Sen nocy dzietnej

To nie będzie kolejny milusi i słodko pierdzący artykuł o tym, jak usypiać grzeczne dzieci. Nasi chłopcy nimi nie są, więc musieliśmy się uciec do innych metod, by okiełznać naszych nocnych Marków. Poniżej znajdziecie kilka do bólu szczerych punktów, które mogą was zbulwersować. Dla nas najważniejszym wyznacznikiem ich jakości jest to, że działają. A jak człowiek jest wyspany to i życie widzi w jaśniejszych brawach, i dla bliskich jest bardziej wyrozumiały. Jak zatem ogarnęliśmy nasze życie nocne, że potrafimy przespać 10 godzin w ciągu jednej nocy?

Późne chodzenie spać
Przestaliśmy z tym walczyć. Długie siedzenie wieczorno-nocne jest wpisane DNA Lech-Maciejewskich. Mamy to szczęście, że całej naszej czwórce rano nigdzie się nie spieszy. Dzień zaczynamy o 9.30 i wszyscy, jak jeden mąż, hołdujemy tej godzinie. Dlatego wieczorem, bez żalu pozwalamy Mieciowi urzędować nawet do 23.30. Dzięki temu, kiedy tylko przychodzi pora na sen, Mieczysław bez żalu kładzie się do łóżka, odsłania plecy i zarządza: „Tata drap!” Dwie minuty hedonistycznej przyjemności i Miecio ląduje w objęciach Morfeusza. Zyzio zaś sam wyznacza sobie godziny snu. Pierwsza dłuższa drzemka zaczyna się około 21 i trwa do 24. A kolejny sen, po karmieniu potrafi trwać do rana.

Nafutrować przed snem
Parę tygodni temu z Zyziem zaczęły się problemy. Mimo,że zasypiał chętnie i sprawnie (wystarczyło go przystawić do piersi) to z długim spaniem rano chłopak zaczął być na bakier. Po trzech nocach, kiedy zafundował nam pobudkę o 4.30, będąc gotowym do zabawy, uciekłam się do aktu desperacji. W butelce przygotowałam gęstą kaszę i to na MLEKU MODYFIKOWANYM (wrrrrrr…) W smoczku zrobiłam turbo dużą dziurę i nafutrowałam mojego dzidziuśka takim posiłkiem przed snem. Efekt? Spał do 9.30, nie budząc się w nocy ani razu. Nie wiem, co na to WHO, GMO i FBI. Pewnie kasza w butli odbije się na ocenach z matmy w podstawówce. Na dzień dzisiejszy jestem dumna z mojego patentu i szczerzę się nim z wami dziele. Ktoś chętny? 😉

Hipisi i komuna w jednym
Na początku, jak przystało na prawilną rodzinę z dwójką Świeżaków na pokładzie, postanowiliśmy, że będziemy ich oddelegowywać do własnych łóżek jak tylko zasną. Podobno są na świecie dzieci, które zasypiają SAME, we WŁASNYCH łóżkach, ale to nie nasze. Mnie mama usypiała do 5 roku życia, więc pewnie mają to po mnie. Dlatego chłopcy usypiają zawsze w naszym dużym łóżku. Wcześniej bywało tak, że Janek przenosił Miecia do jego pokoju, a ja Zyzia do jego łóżeczka w naszym pokoju. Mniej więcej po dwóch godzinach Miecio budził się z płaczem, że został wyniesiony do swojego łóżka. I wtedy opcje były dwie: albo jedno z nas kładło się z nim na jego łóżku o długości 160cm, czyli z podkurczonymi nogami, albo braliśmy go do naszego łóżka. Dodatkowo dochodził jeszcze czynny żal i foch, bo młodszy spał z nami w sypialni, a Miecio czuł się gorszy, że musiał spać sam, daleko od rodziców. Z kolei Zyzio odkładany do łóżeczka budził się średnio od 24 do 68 razy jednej nocy. Na początku stawiałam kreski na ścianie. Później straciłam rachubę, gdy zdarłam z niej całą farbę. Po dwóch miesiącach prób bycia idealnym rodzicem z Instagrama, kiedy 4 kawy z rana nie dawały rady utrzymać nas na nogach, daliśmy sobie na luz. Od mniej więcej 6 miesięcy noc w noc śpimy we czwórkę. Na „trzy-cztery” zmieniamy prawy bok na lewy, wszyscy robimy to zgodnie. Janek czasami przenosi Miecia w nogi i wtedy czujemy się jak w Ritzu, w najbardziej wypasionym apartamencie. Ale jest jedna rzecz, dla której te nasze wspólne nocki mają sens. Poranki: to gdy leżymy w łóżku we czwórkę, Miecio obsypuje wszystkich buziakami, a Zyzio wdrapuje się na całą naszą trójkę próbując nam kolejno wydrapać świeżo otwarte oczy. To najmilszy moment dnia.

Piersi dobre na wszystko
Kiedyś usypiał przy nich Janek, później Miecio, a teraz okupuje je Zyzio. Czasami w nocy zapominam zmienić strony i budzę się niczym kobieta z cyrku lub Upadła Madonna z Wielkim Cycem pędzla van Klompa. Karmienie piersią to ogromna wygoda, jeśli chodzi o wspólne rodzinne spanie. Nikt nie musi wstawać po butlę, nikt nie musi podgrzewać, wyparzać czy mieszać. I choć dzieci karmione piersią statystycznie budzą się częściej, niż te karmione butlą, to mnie osobiście bardziej przeraża cała procedura przygotowywania mleka z proszku w środku nocy, niż odpinania ramiączka od stanika, nawet raz na godzinę. Serio!

Spowij skurczybyka
Żałuję, że tę metodę odkryłam tak późno. Sprzedam wam teraz taki patent, że padniecie. Co zrobić, by dziecko nauczyło się spać, nie wiercąc się i nie budząc dwadzieścia razy w ciągu jednej nocy, nie odkrywając się i nie przykrywając się niebezpiecznie kołdrą? Odpowiedz jest jedna: ŚPIWOREK. Serio, ten gadżet czyni cuda. Dziecko od małego usypiane w śpiworku uczy się, że noc to czas na sen, będąc w śpiworku czuje się poniekąd „uziemione” więc zanim samo wpadnie na pomysł, żeby wstać na siusiu czy po resoraka, w pierwszej kolejności poprosi o to rodzica, a ten będzie miał czas na reakcję. Takie dzieci śpiworkowe podobno śpią spokojniej, nie rzucają się po całym łóżku, rzadziej też z niego spadają i nie budzą się z zimnymi stopkami. Dlatego im wcześniej wprowadzimy taką zasadę w nasze łóżkowe życie rodzinne, tym dłużej będziemy mogli z niej wszyscy korzystać. Bo nie ma na świecie lepszego dziecka, niż to wyspane. W sumie ta zasada tyczy się też starych.

Ciągle nie rozumiem całego tego zagadnienia cosleepingu. Tej bulwersacji: nie śpij z dzieckiem, bo się przyzwyczai. Czyli co: nie karm, bo też się przyzwyczai? Ha? Kochani! Nie dajmy się zwariować. Dzieci są po to by je, przytulać, spać z nimi, śpiewać im kołysanki i nade wszystko spędzać z nimi czas, póki one same widzą w tym sens i czują potrzebę. A uwierzcie mi – nie zawsze tak będzie.

spanie z dziećmi




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x