym zrezygnuję z siebie, ze swoich marzeń. Czasu kiedy przestanie mi się chcieć pracować nad sobą, zmieniać się, rozwijać i poznawać nowe i nieznane. Jako dziecko byłam przekonana, że takie rzeczy dzieją się po trzydziestce…

kolczyki modułowe Lilou

Chaos by Marta Boliglova

Pewne wzorce wynosi się z rodziny. I to nie tylko z domu rodzinnego, ale też obserwując ciotki, kuzynki i babcie. Często z przerażeniem obserwowałam, jak kobiety wokół mnie rezygnowały z siebie, po tym jak albo pojawiał się mąż, albo pojawiały się dzieci, albo w pewnym wieku po prostu rozpinały ten przysłowiowy guzik w spodniach, by poczuć się swobodniej. Odpuszczały sobie. Miałam nieodparte wrażenie, że żeby im chciało się chcieć, musiały w to wkładać jakąś nieziemską wręcz energię. Masę pracy, która je spalała i absolutnie nie sprawiała im przyjemności. Zawsze marzyłam o tym, by tej energii na starania starczyło mi na jak najdłużej. Oby do tej trzydziestki, a później się zobaczy.

Chaos by Marta Boliglova

Chaos by Marta Boliglova

Dziś mam 32 lata i jestem w najlepszym momencie swojego życia. Nie było lepszego dnia niż ten, który jest dziś, choć nie wydarzyło się w nim nic spektakularnego. Czuję się piękna i spełniona. Robię to, o czym marzyłam od zawsze. Mam męża i dwójkę zdrowych dzieci. Sama też jestem w sile wieku. Nigdy nie byłam tak wysportowana i nigdy nie dbałam tak o zdrowie oraz dietę jak teraz. Kompleksy wysłałam pociągiem w siną dal, z biletem w jedną stronę. Czasami któryś prześle mi kartkę z pozdrowieniami, ale dziś mam do tego sporo dystansu. Wyciągnięty dres do chodzenia po domu wyrzuciłam już jakiś czas temu. Staram się robić wszystko, by każdy dzień był wyjątkowy. Nie siedzę w poczekalni do sali z napisem „Kiedyś”.

Chaos by Marta Boliglova

Chaos by Marta Boliglova

Chaos by Marta Boliglova

Codziennie czeszę włosy i wkładam na siebie coś, w czym czuję się dobrze. W dalszym ciągu mam tą niecierpliwość z dzieciństwa. Czekam i przebieram nogami na samą myśl, co też przyniesie mi jutro. Mam poczucie, że najlepsze ciągle jest przede mną, pomimo że mam już wszystko to, co pozwalałoby mi wygodnie rozsiąść się w misternie stworzonej rzeczywistości. Mam ogromny szacunek do tego, co wokół mnie, bo doskonale wiem, ile pracy kosztowało mnie, by się tu znaleźć i wiem jak przewrotny potrafi być los. Dlatego cieszę się teraz. W tym momencie. Nie zostawiam radości na jutro. Codzienność bywa ciężka i żmudna. Rutyna przybija gwoździami do podłogi. Mimo to niezmiennie udaje mi się oderwać. Walczę.

Chaos by Marta Boliglova

Chaos by Marta Boliglova

Kiedyś myślałam, że w życiu najbardziej liczy się święty spokój. Że do niego powinnam dążyć, bo tam będę czuła się dobrze i bezpiecznie. Najpiękniejsze rzeczy spotkały mnie jednak wtedy, gdy wokół mnie panował ogromny chaos. Zrozumiałam, że piękne rzeczy spotkają mnie wtedy, gdy będę o nie walczyć, gdy zdecyduję się zaryzykować.

sandały Zurbano

Kilkuletniej Marteczce do głowy by nie przyszło, że jako stara trzydziestka będzie się ubierać tak kolorowo. Że w końcu przestanie się czepiać swoich masywnych ud i zaakceptuje odbicie w lustrze. Do reszty przestanie przejmować się tym, co myślą o niej inni. Będzie szalona. I w tym szaleństwie odnajdzie swoje szczęście. Gdzieś daleko poza granicami rutyny.

Spodnie i sweter –  Chaos by Marta Boliglova

Sandałki z kokardkami – Zurbano

Kolczyki modułowe – Lilou

Koszulka – Mango

Okulary przeciwsłoneczne – Linda Farrow x Matthiew Williamson 

Pasek z kotwicą – Ralph Lauren

Chaos by Marta Boliglova

Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x
Przeczytaj poprzedni wpis:
długa sukienka na lato
Najfajniejsze polskie marki modowe vol. 1

Często mnie o nie pytacie. O to gdzie kupuje ciuchy, buty i dodatki. Prócz kilku drobnych wyjątków stawiam przede wszystkim...

Zamknij