Czym zapłacić dziecku?

Zadzwoni telefon. Mama odruchowo naciśnie zieloną słuchawkę na wyświetlaczu. Siedząc przy stole razem z dzieckiem bez namysłu wciśnie symbol trybu głośnomówiącego i przykładając palec do ust uciszy syna. Będzie toczyć rozmowę, która być może, choć nikt tego nie wie na pewno, ma szansę zbawić świat. Musi być bardzo ważna, skoro mama poświęca się jej bez reszty, odkładając na bok kredki, które dziecko samo przyniosło z szuflady z zabawkami. Mieli razem malować, ona mu to obiecała, ale są rzeczy ważniejsze w świecie mamy niż malowanie.

Ona będzie tak rozmawiać przez kolejne 30 minut. Siedząc przy kuchennym stole w towarzystwie dziecka będzie przekonana, że to jest właśnie ten „quality time with family”, o którym czytała wczoraj artykuł na Fejsie. Po rozmowie usiądzie do komputera, bo przecież od dwóch godzin nie zagadała na Insta, a przy okazji odpisze na trzy maile. Czas z dzieckiem? Ona ma go pod dostatkiem. Przecież całe dnie spędzają razem.

Wielokrotnie obserwowałam w żłobku Miecia rodziców, którzy wchodzili do budynku z telefonem przy uchu, nie odrywając go machali na powitanie i na pożegnanie paniom ze żłobka. Nie ustając w rozmowie telefonicznej ubierali dziecko, po czym w dalszym ciągu nie wypowiadając ani słowa w stronę swej pociechy, wychodzili z budynku. Później usłyszałam o historii pewnego przedszkola, w którym poproszono by nie korzystać z telefonu podczas odbierania dzieci i o zbulwersowaniu niektórych rodziców, którym wydało się to niedorzeczne. „To nie kościół, żeby musieć być cicho.” Przykre, że nie zrozumieli sensu tej wiadomości.

Uwaga. Najwartościowsza waluta w życiu naszych dzieci. Płacimy nią, kiedy nasze dziecko, przez pół godziny pieczołowicie składa wierzę z klocków. Jakaż go wtedy duma przepełnia gdy mama nie dość, że odrywa oczy od telefonu/telewizora/książki/garnków/komputera i kieruje je w stronę wykonanej misternie pracy, to jeszcze klaszcze i pieje z zachwytu nad wykonanym przez dziecko dziełem. Płacimy nią, kiedy nasz mały trzylatek, zupełnie niepytany po raz dziesiąty opowiada nam, co było na spacerze, jaką książkę oglądał po obiedzie, jaka zupa była na pierwsze danie, czy ją zjadł czy nie i co robił w tym czasie młodszy brat. Wiem, to męczy. Bywa upierdliwe. Szczególnie, kiedy piszesz ważnego maila, opłacasz rachunki albo dzwoni ktoś naprawdę ważny, kogo rozmowy zrzucić się nie da. Nie wolno nam jednak pomijać takich rzeczy, nie wolno nam odwracać uwagi od naszych dzieci, bo robiąc to, wyrządzamy im ogromną krzywdę.

Dziecko, któremu nigdy rodzice nie płacili uwagą za jego starania, nie będzie czuło się ważne i dowartościowane. Będzie przekonane, że to co ma do powiedzenia, a później do zrobienia, nie ma żadnej wartości, nic nigdy nie zmieni i na nikogo nigdy nie wpłynie. Kiedyś może stanie się coś złego, a ono nigdy niesłuchane stwierdzi, że i tak to nie ma dla nikogo znaczenia i zamilknie. Zwróćcie uwagę, że gdy dorośli występują przed publicznością baczą na to, jak gromkie brawa dostaną i czy ich wystąpienie zostanie dobrze ocenione przez ogół. Z dzieckiem jest zupełnie inaczej. W tłumie rozbieganym wzrokiem szuka wyłącznie rodziców. To dla nich jest ten cały występ. Tylko ich widzi na całej tej sali, tylko ich zdanie się liczy.

Mi samej zdarza się uciszać Miecia, czasami odwracam od niego wzrok, szczególnie wieczorem, kiedy głowa mi pęka od tego jego gadulstwa. Przez większość czasu staram się jednak z pełnym zaangażowaniem i entuzjazmem słuchać i reagować na to, co mówi. Wiem, że dla niego, na tym etapie rozwoju, to bardzo ważne. Trzylatkowi nie wystarczy skinienie głowy znad telefonu czy komputera. Trzylatek będzie czekał na kontakt wzrokowy z rodzicem, będzie liczył na entuzjastyczną reakcję i zaangażowanie w opowiadaną historię. Żyjemy w dziwnych i popieprzonych czasach, kiedy atrakcyjniejsze jest dla nas to, co na ekranach, nie to co dzieje się tu i teraz. Rzeczywistość z dnia na dzień jest dla nas coraz mniej atrakcyjna, bo taka jakby jednowątkowa i monochromatyczna. Ciągle nam mało, bo w sieci możemy robić kilka rzeczy na raz, a wyłączając się z tych wszystkich ekranów mamy złudne wrażenie, że gdzieś tam pomiędzy kolorowymi pikselami ucieka nam życie.
A w tym prawdziwym, analogowym życiu są nasze dzieci. One jeszcze nie zdążyły zapałać miłością do cyberświata. Miecio zapytany o to, czy chce baje na tablecie czy klocki z mamą zawsze, ZAWSZE wybiera to drugie. Nawet najulubieńsza baja nie jest w stanie przyćmić fajności i atrakcyjności rodzica. A skoro tak bardzo pogubiliśmy się w labiryntach cyberprzestrzeni, to może warto wziąć przykład z dzieci?

Skoro świt mama włączy sobie radio na telefonie, myjąc zęby zacznie przeglądać Fejsa. Wszak przez noc wiele mogło się tam wydarzyć. Cyber świat jest jak Nowy Jork – on nigdy nie śpi. Zrobi dziecku śniadanie na pamięć, jednocześnie sprawdzając maile. Z pamięci wypije też kawę, perfekcyjnie trafiając filiżanką do ust i nie rozmazując szminki. Dziecko niestrudzenie będzie próbowało przyciągnąć jej uwagę, a to jakąś ciekawostką, może wymyślonym bólem brzucha albo stłuczoną szklanką spadającą nieopatrznie ze stołu. Wiedzione aktem desperacji przy zakładaniu butów pochwyci mamę za policzki i ostatkiem sił zapyta: Mamo, jesteś tam jeszcze?

poświęcanie uwagi dziecku




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x