Gdy rozum śpi, budzą się zabobony. Część 2 – niemowlę.

Wasza pracowita mróweczka nie dała Wam długo czekać, na drugą część wpisu o zabobonach. Po pierwszej (klik) stwierdziłem jedno: zostanę dilerem Gwiazd. Ostatnio jednego takiego zamknęli, więc jest wakat, a ja mam dostęp do naprawdę twardych narkotyków. Pisaliście, że się posikaliście ze śmiechu, że przez ten wpis pobudziliście śpiące już dzieci albo padliście rechocząc pod stołem. Jak dla mnie to tak działają właśnie dobre prochy, a tak się składa, że mam do nich dostęp. Dlatego uczciwe was proszę: zamknijcie drzwi balkonowe, jeżeli mieszkacie na piętrze zjedźcie to czytać na parter. Nie chcemy tu ofiar, a ćpać trzeba umieć. Ponoć jedna minuta śmiechu to jeden dzień życia dłużej, więc dziś macie szanse wyhaczyć jakiś tydzień albo dwa życia na kredyt.

Przychodzi taki czas w życiu kobiety, że ktoś (dobrze, żeby jednak wiedziała kto) ją zapładnia i wtedy ta kobieta jest w ciąży. Te dwa okresy omówiliśmy w poprzednim wpisie. Potem, jeżeli wszystko zgrabnie się powiedzie, kobieta rodzi dziecię i dopiero wtedy się zaczyna. Oto zbiór zabobonów, które dotyczą dzieci, z reguły świeżo urodzonych. Ponownie ukłony ślę do naszych wspaniałych Czytelniczek z grupy „SuperStyler po godzinach”, na którą zresztą was zapraszam. Dzięki nim mogłem poznać te wszystkie zabobony, bo sam znałem ledwie kilka.

– czerwona wstążeczka – klasyk panie, dlatego na zasłużonym pierwszym miejscu! Jeżeli nie znasz motywu czerwonej wstążeczki w okresie wczesnego macierzyństwa, to tak naprawdę gówno wiesz o dzieciach i kwalifikujesz się do odebrania praw rodzicielskich. Czerwona wstążeczka zabezpiecza przez złym urokiem rzuconym na dziecko, a urok macierzyństwa w naszym kraju polega na tym, że masa mamusiek w to wierzy. Także jeżeli zastanawiacie się czasem, czemu te matki z tymi szczepionkami, gmo, lewoskrętną witaminą C i innymi takimi rewelacjami pomyślcie o pieprzonej czerwonej wstążeczce. Ona tłumaczy absolutnie wszystko. Również wyniki wyborów.
– ukrywanie dziecka do chrztu przed obcymi, bo się tragedia stanie – macie już brzdąca i przewiązałyście go wzdłuż i wszerz czerwoną wstążeczką – tak zabezpieczone dziecko możecie albo nadać na poczcie jako paczkę, albo ukryć do czasu chrztu przed obcymi. Nieochrzczone dziecię jest pozbawione odporności zarówno na diabła jak i na inne tragedie, także trzeba na nie uważać. Jeżeli dziecko urodziło się np. w październiku a chrzest planujecie na wiosnę to przez pół roku zero spacerów, pokazywania rodzinie i znajomym.
– nie podchodzić do lustra z nieochrzczonym dzieckiem, bo zobaczy diabła – jeżeli pijany stary wrócił właśnie po tygodniu balowania z pępkowego, to akurat niemal pewne.
– jeżeli dziecko płacze to jest zauroczone i należy je lizać po oczach. Można też po czole, a gdy jego pot (czoło) jest słony to dziecko jest niestety zauroczone. Czy jest na to jakaś rada? Oczywiście, że jest. Można przetrzeć majtkami taty po czole. Od siebie doradziłbym przetrzeć najlepiej tymi po pępkowym.
– nie wolno pokazywać dziecka w lustrze do pierwszego roku życia, bo będzie miało problem z wymową. Jak dobrze, że już po ukończeniu roku można! Przypominają mi się mamusie, które robią aferę o rozszerzenie diety dziecka tydzień czy dwa przez ukończeniem szóstego miesiąca. Kocham to nasze polskie rodzicielstwo właśnie za takie dylematy…
– jak dziecko nie może spać należy zebrać paprochy z dywanów w całym domu i położyć pod poduszkę. Nie wiem, czy działa. Dla pewności wysypałem cały worek z odkurzacza i dzieciak co prawda śpi, ale strasznie się dusi i ma katar. Droga Pani Domu – czy robię coś źle?
– podczas pierwszej wizyty u dziecka wkłada się do łóżeczka kilogram cukru, żeby dziecko było słodkie. No to nie wiem kiedy, ale naszym chyba włożyli dopalacze.
– nie wolno kołysać pustej huśtawki, bo się diabła kołysze. Dodam, że nie wolno też płacić podatków, bo się utrzymuje tych wszystkich złodziei. #jakżyć




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x