Którędy na randkę?

Po urodzeniu Miecia bardzo się bałam. Obawiałam się, że to, co tak misternie budowaliśmy przez kilka wcześniejszych lat legnie w gruzach. Że nawet się nie obejrzymy i wśród rodzicielskich obowiązków zgubimy gdzieś nasze uczucia. Dlatego od samego początku, jeszcze na sali porodowej, obrałam azymut na szczęście nie tylko w byciu mamą, ale też żoną. Nie było, nie jest i zakładam, że nie będzie łatwo.

Dzieci skutecznie odciągają uwagę od miłości i szeroko pojętego romantyzmu. Jak nie kolki, to ząbki, jak nie ząbki, to rotawirus, jak nie rotawirus, to skok rozwojowy, jak nie skok rozwojowy, to glut do pasa, jak nie glut, to „pobaw się ze mną”, jak nie potrzeba zabawy, to wizyta u logopedy, jak nie logopeda, to występy w żłobku. Ciągle coś. I kiedy już przychodzi ta upragniona chwila, kiedy dziećmi może zająć się ktoś zaufany, to w głowie pojawia się chytra myśl: a może by tak dać sobie na luz i wyspać się w ciszy i spokoju. I to jest właśnie ta prosta droga do zatracenia się w macierzyństwie. Ale jest też inny wariant…

Pamiętaj, kto był pierwszy
Dzieci skutecznie przysłaniają nam cały świat. To zupełnie naturalne. One są takie bezbronne, słodkie, pachnące, różowiutkie – jak ich nie kochać, jak o nie nie dbać? Warto mieć jednak z tyłu głowy to, że partner był pierwszy. To dzięki niemu mamy to całe szczęście, a w przyszłości możemy mieć go więcej. Dzieci kocha się bezwarunkowo. Wystarczy, że się pojawią, a serce mamy prędzej czy później przepełnia bezkresna miłość do nich. To też jest naturalne. Musimy jednak pamiętać o tym, że o miłość partnera i do partnera walczyło się dużo ciężej. Tamta miłość nie przyszła sama. Często wiązała się milionem kompromisów, tysiącem sprzeczek czy setkami cichych dni. Ta miłość partnerska nie jest na zawsze i na stałe. Szczególnie jeśli o nią nie dbamy. W bliższym i dalszym otoczeniu mamy pary, które nie przetrwały próby rodzicielstwa. Dziś są rodzicami, ale na płaszczyźnie miłości wzajemnej ponieśli klęskę. Panowie wynosili się na kanapę do salonu żeby móc się w spokoju wyspać, a panie wiecznie nie miały czasu na kilka chwil sam na sam. Mnie było prościej, bo ja już kiedyś rozstałam się z Jankiem i nie była to moja decyzja. Pamiętam, jak się wtedy czułam, jak bardzo było mi bez jego miłości źle, jak byłam samotna. Za nic nie chciałabym przerabiać tego znowu, dlatego tak ważne jest dla mnie dbanie o relacje, którą w pocie czoła tworzymy od 11 lat z przerwami. Kiedy o tym myślę od razu znajduję energię i czas na wspólne chwile tylko we dwoje.

