zaSZYBKA historia porodu cz.3

O 22 leżałam już w łóżku z ciepłym termoforem na brzuchu i włączonym serialem na telefonie. Nowy serial na HBO „Rozwód” okazał się tak nudny (sorry, Sarah Jessica Parker ;)) , że mimo skurczy szybko usnęłam…

Zabrakło jednej minuty

Obudził mnie bardzo mocny skurcz. Tak mocny, że aż wstrzymałam oddech. Dopiero po paru sekundach przypomniałam sobie, że tylko oddychając miarowo i głęboko mogę trochę sobie ulżyć w bólu. Przeczuwając nieuniknione bałam się otworzyć oczy. Chciałam znów usnąć, ale ból był tak mocny, że nie dało się o nim zapomnieć albo go zbagatelizować. Leżąc z zamkniętymi oczami zaczęłam zastanawiać się, jak długo spałam. Czułam się zaskakująco wypoczęta. Pomyślałam, że jeśli jest po dwunastej to znaczy, że udało mi się przespać na tyle dużo czasu, że skurcze albo zmniejszyły swoją częstotliwość, albo nieco osłabły. Spojrzałam na zegarek w telefonie była dokładnie 23.59.

Odbierz ten cholerny telefon

Wyszłam na korytarz, żeby po pierwsze trochę rozchodzić ten ból, bo skurcze najbardziej bolały w pozycji leżącej, a po drugie postanowiłam pójść do dyżurki położnych, by powiedzieć o tym, że ból się nasilił. I tu byłam trochę rozbita. Z jednej strony chciałam wszystkich „oszukać” udając, że ból jest mniejszy niż w rzeczywistości był, a z drugiej strony bałam się o stan Zyzia. Zdrowy rozsądek wziął górę. Poszłam do położnej, a ona niezwłocznie wezwała lekarkę, która mnie zbadała. „Szyjka zamknięta, ale puszcza palec” – usłyszałam. „Spróbuje pani się odprężyć i zasnąć, a jeśli przez następne pół godziny nic się nie zmieni, proszę znów do mnie przyjść.” Wymyśliłam sobie, że następne 30 minut spędzę na korytarzu przemierzając go w tą i z powrotem, trochę dla zabicia czasu, a trochę też dla uśmierzenia bólu. W pewnym momencie dołączyła do mnie dziewczyna. Już rano zwróciła moją uwagę na oddziale. Miała kwiecisty, kolorowy szlafrok, różowe skarpety z frotty i żółte gumowe baleriny. Była kolorowym ptakiem oddziału patologii. Zaczęłyśmy ze sobą rozmawiać. Jej ciążowy brzuch był dość mały -obstawiałam nasty tydzień. Okazało się, że trafiłam: to był 19 tydzień. Dziewczyna trafiła na oddział z krwawieniem. Podczas robienia zakupów, kiedy dźwignęła zgrzewkę z wodą poczuła dziwne ciepło na podbrzuszu. Okazało się, że to krew. Obecnie niewiele jeszcze wiedziała na temat swojego stanu, niemniej wszystko było pod kontrolą. Ja w zamian podzieliłam się moją historią. Chwilę jeszcze pogadałyśmy, pożyczyłyśmy sobie jak „najdłuższych ciąż”, a ja udałam się do gabinetu lekarskiego. Skurcze nie odpuszczały nawet na chwilę. „Pani Marto, ja tu widzę rozwarcie na półtora centymetra. Zabieramy panią na porodówkę. Proszę zabrać ze sobą butelkę wody, telefon i co tam pani jeszcze uważa za konieczne.” Nie pozwolono mi nawet iść, musiałam usiąść na wózku, a położna, która wcześniej zrobiła mi zastrzyk z Nospy zawiozła mnie piętro wyżej. Ja w międzyczasie starałam się dodzwonić do Janka. Nie odbierał. Z każdym sygnałem w słuchawce i brakiem odzewu z drugiej strony mój stres narastał. A co jeśli on nie zdąży? Przecież musi mi pomóc w przekonaniu lekarzy do mojego planu… Tylko czemu on nie odbiera telefonu?

