Pamiętacie moje zbiory pokarmu przed wyjazdem do Nowego Jorku? Zebrałam wtedy około 5 litrów, a i tak stresowałam się, że mleka może zabraknąć. Okazało się jednak, że sporo z tego zostało (około 1 litra) i do dziś korzystamy z tych zbiorów w nieoczekiwanych sytuacjach.

Na przykład dwa dni temu wyskoczyła mi niewielka, ale boląca zmiana skórna na nodze. Po wizycie u internisty zostałam natychmiastowo skierowana do szpitala chorób zakaźnych. Nie obyło się bez stresu, ale wystarczył jeden telefon do Janka: „Kochanie, wyjmij z zamrażarki pojemniczek z mlekiem, bo nie wiem, o której wrócę.” Zmiana skórna okazała się fałszywym alarmem i już za dwie godziny byłam w domu z moimi chłopakami. Morał: takie zapasy pokarmu to prawdziwy skarb.

Do dziś dostaję od was masę pytań o to, jak udało mi się uzbierać tyle pokarmu przed wyjazdem. Dlatego postanowiłam napisać ten tekst, by raz na zawsze usystematyzować te informacje i byście miały do nich łatwy dostęp dziś i za pół roku.

Zacznijmy więc od początku: po pierwsze ile czasu gromadziłam pokarm? Miałam na to niecały miesiąc, ale nie ukrywam, że miałam jeszcze część zbiorów z czasów, kiedy Zyzio po porodzie leżał w szpitalu, a ja odciągałam pokarm w domu i zawoziłam go do niego. Nie wiem czy wiecie, ale zamrożony pokarm jest dobry nawet przez pół roku. W bardzo krótkim czasie stosując się do zaleceń konsultantki laktacyjnej (naszej ukochanej Agnieszki Mińko) rozhuśtałam laktację i miałam zdecydowanie dużo więcej mleka niż w tamtym czasie potrzebował mały Zyzio. Wszystko mroziłam w specjalnych woreczkach. Ale popełniłam jeden podstawowy błąd. Do niektórych woreczków wlewałam za dużo pokarmu, bo takie rozmrożone mleko po uzyskaniu płynnej postaci jest przydatne do spożycia maksymalnie przez 4 godziny. Czyli w naszym przypadku to są dwa karmienia, a w niektórych woreczkach miałam zamrożone po 300 ml czyli zdecydowanie za dużo jak na tamten czas. Dlatego zakręcane pojemniczki o pojemności 100 ml były dużo lepsze, a poza tym są wielorazowe.

Jeśli chodzi o samą metodę, to po pierwsze policzyłam ile Zyzio zjada jednorazowo. Wtedy wychodziło mi z jego wagi, że około 80- 100 ml. Chłopak jadł 8 razy dziennie. Czyli na jeden dzień potrzebowałam 800 ml, a miało mnie nie być 5 dni czyli w sumie 4 litry pokarmu. Podzieliłam to sobie przez dni, które zostały mi do wyjazdu i wiedziałam, że dziennie muszę odciągać około 300 ml. I tak powoli, skutecznie realizowałam swój plan.

A jak pobudziłam piersi do większej produkcji? Po pierwsze znów wróciłam do picia Femaltikera. Dla mnie to jest cud nad cudy jeśli chodzi o działanie tego specyfiku. Często kojarzony jest wyłącznie z początkowym rozkręcaniem laktacji, a prawda jest taka, że można go pić, a czasami wręcz zaleca się jego picie przez cały okres karmienia piersią. Na przykład w momencie kiedy zauważamy, że mamy za mało pokarmu albo kiedy zwyczajnie widzimy, że dziecko się nie najada. O Femaltikerze pisałam wam już parę razy na blogu. W moim przypadku ten preparat oraz dobre rady Agnieszki uratowały laktację, a pewnie pamiętacie, że na początku łatwo nie było. Zyzio był wcześniakiem, zostaliśmy rozdzieleni na 2 tygodnie, a on zupełnie nie potrafił ssać. Mimo to udało się. Dlatego teraz każdej przyszłej mamie w moim bliskim otoczeniu, prócz prezentu dla dziecka, kupuję pudełko Femaltikera. Tak na wszelki wypadek. Wiem, że już wam to kiedyś linkowałam, ale może przeczyta to jakaś mama, która jeszcze tego nie widziała. Tu macie badania kliniczne przeprowadzone w szpitalu, w którym rodziłam Zyzia. Badania dotyczą skuteczności Femaltikera. Nieźle co?

Co do metody odciągania pokarmu to zawsze robiłam to po karmieniu. No bo jeśli robiłabym to przed, to „zabierałabym” pokarm Zyziowi, a laktacja zostałaby na tym samym poziomie. Dlatego odciągałam pokarm po każdym karmieniu. Czasami było to 20 ml, a czasami 80. Żeby rozkręcić laktację stosowałam dwie metody. Pierwsza to znana wam pewnie : 7 7 5 5 3 3 . Czyli odciąganie pokarmu z obydwu piersi po 7, później po 5, a następnie po 3 minuty. W przypadku laktatora na dwie piersi odciągałam w sumie 15 minut. Pomogła mi też metoda power pumping. Czasochłonna, ale skuteczna. Z jednej piersi ściągamy w następujący sposób: 20 minut i 10 minut przerwy, następnie 10 minut ściągania i 10 minut przerwy, 10 minut ściągania i  przechodzimy do drugiej piersi. W sumie na dwie piersi wychodzą aż 2 godziny pracy, ale warto.

zamrożone mleko

Poza tym żeby przyspieszyć wypływ mleka Agnieszka poleciła mi łykać lecytynę. Robię to do dziś i rzeczywiście zauważyłam różnicę w szybkości i łatwości wypływu mleka.

Jednym z głównych utrapień matki karmiącej jest to, że często czuje się przywiązana do dziecka na stałe. Prawda jest jednak taka, że gromadząc pokarm możemy pozwolić sobie nawet na kilkudniowy wyjazd (u mnie to było aż 5 dni) bez rezygnacji z karmienia piersią. Można mieć ciastko i zjeść ciasto. 😉 Wszystko jest możliwe, a pozytywne nastawienie to podstawa.

biustonosz do karmienia