Zaufaj jej
Dla wielu mam ten punkt jest nie do przejścia. Szczególnie przy pierwszym dziecku. Umiejętność zaufania komuś, kto miałby zająć się naszym dzieckiem podczas naszej nieobecności, to wyższa szkoła jazdy. Szczególnie, jeśli z natury jesteśmy nieufni. Mam znajomą, która zwolniła nianię po tym, jak bez jej zgody wykąpała dziecko, kiedy ta była na pierwszej randce z mężem, od czasów narodzin dziecka. Co ważne, nie zaznaczyła niani, że ma dziecka nie kąpać, ale też nie powiedziała, że ma to zrobić. Sama myśl, że coś mogłoby stać się dziecku podczas kąpieli tak sparaliżowała znajomą, że już przez bardzo długi czas nie zostawiła córki z nikim obcym. Mamy też znajomych z dwójką starszych od Miecia dzieci, gdzie tata nigdy, przenigdy nie został z nimi sam na sam. Zawsze albo mama, albo niania, albo babcia do pomocy. Argumentacja? Facet na pewno nie da sobie rady. Często pytacie mnie, czy ufam naszej niani i jak to robię, że potrafię się wyluzować podczas wyjścia z domu bez dzieci. Odpowiedź jest prosta: po pierwsze nigdy nie zostawiłabym moich największych skarbów z kimś przypadkowym. Osoby, które zostają z chłopakami po pierwsze dobrze się z nimi znają, po drugie są odpowiedzialne, po trzecie wiem, że poradziłyby sobie w różnych krytycznych sytuacjach, bo potrafią trzymać nerwy na wodzy. Po czwarte wypadki chodzą po ludziach i zostając z dziećmi w domu, opiekując się nimi osobiście, wcale nie mam gwarancji, że nie stanie im się krzywda. Stłuczone kolano równie dobrze może przytrafić się Mieciowi przy mnie, jak i przy Babci Teresce. Po piąte cały czas pamiętam, że prócz tego, że jestem mamą, jestem też kobietą/żoną/koleżanką, która potrzebuje raz na jakiś czas wcielić się w te pozostałe role tak na 100%. Dotarło do mnie, że na świecie nie ma ludzi niezastąpionych. I choć moi chłopcy mają jedną jedyną, najukochańszą mamę, to raz na jakiś czas chętnie zasypiają w towarzystwie babci czy niani. Miecio równie chętnie je pomidorówkę podaną przeze mnie jak i przez nianię. Dziecko da sobie radę przez te kilka godzin bez ciebie. Zaufaj mu!

Z każdym kolejnym razem jest łatwiej
Ta zasada tyczy się zarówno rodziców jak i dziecka. Pierwszy raz zostawiliśmy Miecia z Babcią na 3 godziny jak miał 5 tygodni. Potrzebowaliśmy pobyć sam na sam ze sobą. Wtedy mocno dokuczał mi baby blues i chciałam sprawdzić czy świat, który porzucił mnie 8-ego maja 2014 jeszcze istnieje. Istniał, a mi kamień spadł z serca, bo wiedziałam, że kiedyś jeszcze będzie dobrze, normalnie, a ja znajdę balans pomiędzy nowym i starym. Od samego początku staraliśmy się wychodzić raz na dwa tygodnie, dosłownie na kilka godzin. Zasada była jedna: nie rozmawiamy o dziecku/dzieciach. Mogliśmy gadać o wszystkim, byle nie o tym, że jesteśmy rodzicami. Na to mieliśmy czas w pozostałe dni w tygodniu. Pierwsze razy były trudne, a dziś, kiedy wychodzimy wieczorem, Miecio biegnie dać nam buziaka, a stojąc w drzwiach uśmiechnięty krzyczy: „Powodzenia i smacznego!” Nie ma lamentów ani łez. Ani u nas, ani u naszych chłopaków.

Nie musisz tak samo
Znajdź swój sposób na utrzymanie relacji z partnerem. Wiem, randki to luksus, bo nie każdy ma babcię, nianię czy czas na takie rzeczy. Nie musisz iść naszą drogą. Ale zrób wszystko, by podtrzymać relację ze swoim partnerem, mimo że na pokładzie pojawiły się dzieci. Możecie po zaśnięciu dzieciaków otworzyć butelkę dobrego wina, włączyć ulubioną romantyczną komedię, albo razem pograć w planszówki lub na plejaku. Może wspólna kąpiel albo zamówcie sobie coś dobrego do jedzenia z dostawą do domu? Mieszkacie z dala od miasta? Poproś, żeby to mąż przygotował coś pysznego na wieczór. Nie umie gotować? Niech to będą kolorowe kanapki. Uwierz mi – chcieć to móc.

Wypróbuj na własnej skórze
Był taki czas, kiedy i nam się nie chciało. Zdarzały się sytuacje, że przyjeżdżała do nas Babcia Tereska i sama namawiała: wyjdźcie sobie gdzieś! A my zmęczeni i znudzeni zamulaliśmy w domu. Wychodziliśmy z założenia, że przecież i tak spędzamy ten czas razem, więc co za różnica, czy z dzieckiem, czy bez. Otóż różnica jest i to ogromna. Zobaczyliśmy to wtedy, kiedy trudno nam było poruszyć inny temat niż dzieciaki. To właśnie wtedy zarządziliśmy: nie ma, że pada, że zimno, że chce się spać czy pracy za dużo. Idziemy! Za rękę, pod rękę, przytuleni. Dokładnie tak, jak to było te 11 lat temu.

Marta Lech-Maciejewska Jan Lech




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x