poród VBAC

Niech pani spróbuje

Po paru próbach udało mi się dodzwonić do Janka. „Przyjeżdżaj, zaczęło się! Ja rodzę” – wykrzyczałam drżącym się głosem. W tym samym momencie drzwi do porodówki otworzyły się, a położna z tego oddziału zadecydowała, że położą mnie na jedynce. W sali panował półmrok, a na całym trakcie porodowym nieznośna cisza. Zarówno cisza jak i ciemność bardzo mnie drażniły.  W tamtym momencie wolałbym wrzawę i sztab ludzi wokół mnie. Miałabym poczucie, że ktoś się mną zajmuje. A tu byłam pozostawiona sama sobie. Takie przynajmniej miałam wrażenie. Położna ułożyła mnie wygodnie na łóżku i podpięła mi KTG do brzucha. Sprawdziła też rozwarcie. Wszystko się zgadzało: 1,5cm. Próbując rozładować mój stres i ogromne napięcie zaczęła mnie zagadywać o sprawy błahe. Te położne na trakcie porodowym mają w tej kwestii ogromne doświadczenie. Wypytywała mnie o imię dziecka, o tydzień ciąży, o to czy mąż dojedzie i o moje samopoczucie. Brakowało mi tylko pytań o pogodę. 😉 Janek pojawił się bardzo szybko. Do dziś nie wiem, jak udało mu się pokonać całą tę trasę tak szybko. Położna odesłała go na dół po fioletowe wdzianko, charakterystyczne dla przyszłych tatusiów nazywane „garniturkiem”. Tak można ich było rozpoznać na oddziale. Kiedy Jan pojawił się na sali ja pozwoliłam sobie na chwilę słabości. Dopiero wtedy wypłakałam mu to, jak bardzo się boję, że to wszystko miało ułożyć się inaczej. Że nie chcę rodzić wcześniaka. Pytałam go, co teraz zrobimy. Mówiłam mu, a raczej tłumaczyłam, że nie dam rady urodzić naturalnie. A on z całym swoim spokojem, który gromadził przez ostatnie siedem i pół miesiąca powtarzał mi, że wszystko się ułoży, że wszystko będzie dobrze.

W pewnym momencie na sali pojawiła się młoda pani doktor. Typowa oaza spokoju. Chyba tego mi było trzeba w tamtym momencie. Usiadła bardzo blisko mnie i powiedziała ściszonym głosem: „Bardzo nam zależy na tym, żeby urodziła pani naturalnie. Akcja porodowa już się rozpoczęła, wszystko jest na dobrej drodze, by nasz plan się powiódł.” Jak dobrze, że to ona zaczęła temat. Już myślałam, że nikt go nie poruszy. „Otóż Pani doktor, ja bardzo proszę o cesarkę. Wiem, że naturalny poród byłby lepszy, ale w nie jestem na to zupełnie gotowa. Boję się, że w trakcie spanikuje i tylko zaszkodzę swojemu dziecku. A chyba najgorzej by było urodzić wcześniaka umęczonego porodem naturalnym z niedotlenieniem, prawda?” Próbowałam przekonać ją do swoich racji. Poza tym nie miałam bladego pojęcia o porodzie naturalnym. Nie pamiętałam już nic ze szkoły rodzenia, do której chodziłam jeszcze za czasów ciąży z Mieciem. Ze wszystkich sił próbowałam przekonać panią doktor, że nie dam rady. Na co ona ze stoickim spokojem, chcąc przekonać mnie do swojego rozwiązania powiedziała: „Ależ oczywiście, że da pani radę. Wszyscy jesteśmy tu po to, żeby pani w tym pomóc. Proszę pamiętać, że rodzi pani wcześniaka i poród naturalny to jest najlepsze, co może mu pani teraz dać. Maluch przechodząc przez pani kanał rodny „przećwiczy” swoje płuca, rozprężając je, zyska dodatkową florę bakteryjną, a dla takiego malucha to ważne.” Spojrzałam na Janka, ale wiedziałam, że tę decyzję muszę podjąć sama. W tamtej chwili swoją sytuację uważałam za opłakaną. Właśnie rodziłam wcześniaka, który w moim brzuchu powinien być jeszcze jakieś 8 tygodni. Nikt nie chciał mi powiedzieć ani zagwarantować, że z dzieckiem wszystko będzie dobrze. Nikt tego nie wiedział. A ja nie wiedziałam, jak to jest rodzić naturalnie, bo jeszcze się do tego nie przygotowywałam. Podskórnie przeczuwałam, że cesarka byłaby lepsza, bo miałam dobre wspomnienia z pierwszej cesarki z Mieciem. Mimo to postanowiłam spróbować. Poprosiłam tylko tą lekarkę o to, by zaglądała do mnie często i że jeśli tylko coś zacznie się dziać, by nikt nie zwlekał z reakcją.

poród VBAC




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x