Bęcki w sieci vol. 2

Postanowiłem nie katować was dłużej niż 48h. Zupełnie jak polska Policja. Oto druga część „Bęcków w sieci”. Dodam, bo czuję to już i w kościach, i w komentarzach, że będzie część trzecia, bo jednak cały czas kilku ważnych punktów brakuje. Zapraszam na drugą część najdłuższego wpisu na blogu w jego historii. Tylko nie proponujcie wydania książki. Wiemy, że taka moda. W dodatku te dziesięć stron jest co prawda dość podle napisane, ale nie na tyle, żeby papier tego nie przyjął. Szanujemy jednak was, a razem z wami wasze pieniądze. Lepiej je wpłaćcie na zbożny cel albo kupcie dzieciakowi kajzerkę. Choć z drugiej strony to gluten…

Woda (podawana przed 6 miesiącem życia) – woda wodą, ale mleko musi być po naszej stronie. Woda przed 6 miesiącem życia dziecka konieczna nie jest, ale też krzywdy nie robi, choć może ponoć zaburzyć laktację. Ale to u mamy, nie u dziecka. Krzywdą w opinii niektórych jest natomiast zastępowanie mlecznej ambrozji czymkolwiek innym, także woda przed ukończeniem pół roku uznawana bywa za rozszerzenie diety. A za tak wczesne rozszerzenie diety łatwo można oberwać, także strzeżcie się rzek, jezior, źródeł i kranów.

Plastikowe butelki – mnie uczyli, że to śmieci, które są kłopotliwe, ale można je poddawać recyklingowi. Tymczasem niektórzy uważają, że takie butelki są szkodliwe. Nie muszę nawet tego sprawdzać, bo w czasach, w których było już wszystko, na bank ktoś takie badania zrobił i się potwierdziło. Także plastik zabija. Z drugiej strony szkłem można się pociąć i zabić. Więc i tak źle, i tak niedobrze. Pozostaje pić prosto z sadzawki.

Pomalowane paznokcie do porodu – a to superstylerowy klasyk. Po zdjęciu z porodu dostaliśmy wpierdol za zdjęcie z porodu – to powszechna wiedza. Ale byli tacy, co nie chcieli powielać tego, co już tyle razy było powiedziane i wpadli na jakiś oryginalny pomysł. Część obstawiła okulary, bo przy porodzie to masz babo przeć, a nie się rozglądać. Druga grupa skupiła się na paznokciach. Pech chciał, że Maciejewska wymalowała sobie je akurat na czarno dobrych kilka dni przed nieplanowanym porodem, więc nietrudno było je dostrzec i się przyczepić. Z racji gwałtowności zdarzeń, odejścia wód płodowych w 32 tygodniu ciąży Marta nie zdążyła kopnąć się na ściągniecie lakieru. Na jednej konferencji po pokazaniu tego zdjęcia Marta w kuluarach została zjechana jak bura suka przez jakąś leciwą Panią Profesor za cytuję „murzyńskie paznokcie”. I że u Pani Profesor to by nie przeszło, poród na pewno by się nie odbył, no bo jak z takimi pazurami. Wtedy zrozumieliśmy, że w medycynie częściej nie sprzęt zawodzi, a człowiek…

USG w ciąży (za częste) – klasyk mitów ciążowych. Co ciekawe, jak lekarz druknie 3d to już nie szkodzi, bo można pokazać przyszłym dziadkom, koleżankom i jest zajebiście.

Owocowe tubki – to nic, że z tyłu jest skład i można odsiać ziarna od plew. Tubka jest fabryki, a tam panie nigdy nie wiesz co nawalą.

Mokre chusteczki – tu chodzi głównie o skład. Jeżeli jest woda i sok z ananasa to spoko. Ale jeżeli w składzie jest cokolwiek innego to już mogiła. Akcja trochę jak z fluorem. Nieważne ile, ważne że jest, a to równa się dyskwalifikacji produktu. W ogóle warto sobie tu zapamiętać pojęcie „słaby skład”. Nie ważne czy już jesteś matką czy dopiero będziesz. Na bank się przyda, jeśli chcesz brylować na rodzicielskich salonach, szczególnie w większych miastach i pośród ludzi o wykształceniu humanistycznym z lewicowym i ekologicznym zacięciem, którzy gówno wiedzą o chemii…

Karuzela w łóżeczku powodująca zeza – czy muszę dodawać coś więcej?

