Flamingi, tiul, aksamit i… niespodzianka

Nie wiem kto był pierwszy. Ktoś jednak być musiał. Może Valentino ze swoją letnią kolekcją w szaroróżowej tonacji? Podobno ich espadryle z flamingami sprzedają się jak świeże bułeczki. U mnie wszystko zaczęło się cztery lata temu od kolczyków z flamingami, które możecie zobaczyć w tej stylizacji (link). A wielki powrót tego charakterystycznego motywu wyznaczyła tapeta w sypialni, którą pokochaliśmy miłością najszczerszą. Teraz wszystko jest we flamingi. Te ptaki opanowały każdą możliwą dziedzinę życia. Flamingi są wszędzie. Tak się składa, że ten motyw wraca do nas co jakiś czas, ale takiego zmasowanego ataku tych różowych ptaków jeszcze nie było.

Całe szczęście flamingi są bardzo twarzowe. Tak, dobrze czytacie: twarzowe! Pewnie dlatego wielu projektantów oraz firmy modowe tak chętnie sięgają po ten motyw. Jasny odcień różu pasuje zarówno brunetce jak i blondynce. Jeszcze jakiś czas temu mówiło się, że rude dziewczyny powinny unikać tego koloru, a teraz? Według kanonów mody każdemu w nim ładnie. I dobrze, bo jest on nadzwyczaj twarzowy i działa odmładzająco, jak zresztą wszystkie jasne kolory. Dlatego moja szafa jest w gruncie rzeczy jasna, szczególnie latem. Zastanawiałyście się dlaczego cały świat rozpływa się nad urodą i witalnością Włoszek? One ubóstwiają jasne kolory: biel, beże, jasne błękity, wrzosy czy pudrowy róż. Powoli i my przekonujemy się do tych odcieni. To dobrze. Dzięki nim dajemy sobie szanse na wieczną młodość.

flamingi

A skoro flamingi to wypadałoby je zestawić z czymś równie lekkim. Może tiul? To kolejny sezon, w którym ten materiał jest na tapecie. I fajnie, bo nadaje lekkości sylwetce. Kiedyś kojarzony z Majką Jeżowską, uznany za infantylny, dopuszczalny tylko w sukniach ślubnych i balowych. Dziś poprzez rozmaite formy dostał dodatkowego, kobiecego i bardziej codziennego kopniaka. Ja najbardziej lubię, gdy wykorzystuje się lekki i zwiewny potencjał tiulu, gdy jest wielowarstwowy lub wielokolorowy. Tu możecie zobaczyć moją stylizację sprzed dwóch lat w tiulowej spódnicy, którą wymyśliłam sobie sama z trzech kolorów tiulu (link).

flamingi

Trzeci bohater tegorocznego sezonu to aksamit, welwet czy jak kto woli welur. Jak zwał tak zwał. Jego mięsista struktura świetnie odnalazła się w dodatkach, ale też ubraniach. Ale tu trzeba uważać. Welur ma właściwości „pogrubiające”. Źle zestawiony z dodatkami potrafi wyglądać tandetnie, niczym przebranie stylizowane na lata osiemdziesiąte. Sam materiał jest dość gruby, a do tego mieni się. Skubany, potrafi dodać kilka dobrych kilogramów i to zwykle tam, gdzie ich nie potrzebujemy. Świetnie sprawdza się na minimalistycznych wzorach butów (na przykład na sandałkach na obcasie). Opaski do włosów i turbany też go lubią. Wciąż nieprzekonanym do weluru polecam na początek aksamitny choker. Zobaczycie – pokochacie. Welwet bardzo lubi się z pastelowymi kolorami, bo one odejmują mu ciężkości. Połączenie z brudnym różem? Bardzo trafione.

flamingi

A teraz kilka słów o moim dzisiejszym zestawie. Marynarka i spódnica to polska marka Vicher. Dobrze wiecie, jak szczerą i wielką miłością pałam do polskich marek modowych. Cenię je za wykonanie i za pomysłowość. Tu kupiłam obie te cechy w komplecie. Marynarka we flamingi ma idealną długość – zakrywającą pośladki. Optycznie wyszczupla biodra i podkreśla talię. Świetnie wygląda z ołówkową spódnicą lub białymi, dopasowanymi spodniami. Można ją nosić wyłącznie na bieliznę lub na biały t-shirt. Spódnica nadaje objętości i kobiecości dość oficjalnej górze. Wielowarstwowy tiul mi osobiście kojarzy się z latem, a brzoskwiniowy odcień różu dodaje ciepłych refleksów. Buty i turban wpisują się w welurowy trend. A do tego torba z mojej ulubionej Mammanii. Już kilka razy pisałam wam o tej marce. To moje ulubione, „poważne” torby dla mam. Próżno na nich szukać misiów czy kwiatuszków. Wyglądają ultra kobieco, a w środku mają wszystko, czego młoda mama potrzebuje, łącznie z przegródką termiczną na butelkę z pokarmem.

flamingi

flamingi

flamingi

A na koniec kilka słów o pielęgnacji ubrań. Często mnie o to pytacie. Tak się składa, że w mojej szafie mam mnóstwo nietypowych ubrań. Pisząc „nietypowych” mam na myśli materiały, z których są wykonane lub sposób uszycia. I tak jak pranie ręczne opanowałam do perfekcji, tak z prasowaniem jest u mnie nieco gorzej. Dlatego chciałabym polecić wam idealne rozwiązanie, które sprawdzi się u każdej wielbicielki sukienek czy nietypowych, trudnych do uprasowania tkanin. Co to takiego? To prasowacz parowy Steamaster. Występuje w dwóch wariantach: tradycyjny (duży) i podróżny (mniejszy). Ze względu na niewielki metraż mieszkania zdecydowanie preferuję ten drugi. Idealny do prasowania rzeczy delikatnych czy nietypowo uszytych (kokardy, kontrafałdy, plisy czy zakładki). A przy okazji sprawdza się też w innych, domowych czynnościach. Na przykład jest niezastąpiony przy odświeżaniu, czy prasowaniu zasłon i firanek. Idealnie odświeża też materace i pościel. A że ja mam w swojej szafie bardzo dużo delikatnych ubrań, to u mnie jest wręcz niezbędny.

flamingi

flamingi

flamingi

A teraz niespodzianka. Z racji tego, że uwielbiam się z wami dzielić sprytnymi patentami na codzienne obowiązki mam dla was aż dwa prasowacze parowe Steamaster w modelu Mini Plus . Co trzeba zrobić, by wygrać jeden z nich? W komentarzu pod artykułem, tu na blogu napiszcie jakie skarby kryje wasza szafa, do których przydałby wam się Steamaster. Spieszcie się z odpowiedziami, bo czekam na nie tylko do  poniedziałku do końca dnia (22.05.2017). Powodzenia!

 

Zwyciężczynie w konkursie to:
Zuzanna M-n
Klaudia Semrau-Bilicka

Gratulujemy! Czekam na wiadomości prywatne z danymi do wysyłki.

 

flamingi

Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x
Przeczytaj poprzedni wpis:
remont łazienki
Remont łazienki – zobacz, co nam z tego wyszło

To jedyne pomieszczenie, które ucierpiało podczas remontu. Może nie tyle ono, co my, musząc zrezygnować z dotychczasowego komfortu. Do tej...

Zamknij