Kolczyki – dla jednych must have, dla innych bezsensowne okaleczanie dziecka. Nas ten temat nie dotyczy. U nas prędzej stulejka i podobne klimaty. Ale jeżeli masz córkę przekuj jej uszy, wrzuć do sieci i czekaj na to, co się stanie. Działa lepiej niż mentos wrzucony do butelki z colą.

Zakazane produkty matki karmiącej – co ja tu się będę rozpisywał. Jeść można wszystko, a jak uważasz inaczej to polecamy fachowy blog Ani Lewandowskiej.

Obcinanie włosów przed ukończeniem roku – tu opcje są dwie. Głupia i wyjebana w kosmos. Głupia mówi, że włosy ścięte przed upływem roku gorzej potem rosną. Wyjebana w kosmos zakłada, że dziecku „skraca się rozum”. Tak jak pisałem, o zabobonach, kiedy indziej.

Chustowanie – crème de la crème rodzicielskiej tematyki. Jeżeli Demon Rodzicielstwa miałby mieć na wzór Boga trzy osoby to byłyby to Szczepionki, Karmienie piersią i właśnie Chusty. Są zwolennicy, są przeciwnicy, są ekstremiści. Zawsze jest ciekawie. Jedni uważają, że tylko chusta, a nosidło to zło. Inni, że chusta szkodzi. Są jeszcze tacy, którzy robią sobie z tego kawałka szmaty religię. Żeby nie było: my chusty lubimy na tyle, żeby myśleć o nich z sympatią, ale nie na tyle, żeby je nosić. Poza tym wchodząc do chustowego światka licz się z tym, że nawet jak będziesz ekspertem motania, to zawsze znajdzie się ktoś kto ci powie, że chujowo ją zawiązałaś…

Nosidełka – pseudonim „Wisiadła”. Czarny charakter chustowej społeczności. Są co prawda ze dwa modele łaskawie dopuszczone przez domorosłe fizjoterapeutki do używania, ale jest kilka warunków, które muszą być spełnione. Dzieciak musi siedzieć, a najlepiej stać, być po maturze i świadomie wyrazić na to zgodę. Nieważne, że maleństwo przebywa w takim nosidełku tylko raz na jakiś czas i przez krótką chwilę. Za fotkę w nosidełku można oberwać, o czym zresztą się przekonaliśmy już nie raz. Dlatego teraz na spacerze wolimy dziecko wlec po ziemi.

Leżaki, bujaki – debil byłem, bo wrzuciłem kiedyś fotkę naszej kolekcji do sieci. Trzy zajebiste bujaczki. Chwilę potem rozpętało się piekło. A potem poszliśmy do neurologa i Pani Doktor powiedziała, że można, a przy naszym dziecku to nawet trzeba, bo mostkuje. Napisaliśmy i nagle cisza jak makiem zasiał. Ktoś tylko cichutko napomknął, że Pani Doktor się nie zna, ale ręka fejsbukowej sprawiedliwości dopadła tę osobę, nim zdążyła postawić kropkę nienawiści na końcu zdania.

Chodzenie boso – nam zalecało niezależnie kilku specjalistów, ale ponoć ten naturalny sposób poruszania się wzbudza kontrowersje. Zastanawiam się, na ile to pseudowiedza i zabobony, a na ile babcine kompleksy pańszczyźnianego chłopstwa w rodzaju: „Jeszcze sąsiad pomyśli, że nas nie stać na buciki dla wnusia”.

Miód – ponoć niezalecany przed ukończeniem 12 miesiąca życia z uwagi na możliwość spowodowania botulizmu dziecięcego. Problem z tym, że są tacy, którzy ten wiek rozszerzają na całe dzieciństwo i wczesną młodość.

Telewizja – prawdziwie oldschoolowe zagrożenie. Miała załatwić naszych starych, potem nas, teraz nasze dzieci. Ponoć Telewizji Polskiej pod rządami PISu może się to wreszcie udać.

Kuchenka mikrofalowa – kiedyś oglądałem o tym program. Podobno bezpieczna odległość od pracującej mikrofali to 7 metrów. Mamy małe mieszkanie, dlatego gdy podgrzewamy obiad wychodzimy z dziećmi na balkon. Angina lepsza niż guz mózgu.




Strona używa plików cookies. Korzystając z niej zgadzasz się z Polityką cookies.
Akceptuję
x
Przeczytaj poprzedni wpis:
badania kontrolne
Nie zrobisz mi tego mamo…

Napiszę ten tekst, żeby sobie tutaj był. Żebym za jakiś czas mogła do niego wrócić. Żebym zawsze zdołała o tym...

Zamknij